Po 10 godzinach bezsensownego pływania w końcu urwał mi się film. Obudziłam się sama na plaży. Moja "Tratwa" była całkowicie rozrypana. Ale niedaleko było miasto.
- Czyli nadal jestem w San Fransokyo. Tyle dobrego.
Wstałam, otrzepałam się z piachu i poszłam na miasto. Kompletnie nie znałam tej okolicy.
- Niech to diabli. Musiało mnie zmyć tak daleko...
Po dłuższym maszerowaniu a raczej superszybkim biegu (:D) zobaczyłam most.
- No to wiem gdzie jestem.
Burczało mi w brzuchu. W końcu ponad 10 godzin jadłam...nic? Dokładnie nic. Ale nie zniżę się do ponownego grzebania w śmieciach.
- Albo coś kupię albo wytrzymam jakoś.
Na szczęście znalazłam całkiem świeżą bułkę. Zjadłam sobie w spokoju i szłam dalej.
- Młody pewnie myśli że umarłam. Niezłą mu zrobię niespodziankę.
Szłam i szłam i szłam...wreszcie dotarłam. Ujrzałam naszą grupkę walcząca znowu z tym gówienowem. Hiro był mega wkurzony. Wszyscy dzielnie walczyli ale zostali pokonani. Wspięłam się na dach i rzuciłam w gościa dyskiem. Mieli taką minę jakby zobaczyli ducha. Najbardziej szczęśliwy był jednak Hiro.
- Wybaczcie że tyle musieliście czekać.
<Hiro? Szok? :D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz