wtorek, 2 czerwca 2015

...

Dobra.... ALE, masz mnie nie jechać o opowiadanie 24 h, bo to była główna przyczyna zawieszenia tego bloga. Odpisze jak bd chciała. A teraz... Napiszesz "pierwsze" opo?
(P.S. Drugim powodem było że wolałam jak Tadashi dead, więc usunę go i że nigdy nie ożył xD)

poniedziałek, 1 czerwca 2015

...

Hiro....pleeeaseee come baaack!!!!


Do końca życia będę kochać BH6, a za tym blogiem, naprawdę tęsknie...


Pleeaseeee...come back, please....





piątek, 20 lutego 2015

Od Gogo do Hiro

- Olejmy go! Wiem gdzie jest jego baza!
- JAK!?
- Nie interesuj się! Baymax leć na wyspę, my cię dogonimy!
Bay poleciał.
- TO SZYBKO!
Przywiązałam się do jakiegoś talerza a Hiro na nim usiadł.
- BIEGNIEMY!
Pobiegłam najszybciej jak potrafiłam ale to było trudne...
- DEPNIJ TROCHĘ GAZ BO ON NAS GONI!
- JAK JA CI TU ZARAZ DEPNĘ GAZ TO WYLECISZ!
Już widziałam wyspę.
- Pytanie...JAK TAM DOSKOCZYSZ!?
- NIE PYTAJ TYLKO SIĘ TRZYMAJ!
Wbiegłam na mega wysoki i "stromy" budynek i skoczyłam z niego jak z rampy. Udało nam się - wylądowaliśmy na wyspie.
- Gdzieś tu była jego baza...chyba pod ziemią.


----JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ-----

- Baza gówienowa zniszczona, gówien w pudle. To co rb?

 <Hiro?>

Od Hiro

H: Jprdl... Choć Bay...
G: A ja?!
H: O nie! TY TU ZOSTAJESZ.
Wkurzyła się ale nas puściła. Na Bank ma jakiś przekręt. Znowu ten łysy debil. Walczymy sobie a tu jak gdyby nigdy nic wpada Gogo. *facepaw*
<Gogo?>

środa, 11 lutego 2015

Od Gogo do Hiro

- A Bruno?
- Tam jest.
Wskazał na szafkę. Bruno siedział pod nią.
- Chodź malutki, wszędzie cię szukałam.
Wskoczył mi na ręce.
- A ty wiesz że Lenisław go uczył sztuczek?
- Serio? Pokaż.
Wyciągnęłam obręcz, Bruna postawiłam na stołku.
- Dobra Bruno. Skaczemy no raz raz!
Przeskoczył przez obręcz.
- A to jeszcze nic.
Postawiłam jakiś słup, Bruno się na niego wspiął, stanęłam pod słupem i spojrzałam na Bruna. Zeskoczył i wskoczył mi na ramię.
- Kot cyrkowy normalnie.
- Num. Pokazać ci jeszcze kilka?
- Dawaj.
Postawiłam beczkę na podłodze a Brunek od razu na nią wskoczył i zaczął się po niej toczyć...do tyłu.
- No ty no! Myślisz że Moher mógłby się tego nauczyć?
- Ten grubas?
- No faktycznie...a Genowefa?
- Jest młoda, mogłabym ją nauczyć kilku trików.
Wtedy wpadł Baymax i powiedział:
- Gdzie są wszystkie włochate dzidzie?
- U Gabiszona.
- Dlaczego?
- Booo nam przeszkadzały?
- To szkoda.
- No tak szkoda.
I wtedy siadła mu bateria.
- Zabiorę go na ładowarę.
Zaciągnęłam go na górę i wsadziłam do ładowarki. Wtedy nie wiem co się stało, ale poczułam się tak jakbym...zaraz miała puścić pawia. Czułam się beznadziejnie...

---PÓŁTOREJ GODZINY PÓŹNIEJ---

- Jak się czujesz?
- Nie pawiowałam już od godziny, to chyba dobry znak...
- A czym się tak zatrułaś?
- Abjwm? A czekaj czekaj...kiedy Masino mnie złapał, to chwilę po tym jak się obudziłam, poczułam jakby ukłucie, taki jakby zastrzyk. No tak! Zatruł mnie.
- Po co?
- Żebym zdechła w męczarniach?
- Bay, zrób z tym coś.

--GODZINĘ PÓŹNIEJ---

- Trochę lepiej?
- Nom.
I wtedy pikają nadajniki.

<Hiro? Jak zawsze brak weny totalny...>

Od Hiro

Oddałem wrzystkie kocuty (zostawiłem Mohera i Genowefe) Gabi.
Wróciłem na chate.
G: I co?
H: Jajco... domyśl się.
G: A Moher i Genowefa?
H: Zostawiłem.
<Gogo?>

Od Gogo do Kiary

- Dobra Hiro, ty handluj z Gabiszonem w sprawie kotów, ja idę pobiegać. Macie z godzinkę bo zawsze przebiegam całą playliste. Dorzuciłam sobie ostatnio z sześć piosenek.
Wyciągnęłam z szuflady słuchawki, MP4 i położyłam na blacie. Potem się przebrałam w mój strój sportowy, ale żeby mi nie było zimno (w końcu zima i lepiej nie popitalać w bezrękawniku xD) założyłam ciepłą bluzę. Wsadziłam słuchawki na uszy, MP4 schowałam do kieszeni, włączyłam muzę i wybiegłam z chaty.

Biegałam, biegałam, biegałam, już 40 piosenka się skończyła. Wtedy na ławce zauważyłam Kiarę. Zapauzowałam muzę i podeszłam do niej.
- Siema Kiara.
- Hejka Gogo. Wyszłaś biegać? Jest 0 stopni .-.
- No i co? Zawsze raz w miesiącu przebiegam całą playliste, nieważne czy jest zimno czy gorąco. A ty co taka smutna?
- Nieważne...
- Dobra nie wnikam. Nara.

I znowu popitalałam jak głupia...


Hiro napisz o handlu z Gabiszonem xD ~Powiedziała Gogo

wtorek, 10 lutego 2015

Od Kiary

Może czas dać trochę proroczy sen Kiary XD


Nie wiem jak ale znalazłam się przed więzień w którym zamkneliśmy Slejsa. W murze była wielka dziura. Slejs uciekł pod postacią wilka. Nie go nie gonił. To było bardzo dziwne. Otoczyła mnie ciemność. Po chwili stałam przed więzień wszystkich wilkołaków. W murze również była wilka dziura. Slejs stał na pagórku i śmiał się, a wilkołaki wychodziły z więzienia. Coś mi tu nie grało. Wilkołaki były jakieś dziwne. Jeden podszedł domnie, na tyle blisko że mogłam mu zajrzeć w oczy. Przeraziła się. Jego oczy były całkiem czarne, ledwo było widać jego małą jak szparke źrenice. Wilkołak znów ruszył do Slejsa.
-Atakujcie.- wydała rozkaz Slejs. Wilkołaki z dziki okszykami żuciły się na strażników. Chwilę się zastanawiałam. Już gdzieś widziałam takie oczy. Nagle olśnilo mnie. Te oczy należy do demona. Teraz już rozumiałam. Slejs zawarł nowy pakt z diabłęm. Pewnie poprosił go że by cześć demonów mu usługiwało. Biedne wilkołaki, jeżeli kimś kiedyś były to już nie są. Teraz są to demony w skórze wilkołaka, całkowicie posłuszne Slejsowi. Nie chciałam już patrzeć na tą żeś ludzi. Demony w skórze wilkołaków były bardziej okrutne od tamtych wilkołaków. Znów otoczyła mnie ciemność. Tym razem znalazłam się w lesie. Usłyszałam głosy, coś pchło mnie w tamtą stronę. Ruszyłam w stronę głosów. Zobaczyłam polane, po środku niej stał okrągły kamień, a dookoła niego stały różne
postacie. Rozpoznałam Slejsa w otoczeniu dwóch normalnych widoków. Była tam królowa wampirów z dwoma innymi wampirami. Był również demon, z dwoma innymi. W cieniu drzewa stała jeszcze jakieś postać ale nie mogłam dotrzeć kto. Nie słyszał o czym mówią. Ponownie otoczyła mnie ciemność. Trochę już mnie to nudziło. Znalazłam się w naszym mieście. Rozejrzałam się, i... przestraszyłam. Nie mogłam go poznać. Wszystko było zniszczone, trupy leżały wszędzie. Po ulicach grasowały, demony w skórze wilkołaka, wampiry i demony. To było straszne. Nigdzie nie widziałam Hiro, Gogo i Baymax'a. Znów poczułam że coś mnie pcha do przodu. Postanowiłam dać się prowadzić. To coś pchło mnie do parku. Gdy znalazłam się na miejscu, zatkało mi dech w piersiach. Teraz wiedziała gdzie był Hiro, Baymax i Gogo. Leżeli na ziemi, bez oznak życia, a ja stałam obok nich z sztyletem, który wycierałam w hustkę. Ta druga ja odwróciła się i ruszyła do wyjścia. Stanęła parę centymetrów o demnie. Oczy tej drugiej mnie były całkowicie normalne.
-Slejs będzie zadowolony.- powiedziała. Chciało mi się płakać,
i krzyczeć NIE, ale nie dałam rady nic zrobić. Poczułam że coś gniecie mi klatę piersiową. Nie dałam rady oddychać. Poczułam coś mokrego i zimnego na twarzy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Lakiego leżącego na mnie i leżącego mnie.
-Zejdź ze mnie.- krzyknęłam i zawaliła go. Szybko wstałam i ubrałam się. Laki patrzył na mnie ze smutną miną.
-Nic mi nie jest.- zapewniam go i wyszłam w ponurym nastroju z domu. Poszłam do parku i usiadłam na jednej z ławek.

<ktoś dokończy?>

niedziela, 8 lutego 2015

Od Gogo do Hiro

- Możesz łaskawie być cicho jak ja śpię...? O co comeon...?
Spojrzałam na Hiro który był przygnieciony kotami i Baymax'em.
- Zgadnij -.-
- Pfff....pfff...Ahahahahaa...
Pomogłam Bay'owi wstać i zabrałam koteły.
- Ja już dłużej nie wytrzymam...
- Wytrzymasz wytrzymasz ziomek.

---JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ---

Siedziałam w garażu i się nudziłam, kiedy to drukarka tak sama z siebie wydrukowała jakiś papirus.
- Co do? - Zaczęłam czytać. - Denaki Masino winny wielu przestępstwom uciekł wczoraj z więzienia...nuda.......ŻE CO!?
Pobiegłam z tym do Hiro.
- MASINO ZWIAŁ Z PUDŁA!
- WTF?! NO BEZ JAJ!
- NO NIESTETY Z JAJAMI!
- Ale czemu jeszcze się nie ukazał?!
- Pomyśl. On poluje NA MNIE! Jeżeli zwiał to jestem jedną nogą w grobie, a jak mnie znajdzie to będę tam drugą .-. Na stówę szykuje atak znienacka na mnie .-. Umreeee .-.
- No chyba nie.
- No chyba tak. - Usłyszałam jakiś trzask na zewnątrz i poszłam sprawdzić co to. I to był mój błąd... - Hm...
Poczułam te zimne łapska na moich ustach i znowu dostałam patelnią...obudziłam się w jego podwodnej bazie. Miałam na łbie worek...i wtedy worek mi ze łba spadł.
- To taki problem wyprać ten worek?
Przywiązana byłam do jakiegoś stołu.
- Jesteś straaasznie przewidywalny wiesz?
- Naprawdę?!
- Tak. Użyjesz jakiegoś lasera żeby mnie pociąć na kawałki.
- JAK TY TO!?
- Jak, jak...siak. Jesteś przewidywalny i koniec.
- Skoro już wiesz co mam zamiar z tobą zrobić to zaczynamy. MUAHAHAHA!
Odchylałam się przed laserem najdalej jak tylko mogłam. Już myślałam że po mnie bo jeszcze ze 2 cm i bym była trupem, ale wtedy wpadli Hiro i Baymax.
- NO NIE NO BEZ JAJ!!!!
- NO NIESTETY Z JAJAMI MASINO!
Ale nie zdążyli wyłączyć lasera i troszeczkę oberwałam. I wtedy jednak się wyłączył. Masino zwiał.
- Aaaaa szjeeet....
Rana cholernie krwawiła.
- Wszystko w porządku?
- A jak myślisz? -.- 

---W DOMU---

Zabandażowałam sobie ranę.
- Bandaż chyba nie wystarczy...
- Weź daj spokój. Dam se rade.
Wtedy do środka wpada Gabi.
- Siema ludzie!
- Hej Gabiszon...czego szukasz?
- Słyszałam że macie problemy z kotami!
- BO MAMY .-.
- Mogę je wszystkie zabrać!
- Głupia jedna...jakieś 20 kotów?! W sumie to ja nie mam o czym mówić, gadaj z Hiro.

<Hiro??>

Od Hiro do Gogo

Ona spała a ja grałem na konsoli. Nie wiem kiedy zasnąłem, ale wiem że obudziłem się przygnieciony białą kluchą i kotami.
H: Gogo masz chwilę? ZDEJMIJ TO ZE MNIE!
<Gogo?>

sobota, 7 lutego 2015

Od Gogo do Hiro

Stanęłam przed celą tego kundla i spojrzałam mu w oczy.
- Wiesz że sam sobie na to zapracowałeś? Teraz resztę swojego nieskończonego życia spędzisz ZA KRATKAMI! Zasłużyłeś szmato. Wiesz że gdyby nie to że nie wolno nam krzywdzić istot żywych to dawno był byś już trupem?
- Akurat...wiesz co...fajnie się zabijało tego twojego Lena...haha...
- Nosz ty...Ja ci dam! Hiro weź trzymaj mnie! - Chciałam się na niego rzucić ale Hiro mnie złapał. - OCZY CI WYDRAPIE SZMATO JEDNA!
- Gogo zostaw go! Zgnije w więzieniu! Możemy o nim zapomnieć.
- Racja Hiro...dobra...
Spojrzałam na tego czarnego, zapchlonego kundla ostatni raz i wyszłam razem z resztą.
- No to wreszcie mamy święty spokój...
- Tiaaak. Ale ja nigdy nie zapomnę tego co ten szmaciarz mi zrobił. - Obróciłam wzrok.
- Co się stało to się już nie odstanie...
- Wiem...dobra Hiro...zaprosiłam dziś kilku kumpli. Nie będzie ci przeszkadzać jak zostaniemy u ciebie w chacie?
- No chyba nie.
- Spoko. Na półtorej godzinki ich tylko zaprosiłam. Będziemy grać i śpiewać, taka impreza. Możesz z nami się pobawić jak chcesz.
- Pomyśle.
- Gut. Dzięki.

---WIECZÓR---

Czekałam na moich kumpli w garażu. Wtedy przyleźli.
- Stefan, Gabi, Zdzisiek, Karo!
- Siema Gogo!
- To co robimy najpierw?
Odezwała się Karo:
- Proponuje Vocaloidy.
- Pasi mnie to. Ktoś co proponuje?
Gabi wkracza:
- Alice!
- Gut.
Wleźliśmy do garażu.
- Karo, odpalaj muzę!
W tle poleciała muza a myśmy zaczęli śpiewać.

(Tekst na czerwono śpiewa Gogo, tekst na niebiesko - Stefan. Tekst na zielono - Gabi. Na żółto - Zdzisiek a na pomarańczowo - Karo a to co na brązowo to Zdzisiek i Karo razem xD)

(kolory się pochrzaniły .-.)
Gogo: 

Pierwsza z tych Alicji czterech, piękna niczym mak
Na jej mieczu szkarłat lśnił, gdy przemierzała świat
Nikt zatrzymać nie mógł jej, kto spróbował ten zmarł
Pozostawał po nim na drodze czerwony kwiat.

Przemierzając ciemny las, krwawa Alicja
Pierwszy raz zgubiła się - zniknął po niej wszelki ślad.
Teraz w ciemnym lesie marzeń Alicja błądzi,
A dowodem jej istnienia został walet pik.

Stefan:
 
Drugą Alicją zwany, chabrowy mężczyzna,
Do snów świata wszedł ze śpiewem na swoich ustach,
Choć na pamięć nuty znał, co śpiewać, wiedział sam
Szaleństwo dopadło go, by uciec nie miał szans.

Pośród wrzawy tłumu i olbrzymich ludzkich braw
Ktoś śpiewaka zestrzelił, pozostał po nim róży kwiat
I choć zniknął - do tej pory wielki czuje ból,
A pozostał po nim tylko kwiat i karo król.

Trzecią z nich była panienka cała w zieleni
Jej marzeniem było, by móc krajem rządzić swym
Oszukując i uwodząc swój spełniła sen

W Krainie Czarów jej zamek stoi po dziś dzień.

Zieloną Alicje, co tym krajem władała
Opętały jej złe sny i po jej pięknie zniknął ślad.
W swym pałacyku zgniła leży całkiem sama,
A jedynym jej symbolem treflowa dama.

Ciemną dróżką w groźny las, gdzie kwiatów rosło w bród
Szło rodzeństwo identyczne, brodząc pośród róż
W swych małych dłoniach mieli zaproszenie do
Tej krainy koszmarów.

Czwartą Alicją było rodzeństwo zgrane tak
Nigdy nie kłóciło się, razem zwiedzało świat
Otwierali wiele wrót, sekretów znali sto.
Nic w tej krainie się przed nimi nie ukryło.

Śliczna, uparta siostra i

Jej mądry młodszy brat
Prawdziwą Alicją bez przeszkód mogliby się stać...

Lecz w Krainie Czarów zostaną już na zawsze

A na ziemi po nich zostanie tylko as kier.


 - NO LUDZIE! VERY GUD! Ostatni raz to się jąkaliście strasznie a teraz! - Krzyknęłam jak skończyliśmy.
Tutaj wkracza Gabi:
- A teraz może kalambury?
- Dobra. - Weszłam do chaty Hiro. - Hiro grasz z nami w kalambury?
- Nie.
- Dobra tam!
Wróciłam do garażu.
- Gramy sami. Ja, Zdzisiek i Karo vs Stefan i Gabi.
- Gut.
Rozłożyliśmy grę i się zaczęło...

---5 MINUT PÓŹNIEJ---

 Gabi robiła jakąś dziwną rzecz...i niby ja miałam zgadnąć co ona pokazuje?!
- Struś co nie? Struś tak? Jak nie struś to ja nie wiem co no! Choroba wściekłych krów?
- Czas minął! - Wrzasnął Stefan.
I teraz Gabi się tłumaczy czym była:
- Łososiem byłam no płynęłam pod prąd...
- Ty byłaś łososiem? Ty byłaś łososiem? No chyba martwym.

---NASTĘPNE 5 MINUT PÓŹNIEJ---

Niby był remis ALE! Zajrzałam do instrukcji...ale Stefan się cieszył jak głupi.
- Uno momento! Uno momento jeszcze się nie ciesz! Hm...mam! W razie remisu obie drużyny odpowiadają na pytanie pojedynek!
Wyciągnęłam kartę "pojedynek".
- Czy znasz sekret któregoś z graczy z drużyny przeciwnej, jeśli tak wymień go. No to już po was.

---30 SEKUND PÓŹNIEJ---

Wszyscy się kłóciliśmy kiedy Karo krzyknęła:
- ZDZISIEK, MÓJ KOCHANY BRACISZEK PŁACZE NA TITANICU OD PIERWSZEJ MINUTY!
Pękłam ze śmiechu:
- A to ja nie wiedziałam że ty taki wrażliwy jesteś! HAHAHAHA! - Zadzwonił mi dzwonek. - Dobra półtorej godziny minęło. Wypadziocha!

---5 MINUT PÓŹNIEJ---

Walnęłam się na pufę.
- Aaach...
- Jak tam wieczorek z kumplami?
- Uwielbiam tych wariatów ja ci powiem...i jednocześnie ich nienawidzę... mam nadzieje że się nie gniewasz...bo wiesz, chyba z dwa lata się nie widzieliśmy...
- No coś ty.
- To spoko...- Byłam tak cholernie zmęczona że zasnęłam.

<Hiro? Taaa jak to zwykle bywa - BRAK WENY .-.>

Od Hiro do Gogo

Zobaczyłem w domu rozróbę. SLEJS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wypadl z tamtąd na moich oczach.
H:  Gogo!
G: No nic mi nie jest... nie jest....
H: DOPIERO CO POSPRZĄTAŁEM CHATE!!!!!!!!!!!!!!
Ubrałem zbroję na Baya i mnie i wybiegłem na ulicę.
S: Prosz...Prosz... Hiro....
W tym momencie przyjechała Gogo i przyszły wilkołaki z Kiarą.
S: Niezly domek... hehe....
Coś we mnie pękło.
H: Dość tego! Wsadze tego pie*dolonego kundla za kraty własnymi rękami!!! Mam cie dość Srejs! Nie będę się więcej chować!
Zaatakowaliśmy. Po jakże dłuuuugiej walce leżał związany na ziemi. Odstawiliśmy go do najpilniej strzeżonego więzienia na świecie.
<Ktoś?>

Info

Tutaj Gogo która wróciła xD
Niestety Hiro terrorysta nie napisze opa póki będzie ten Challange, więc - rezygnuje z Challange'u .-.
Sorry kochani no ale ja chcę pisać no .-.

Bye Bye :3

wtorek, 3 lutego 2015

Next Day :3

I kolejne 5 dni tego:

10647120_609878022449350_279222165027811863_n.jpg 

 Niestety zostałam skarcona przez Hiro żebym nie pisała TĄ CZCIONKĄ więc pisze normalną xD

Na dzień 11 odpowiedziałam już wczoraj xD Ulubiony dizajn super-bohaterowski. Szczerze? Spodobała mi się straszliwie zbroja Hiro, ale jednak najbardziej mi się strój Gogo spodobał <3

12 - z tym tłumaczem co jest w necie dużo nie zdziałam .-.

13 - DA FUK?! Przetłumaczcie to sobie...nieważne .-.

14 olać bo to to samo mniej więcej .-.

15 - CO ONI Z TYM MAJĄ NO LUDZIE?! .-.

Anyway .-.
Dobra to słabo wyszło dzisiaj xD

Jutro wyjeżdżam i mnie nie będzie do piątku :(
 Pozdrowię od was Krakowskie gołębie xD

Bye Bye :3

poniedziałek, 2 lutego 2015

Od Gogo

Dzięki za informacje, zapamiętam -.-


.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Oj dobra no sorry no .-.
Nic nie poradzę że mnie to tak ekscytuje xD
Wybacz .-.
A tak btw to się zakuty łbie pisze CZCIONKA .-.

Od Hiro

Gogo wiem że ten challange jest dla ciebie istnie emocjonujący ale nie zawalaj całego bloga swoimi wrzaskami TĄ TRZCIONKĄ

 

GUUUD MORNING! :D

GUTEN MORGEN WSZYSTKIM! ^-^ (taaa piszę to o 10 rano xD)

Kolejne 5 dni BH6 Challange'u :3

10647120_609878022449350_279222165027811863_n.jpg 

Acha czyli jakiej postaci NIE LUBISZ i dlaczego...wole na to pytanie nie odpowiadać bo każdy kto film oglądał, chyba wie kogo nie lubię...

Dobra olać 6 xD Robim 7:

Dobra z tłumacza mi wychodzi "Najbardziej HARDCOROWA SCENA" xDDDD
Idealnie się złożyło:


Gogo za kółkiem <3

Most emotional scene...nie wiem jak na to odpowiedzieć...OLAĆ xD

9 dzień:

Śmieszna scena...

tumblr_ni0drxXSMD1u7pcczo1_r1_500.gif 
tumblr_ni0drxXSMD1u7pcczo2_r1_500.gif 

JEBŁAM xDDDD 

Dzień nr 10:

Ulubiony dizajn postaci. Nooo...Gogo? xDDD
Gogo w ubraniach swoich zwykłych już epicko wygląda, a w zbroi to - JUST SO EPIC <3

Jutro kolejne 5 dni ^-^

Bye bye :3

niedziela, 1 lutego 2015

Big Hero 6 - 30 Day Challange by Gogo xD

Witam wszystkich, tutaj Gogo :3
No więc znalazłam w necie takie cuś:

10647120_609878022449350_279222165027811863_n.jpg 
A ponieważ Hiro tego nie łapie (albo mu się nie chcę nie wiem xD) to ja postanowiłam to zrobić :3 Nie chcę mi się codziennie pisać postów o tym więc po prostu - codziennie będę robić po 5 dni xD
Dobra dzień 1:

Ulubiona piosenka

Hm...miałam mały problem czy wziąć MSKWYDINTD (ROZSZYFRUJ JESTEŚ MISZCZ xD) czy Immortals, ale jednak w końcu wybrałam Immortals :D (Top of the World jest epickie ale jednak wole piosenki FoB <3)


Dzień 2:
 

Najmniej ulubiona piosenka. No chyba Top of the World...dobra jest super mega ale jednak najmniej mi przypadła do gustu :/
Nie muszę jej wam dawać bo leci w tle x3

Dzień 3:

Ulubiona postać żeńska <3
Chyba nie muszę nic mówić bo jest to Gogo <3 <3 <3 Którą rozpuściłam...nieważne .-.

Dzień 4:

O ile się nie mylę (nie chcę mi się paczeć xD) to jest to Ulubiona postać męska. No i tu kolejny dylemat...Baymax'a nie liczę bo to robot xD I miałam mały dylamacik...ale w końcu wybrałam Hiro :3

Dzień 5:

Ulubiona postać POBOCZNA

A proszę bardzo:




10440904_548421245259023_4299908092337067746_n.png

Ta laska na początku filmu mnie rozwaliła xD
Gdybym tylko wiedziała jak ma na imię xD
Nieważne .-.
Kocham też TEGO PANA:

Big-Hero-6-49.png 
Włochata Dzidzia <3

No dobra to chyba na tyle xD Jutro wstawiam kolejne Pięć dni "BH6 - 30 Day Challange" by Gogo xD
 





                              Bye bye :3
 

Od Gogo do Hiro

- Dobra ale uważaj.
- Spoko.
Hiro poszedł z Bay'em do garażu a ja siedziałam na ławce przed chatą. Wtedy w ulicy przede mną zauważyłam Slejsa. Podeszłam do niego i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Slejs...Ty durny, wyliniały, zapchlony kundlu bez rodowodu!
- Co tak nerwowo?
- Bo tak. Spierdalaj.
Weszłam do garażu. Ten zaczął na nas biec.
- ZAMYKAĆ RAZ RAZ RAZ!
Udało nam się w ostatniej chwili zamknąć garaż a ten kundel jebnął głową w drzwi i zostawił odcisk.
- Surprise mother fucker.
- HA! GEIIIIIII!
- Nie nakręcaj go Hiro. Jak się wkurzy to jesteśmy martwi.
- Oj dobra dobra...
Coś tam majstrował przy kamerach Bay'a. Wtedy ja przez (nie wiem jakim cudem) drzwi garażu zobaczyłam blask tych jego ślepi. Poczułam ból w klacie jakby coś właziło do mojego ciała. Walczyłam z tym. Ale zapanował nade mną.
- HIRO WIEJ! - Wydusiłam z siebie i wtedy już byłam pod kontrolą Slejsa. Ale mimo to nadal próbowałam walczyć. Udało mi się na parę minut odzyskać kontrolę nad ciałem. Otworzyłam garaż i rzuciłam w Slejsa sztyletem ze srebra. (taaa trzymam sztylet xD) I na dowiedzenia krzyknęłam: - SPIERDALAJ Z NASZEJ ZIEMI!
Zwiał zwijając się z bólu.
- Dobra jesteś.
- Danke. :3 Jak tam się ma Baymax?
- Powinno być dobrze już...i jak widzisz Bay?
- Już jest dobrze.
- Super.
Bez słowa wróciłam na chatę. Ale coś dziwnego, ni wiem co się stało i zemdlałam.

<Hiroł? Wena mi wyleciała .-.>

Od Hiro do Gogo

H: Baymax możesz mi powiedzieć czemu mam bandaż poniżej rany?
B: Przepraszam Hiro, słabo widzę.
H: Pokaż no się tu.
Spojrzałem w kamery.
H: Stłuczone jak nic... Zaraz to zrobie...
G: Wo-wo-wo dopiero co cie pobił Slejs i już wyłazisz do garażu?!
H: Musze go naprawić... chyba że wolisz żeby rozwalił ci wrzystkie rzeczy szukając czegoś?
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

Torby z zakupami wypadły mi z łap jak zobaczyłam w jakim stanie są Hiro i Baymax.
- Szjet! Co tu się stało?!
Na podłodze zobaczyłam ślady łap...
- No oczywiście Slejs! - Ja nie lekarz więc Hiro nie pomogę ale Baymax tak. Więc najpierw się nim zajęłam. - Fuck szjet...trzeba cię zakleić.
Wzięłam taśmę i zakleiłam dziury Bay'a. Zatargałam go na ładoware. Ja zostałam przy Hiro.
- Nie jest źle, mogło być gorzej... - Gadałam do siebie obserwując jego rany. Wtedy zlazł Baymax. - No jesteś! Pomóż mu ja się nie znam.
Coś tam po lekarsku zrobił i 5 minut później Hiro wstał.
- Wszystko git?

<Hiroł? Wena - brak .-.>

sobota, 31 stycznia 2015

Od Hiro do Gogo

G: Ide do sklepu zaraz wrócę!
H: Spoko...
Po jakichś 15 minutach do chaty wpadł slejs.
H: CO TY TU?!
S: *rechot* witaj Hiro...
Biliśmy się ja i Baymax. Po chwili bijatyki uciekł. Ja leżałem w kuchni na ziemi poobijany a obok mnie Baymax potłuczony i bez powietrza. Usłyszałem drzwi i Gogo ale nie miałem siły się odezwać.
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

Nie mogłam zasnąć więc do północy a nawet później, siedziałam i czytałam Mangę. Jakoś o czwartej nad ranem przybył Hiro.
- Wreszcie przybył nasz bohater. I jak, powinno już działać?
- Powinno... - Walnął się na kanapę i zasnął a ja siedziałam na pufie nieco niżej i nadal czytałam Bleach'a. O godzinie wpół do piątej (rano xD) wyszłam na dwór żeby się przewietrzyć. To zimne, poranne powietrze...niezastąpione.
- Ach...zima, zima, zima, zima....kocham zimę... i jednocześnie nie cierpię... (nie ma to jak te nasze ukochane dylematy xD)
Wtedy usłyszałam trzask. No i w tym momencie z kosza na śmieci wyskakuje...BRUNO!?
- B...Bruno?! Co ty tu..?!
I wtedy przybiegła Gabi.
- Dobra, co ty tu robisz tak wcześnie? Zawsze przecież śpisz do 12...i co tu do diaska robi Bruno?
- Nooo wyszłam z nim na spacer, he he...
- Co to jest pies?
- No nie ale kupiłam szelki dla kotów...konkretniej dla Munchkinów...
- Oooah... *facepalm* zabiorę już Bruna...
- A co? Len wrócił?
- Nie...
- A kiedy wróci? Za rok ta?
- Ach...on nie żyje Gabi...
- ŻE CO!?
- Długa historia...ale nieważne...zabieram Bruna ty możesz przestać mieszkać w tej norze...przeprowadź się do naszego domu...do zoba.
Wróciłam na chatę o godzinie za pięć szósta. Hiro już się obudził.
- Heja...Co tu robi Bruno?
- Spotkałam Gabi. Była z nim na spacerze bo kupiła kocie szelki dla Munchkinów.
- Ona jest taka głupia?
- Głupia? To nie jest właściwe słowo - tępa jak but. Ale to moja BF. - Walnęłam się pufę i wypuściłam Bruna. - Brunisław nie powinien rozrabiać więc chyba nie będzie ci przeszkadzał nie?
- Jak mi nie zdemoluje chaty jak reszta pchlarzy to nie...
- I dobrze.

<Hiro? No brak weny again nic nie poradzę .-.>

piątek, 30 stycznia 2015

Od Hiro do Gogo

Pobiegliśmy na miejsce.
H: Cholerne żelastwo!
Kopnąłem w nadajnik i nasze przestały pikać.
G: Pfff...
Gdy Gogo odeszła zacząłem prace naprawcze.
H: Dobra skończyłem... jest tu?
B: Chyba nie
H: To come on!
Poleciałem na dach z Baye'm. Zacząłem montować kolejny nadajnik. Wróciłem na chate grubo po północy.
<Gogo?>

czwartek, 29 stycznia 2015

Od Gogo do Kiary

Poszłam się przejść. Wtedy usłyszałam Kiarę. Złapała się gałęzi nad urwiskiem. Już miała spaść, kiedy złapałam ją za łapę.
- SHIT! CZY WILKI SERIO TYLE WAŻĄ?! - Ciągnęłam najmocniej jak mogłam. - SORKI JEŚLI URWĘ CI ŁAPĘ!
Udało się.
- Uffff....
Nic nie mówiąc odeszłam.

<Ktosieły? Brakus wenisławós .-.>

Od Kiary

To było straszne, to co zrobił Slejs. Chodź z drugiej strony to w jego stylu. Nie miałam co robić, Woody i Nat znów zostali wezwani do NocnejZmiany. Postanowiłam przejść się do lasu.
--Po paru godzinach wędrówki spacerkiem do lasu.--
Chodziłam po lesie obserwując przyrodę. Usłyszałam szelest w krzakach. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam jak wychodzi z nich Slejs, zaśmiał się jak to miła w zwyczaju.
-Jak widać za łagodne są moje sposoby pozbycia się ciebie.
-Jak widać.- mruknełam. Slejs żucił się na mnie. Odskoczyłam i zadałem mu ranę moim sztyletem. Zawał z bólu.
-Sztylet z czystego srebra który dostałam od Nata na coś się przydał.- zaśmiałam się.
-Ty małą wredna istoty.- krzyknął. Zaczęłam uciekać. Ścigał mnie bardzo długo. Po bardzo długim biegu, wbiegliśmy na polane. Na moje nie szczęście owa polna była zakończona wysokim klifem. Slejs zaśmiał się
-I co teraz.
-Będę walczyć do końca.
-I dobrze. - powiedziała. Rzucił się na mnie, wyjęła sztylet i zaczęłam odbierać jego ataki. Po chwili byłam już na krawędzi.
-Rzegnaj.- uśmiechnął się
-Nie sądzę.- Warknęłam i chwyciła go za łapy. Trochę się zdziwił, ale po chwili opanował się i zrzucił mnie z klifu. Zaczęłam krzyczeć. W pewnym momęcie złapałam się jakiejś gałęzi. Spojrzałam w dół, wisiał parę metrów od ostrych skał, spojrzałam w górę,.od szczytu dzieliło mnie bardzo wile metrów. Nie wiedziałam co zrobić, gałąź nie wygląda na solidną, a mi po mało brakowało sił.
-HALO JEST TAM KTO!!- krzyknęłam. Nie usłyszałam odpowiedzi, za to usłyszałam trzask łamanej gałęzi.

<ktoś?.brak weny>

Od Gogo do Kiary

Usiadłam sobie na balkonie kawiarni i obserwowałam miasto pokryte śniegiem.
- Nareszcie spadł ten śnieg...już myślałam że nigdy go nie będzie. - Szepnęłam do siebie. Wtedy zobaczyłam wracających Hiro, Bay'a, Kiarę, Nat'a i Woody'ego. Krzyknęłam do nich: - Siema ludziska! Wchodźcie!
Zeszłam na dół do nich.
- Co tam u was?
- Nic tam...a u ciebie?
- Spoko. Nasze koty śpią.
- Gogo, jak ty to robisz?! .-. Ja nad tymi potworami nie potrafię zapanować a ty?! Naucz mnie .-. - Powiedział z nutką "rozpaczy" w głosie Hiro.
- T.a.l.e.n.t  ziomuś. Talent. A konkretniej ponad 11 lat z hodowcom kotów. xD
- Suuper...
- Tjaaa... *nadajniki pikajo* już myślałam że sobie odpuścili! Idziemy!

---NA MIEJSCU---

- Sjejs, usterka czy jeszcze coś innego? - Spytałam z sarkazmem.
- CO TO JEST?! - Wrzasnął Hiro pokazując na TO COŚ:

Demon - Wariant 4 - Stadium 5.png 

- DA FUK!? Czekajta...no dobra to na bank jakiś eksperyment...bo to nie jest normalne...
- No raczej! Gogo przestań już gadać tylko zróbmy z TYM CZYMŚ coś!
To cuś jednak się wzbiło w powietrze. Pojechałam po ścianie i na niego skoczyłam, ale odepchnął mnie ogonem. Wylądowałam jakieś 20 metrów dalej. Oberwałam mocno.
- Szjet...
- GOGO NIC CI NIE JEST?! (krzyczo bo jeste daleko bardzo xD)
- SPOKO! TYLKO SIĘ ZADRAPAŁAM!
Wstałam i podjechałam do nich.
- Zajmijmy się tym gónwem.

---PO ODSTAWIENIU CUSIA DO LABA---

Udało się. Ale ja byłam cholernie poobijana, bo to ja najmocniej oberwałam. Na chacie opatrzyłam se rany.
- Gogo, na pewno wszystko ok?
- Ba. Nie martw się. Ze mną będzie dobrze. - Wtedy za oknem zauważyłam siedzącego na ławce, smutnego Kamiego i jego siostrę. - Ech...
- Co jest?
- Noo...Dobra powiem...szczerze nigdy nie lubiłam siostry Kamiego, ale on był kiedyś moim kumplem. Ogólnie to znaliśmy się od przedszkola. Zawsze miał uśmiechniętą gębę ZAWSZE. Był słabeuszem i mazgajem ale...strasznie kleił się do matki. Gdy tylko ją widział, uśmiechał się jak nie wiem...do dnia w którym odeszła. Nie poszedł wtedy do przedszkola...szukałam go. Znalazłam nad rzeką, tam gdzie zginęła jego matka. Obok leżał jego plecak. Kręcił się w okół jakby szukał mamy...gdy się zmęczył, siadał na brzegu, a po chwili znowu wstawał i kręcił się w kółko...myślałam że tego nie wytrzymam...serce mi się krajało jak na niego patrzyłam...potem moi rodzice umarli, poznałam Lena a dalej to sam wiesz...a dzisiaj jest rocznica śmierci jego mamy...jak miał dziewięć lat to jeszcze w dodatku umarł jego ojciec...dobra, nienawidzę go za to co mi zrobił (nadal nie zapomniała o pocałunku w policzek by Kami xD) ale w sumie trochę mu współczuje...
- No ja też...
- To zwykła szmata ale też jest człowiekiem... *telefon dzwoni* Uno momento *odbiera* Halo?
- Cześć skarbie!
- No nareszcie dzwonisz Len! Ile można czekać?
- Sorry...ale informuje ci że wracam już.
- WHAT?! Miałeś tam być rok!
- No tak ale koty z hodowli nikomu się nie spodobały, wręcz podpalili wystawę, więc właściciel się wycofał no i wracam.
- SUUUPER! A hajs?
- Nic.
- OOOOOO! *facepalm* -.- Ważne że wracasz. Papatki! *rozłącza się* Ty Lenisław wraca.
- Em...WTF?
- Nooo ja też jestem zdziwiona.

---NEXT DAY, W DRODZE NA PERON---

Szłam po Lenisława. Gdy doszłam na peron...nie było go tam. Widocznie już szedł do domu więc się wróciłam. Ale wtedy, zobaczyłam...leżał w uliczce...zakrwawiony...to Slejs to zrobił...ale...zorientowałam się że umarł...
- Nieee...
Podeszłam do niego. Starałam się powstrzymać łzy. Cichuteńko zaśpiewałam refren jego ukochanej piosenki...

[KLIK]

'Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
If we meet forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals, immortals, immortals, immortals
Immortals...

- Kocham cię...
Nic nie mówiłam więcej...pocałowałam go i odeszłam... 

---W KAWIARNI---

- Hej Gogo! Co to za smutna mina? I gdzie Len?
- On...on nie żyje... - Odwróciłam głowę. Po policzku spłynęła łza.
- Aaaa...Aaa...Ale jak to...?
- Slejs...
- Tak mi przykro...
- Nie użalaj się nade mną...poradzę sobie...

---DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ---

Nadal ubolewałam po śmierci Lena...ale humor mi się poprawił...depresja też mi trochę przeszła. Wyszłam na miasto. Wtedy spotkałam Kiarę.
- Hej Gogo...
- Cześć...
- Ja...słyszałam o Lenie...przykro mi...
- Nie przejmuj się mną. Dam sobie rade. 
Wróciłam do kawiarni.
- Hejka Hiro.
- Hej Gogo. Co tam?
- Nic...a jak tam koty?
- Spoko. Śpią na szczęście...
- Heh... *nadajniki* Co tym razem?

<Hiroł? Taaaaaa jestem zła .-. nienormalna, zła, chora xD Zabiłam go .-.>

Od Kiary (NARESZCIE! xD)

Szłam uliczkami w parku.Myślałam o tym że przestępcy i Slejs się ostatnio nie pojawiali. Gdy przechodziłam koło gęstych krzaków usłyszałam warkot i coś wielkiego na mnie skoczyło. Upadła na ziemię, na piersi poczułam ogromny ciężar i zobaczyłam parę złotych ślepi. Leżałam tak przygnieciona wielkim stworzeniem, gdy nagle zwierzę zaczęło mnie lizać.
-Woody!!!- krzyknęłam,wiedziałam że to on bo tylko on tak się wita.
-Przestań, zostaw mnie, zejdź ze mnie.- krzyknęłam i próbowałam go z siebie zepchnąć.
-Kiara już idę.- usłyszałam czyjś głos. Obruciłam głowę w tam tą stronę, Woody również tam spojrzał. Zobaczyłam Baymax'a i Hiro biegnącego w naszą stronę. Hiro wystrzelił w stronę Woode'go sieć. Nie zdążyłam nic powiedzieć gdy Woody leżał splątany na ziemi.
-Co ty zrobiłeś?!- krzyknęłam
-Przecież ten wilkołak cię atakował.- zaprotestował
-Po pierwsze to nie wilkołak tylko Wilken, a po drugie on mnie nie atakował.- Hiro spojrzał zdziwiony na Woode'go, ja podeszłam do niego i zaczęłam przecinać sznury. Po chwili Wilken staną na ziemi.
-Przepraszam.- mrukną Hiro. Woody zmienił się w człowieka, spojrzał na nie go z po de łba.
-Co tu się dzieje.- znów usłyszałam czyjś głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Nata.
-Eeeeem Hiro złapał Woode'go w sieć bo myślał że to wilkołak.- nie zbyt dobrze to zabrzmiało, ale miałam nadzieję że jednak nic złego się nie wydarzy.
-Jak można nie odróżnić Wilkena od wilkołaka.- mrukną Nat.
-Gogo już was poznała ale Hiro jeszcze nie.- uśmiechnęłam się.
-Więc Baymax, Hiro to Woody i Nat, Woody, Nat to Baymax i Hiro.- chłopcy nic nie powiedzieli tylko patrzyli na siebie. Staliśmy tak chwilę gdy ten moment milczenia przerwał Baymax
-Wyczuwam narastające napięcie.- przestraszył się że jeżeli będziemy taj dalej stać to dojdzie do bójki.
-Może pójdziemy do kawiarni, a na mieście spotkamy Gogo albo po nią zajdziemy?

<Ktosieł?>

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Od Gogo do Hiro

- Nie przesadzasz troszkę?
- NIE! TE POTWORY MI DOM ROZWALAJĄ!
- To zrobimy masową adopcje i będzie po kłopocie. Spadam do sklepu, za jakieś 15 minut wrócę.

---15 MINUT PÓŹNIEJ---

Wbiłam do chaty.
- Stary, nie uwierzysz co udało mi się dostać!
- Dajesz.
- Bean Boozled!
Pokazałam mu pudełko:

- Czyli?
- Fasolki we wszystkich smakach. Na przykład: masz pomarańczową fasolkę i to jest albo brzoskwinia albo rzygi. Najlepsze jest to że wyglądają tak samo a zapachu w ogóle nie mają, więc będą niezłe jaja. To jak, robimy Bean Boozled Challange?
- Dobra, raz się żyje. Dawaj te fasole.
Wyciągnęłam fasolki z torby i nasypałam do miski.
- Dobra, to kto zaczyna?
- Mogę ja. - Mówiąc to wyciągnęłam z miski pomarańczowo-czerwoną fasolkę. - To albo brzoskwinia albo...rzygi. Bleee...ale co tam. - Rozgryzłam fasolkę. - Nie wierzę...
- Rzygi?
- Ahaa...o fuuuj...jestem hardcorem i to zjadam. - Jakimś cudem przełknęłam fasolkę. -Bleeeee....
- Hahaaha!
- Baaardzo śmieszne...dobra bierzesz teraz ty.
Wyciągnął czarną fasolkę i rozgryzł.
- To jest albo lukrecja albo...smród skunksa.
- Nie no nie wierzę...
- Hahahahahaha! xD
- Bardzo śmieszne...oooochyyydaaa...fuuuu...
- Dawaj, żryj to.
- Nie nie dam rady...
- Ziom, ja zeżarłam rzygi.
- Bleee... - Przełknął to.
- AHAHAHAHAH! ZJADŁ TO! SERIO TO ZJADŁ! xD
- Ha, ha, ha...twoja kolej.
Wzięłam do ust zieloną fasolkę.
- Limonka albo...skoszona trawa. - Pożułam troszkę tą fasolkę. Na szczęście to nie była trawa (warto wspomnieć że gumy już dawno nie miałam xD) - Limonka. Teraz ty.

---20 MINUT PÓŹNIEJ xD---

- Co twoim zdaniem było najgorsze Hiro?
- Rzygi...bleee...
- Rzygi były po prostu złeeee...
I wtedy na głowę wskoczył mi rudy kocur.
- Mmmmmm.... 
- HAHAHAHHAHA!
- DZIÓB PACANIE! BAYMAX!!!! ZABIERAJ TE KOCURY ODE MNIE!!!
Przybiegł i ściągnął mi kota z głowy.
- JESZCZE RAZ COŚ TAKIEGO TEN KOCUR ZROBI TO RĘKA, NOGA, MÓZG NA ŚCIANIE! -.-
Hiro miał chyba z tego niezły ubaw bo wyglądał jakby miał pęknąć że śmiechu.
- Czego rżysz popaprańcu?!
Olałam go i walnęłam się na pufę. Wzięłam zdjęcie Lena.
- Ech...do dziś pamiętam co grało w radiu zepsutego auta kiedy pierwszy raz zobaczyłam Lena...
Zaczęłam cicho nucić piosenke.


Through the night, to the day
When everything is gone
Carry this soul away from the dry land
In the sun we see, fighting over lives
All our dreams and wishes
We send home for safe keeping
Fighting for what' s right

Calling to the night, to dream
Forgain in the light
Waiting for a storm to rise and
Fell the isolation fleeting
Calling to the night, to be, or not to be fighting here
Leaving without you, leaving my soul behing
Calling to the night, colors of golden crawn fade within time
Calling to the night, for us, for every single life
All the ashes of men remain as a perfect memory
Calling to the night...

But the heart will remain, as a silhouette of time
Here the ringing echos in the spiltting horizon
Calling to the night...

- No ale za rok wróci i będzie spoko. A tak z innej beczki to co Tadashi na ten szpital dla kotów hm?
- Emmm... .-.

<Hiro? POCISK xD>

Od Hiro do Gogo

H: A mamy jakieś wyjście?
------W CHACIE-------
H: AAAAAAAAAAAAAA!!! NIE MOJA SZAFKA PCHLARZE!!!!!!!!!
G: Hahahaha!
B: Sorki Hiro...
H: SORKI?! ONE MI MASAKRUJĄ DOM!!!
B: Uciekły mi...
H: Dość tego!
Złapałem 3 kocury i wsadziłem w łapy Bay'a
H: Albo znajdziesz im dom, albo sie wyprowadzasz!
B: Tak Hiro...
W tedy wyszedł. Gogo popatrzała się na mnie dziwnie po czym powiedziała:
<Gogo? U mnie tez brak weny>

niedziela, 25 stycznia 2015

Od Gogo do Hiro (zapamiętam .-.)

- Wy macie coś nie ten teges z mózgiem...wystarczy im dać jeść, dać jakąś zabawkę i będzie spokój.
Wzięłam kilka miseczek, napełniłam suchą karmą, porozrzucałam po pokoju papierowe i grzechoczące kulki a kociaki przybiegły. Zaczęły zajadać karmę a inne się bawić.
- Niezła agentka jesteś .-.
- Jasne jasne...wystarczyło im dać zabawki i żarcie. Dobra muszę coś...*piszczy jej alarm w telefonie* hm? *pacza na godzinę* Czy mnie coś w mózgu miga czy jest po pietnastej?
- No, a co?
- NO TO CZEGO NIE MÓWICIE BARANY JEDNE! GAZ GAZ GAZ GAZ GAZ!
- GDZIE CI SIĘ TAK ŚPIESZY?!
- Dzisiaj mam wyścig!
- Że what?!
- Dobra...na polibudzie jak budowałam ten "super-szybki rower" to kilku dziewczynom się ten pomysł spodobał. No i dziś o szesnastej się umówiłyśmy na wyścig.
- One też mają te rowery twoje?
- Nom. Założyłyśmy się o kasę i to całkiem sporo. Dobra anyway GO GO GO!

-----W DRODZE W UMÓWIONE MIEJSCE-----

- Oślepłam czy to nie jest KAMI?
Ten cholernik niebieski na mnie spojrzał:
- Kogo widzę! Gogo!
- Ta ta ta WON!
- Wiesz co...nie rozumiem cię - JA jestem szalejącą epidemią romantyczności a ty chcesz wyjść za tego blondasa?!
- Zgodzę się, jesteś szalejącą epidemią, ale idiotyzmu. No spadaj, spadaj.
Olaliśmy go i szliśmy dalej.

----W UMÓWIONYM MIEJSCU----

- Życzcie mi szczęścia. Zresztą i tak wygram i tak.
Za chwilę miał się zacząć wyścig. Zrobiłam ostatnie poprawki w moim rowerze i się ustawiłam. W wyścigu brała udział siostra tego niebieskiego zasrańca - Shain.
- No proszę proszę...Shain Kami.
- No witam Gogo...ile to lat już się nie widziałyśmy! Wiesz że nie masz szans? Wygram to!
- *z kpiną* no chyba nie.
Za 3 sekundy miał się wyścig zacząć. Wtedy wystartowałyśmy. Oczywista oczywistość że to wygrałam. Z uśmiechem na twarzy podeszłam do Shain.
- "Wygram to!" Zapamiętam sobie HAHAHA!
Podeszłam do chłopaków i przybiłam z Hiro piątkę.
- Dobra Kami, dawaj hajs! 
- ŻE CO!?
- W końcu to ty się założyłaś o kasę nie? No czekam.
Coś tam mruknęła pod nosem i dała mi stówkę.
- Spadamy na chatę Hiro?

<Hiro? Sorki ale brakus wenisławós...znowu .-.>

Od Hiro do Gogo

H: ŻE CO?!
B: Znalazłem je w pudle na lodzie (taa jest u nas śnieg)
H: Dobra! Z racji tego że lubie koty te zostaw! Ale następne lądują w schronisku!!!
G: Ja ide do sklepu zaraz wrócę...
------------15 minut później--------------
Gogo weszła do domu a ja leżałem na ziemi cały podrapany i w kocich kłakach.
H: HELP!
W tedy przebiegła po mnie jeszcze ta nowa biała kotka.
B: Wracaj tu Nelly!
G: A to nie jest Luna?
B: Wcale jej tak nie nazwałem a co?
Baymax polazł na górę.
H: Ratuj od tych potworów!!!!
<Gogo? help i nie nazywaj mi więcej kotów!>

sobota, 24 stycznia 2015

Od Gogo do Hiro

Kocica popatrzyła na mnie tymi szafirowymi gałami.
- No piękna jest...jak coś to te małe gluty co się urodzą mogę do domu zabrać, Bruno będzie się miał z kim bawić.
- Spoko...
- W schronisko się Baymax'owi zachciało bawić, heh...
- Ponad 3 koty to już przesada...
- Moja kumpela ma 10 kotów z czego dwa od Lena. Łącznie z Brunem to ma już 11 tych kotełów.
- Czyli Bruno u koleżanki ta?
- Tiaak.
- Jak ona sobie daje rade z 10 kotami?
- Nie pytaj...w sumie sama nie wiem. Dobra to się rozpakuje.

---PO ROZPAKOWANIU SIĘ---

- Powiedz że Bay dał tej piękności jakieś sensowne imię. - Gadałam do Hiro głaszcząc kotkę za uchem.
- Szczerze?
- Ta.
- Jeszcze nie ma imienia.
- To ja proponuje Lune.
- No pasuje do niej Luna.
- To macie Mohera, Genowefe - kocham to imię xD - i Lune. Plus z jakieś 4 kociaki co się niedługo urodzą.
- Tiaaa...masakra kurde jakiś szpital dla kotów...
- Hueh...zauważyłeś że ostatnio tak...cicho?
- Masz na myśli?
- Żadnych bandytów, żadnych klęsk żywiołowych, Slejs też cicho...
- Faktycznie...
Wtedy w drzwiach stanął Bay z 10 kotami w łapach. Spojrzał na nas i powiedział:
- Emm...Hiro pomożesz?

<Hiro? xDDDDD Urządzamy masową sprzedaż kotów chyba xD>

Od Hiro do Gogo

H: I z tego powodu postanowiłaś wpakować mi się na chate?
G: No?
H: Dla mnie spoko.
Nagle usłyszeliśmy na górze trzask.
G: A to co?
H: A mamy ostatnio w domu szpital...
G: A co się stało?
H: Baymax znalazł ciężarną kotkę przy drodze!
G: O... *facepalm*
H: Ta... Kolejne koty...
W tedy zeszła z góry kotka o której mowa.



<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

Wróciłam do domu to Len OD RAZU mi się na szyi zawiesił.
- Ok, co się stało jak mnie tu nie było?
- DOSTAŁEM PRACĘ!!!
- Wow...no ładne tempo stary. Gdzie?
- W hodowli.
- No to to wiem ale w jakiej i gdzie?
- Hodowla Gatos Luna.
- Ciekawe...a gdzie?
- I to jest problem...w Hiszpanii.
- Słucham? *pokerface* Na ile tam wyjeżdżasz?
- Wyjeżdżam na rok ale jak wrócę to wiesz ile będziemy mieć hajsu?
- Dawaj.
- DWA MILIONY DOLCÓW!
- Coooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo?
- NO WŁAŚNIE!
- No ale...rok cię nie będzie...będę tęsknić...


---NEXT DAY NA PERONIE---


Przywiozłam walizę pełną różnych gratów.
- Masz tu wszystko co potrzebne. Ach...będę za tobą straszliwie tęsknić...
- Ja też...ale wrócę za rok, obiecuje...
Pocałowaliśmy się po raz ostatni i wsiadł to pociągu.
- Ech...znowu będę sama...
Wróciłam na chatę i się spakowałam, a Bruna oddałam Gabi. Przylazłam do domu Hiro.
- Siema Gogo...po co ci walicha?
- Lenisław wyjechał a w domu sama rok siedzieć nie będę.

<Hiro? Jak za starych dobrych czasów xDDDDD>

piątek, 23 stycznia 2015

Od Hiro do Gogo

B: Mam *podaje listek*
G: Dzięki.
H: A on to wogóle ma inny świat poza Brunem i tobą?
G: A bo ja wiem? *wychodzi*
H: No chińczycy tak chyba mają?
B: Nie wiem.
Usłyszałem pukanie do drzwi.
<Ktoś?>

czwartek, 22 stycznia 2015

Od Gogo

Wlazłam do domu Hiro.
- Masz leki na depresje?
- A co?
- Pomyśl. Lenisław ma załamanie nerwowe do końca życia. Zamknął się w pokoju i nic tylko siedzi pod kołdrą. Daj mi jakieś tapsy na deprechę i spadam.
- Klucha!
- Biegnę! - Bay wywalił się na schodach.
- Brawo...masz jakieś leki na deprechę?

<Hiroł? BRAKUS WENISŁAWÓS .-.>

Od Hiro do Gogo

Len zaczął oddychać i nawet wstał.
H: A teraz jazda do swojego domu...
------------5 DAYS LATER----------
Włączyłem TV.
H: Nuda *przełącza* Nuda *przełącza* reklamy...
----------REKLAMA-------------
Chcesz aby twój kot był zdrowy i wesoły??? Kup mu nową karmę Fancy Feast!


Karma pomaga w regeneracji i dobrze odżywia pupila!
Dostępne w supermarketach i sklepach zoologicznych.
--------------------END--------------------

H: Nuda... ale ta naiwność Lena...
Włączyłem Furry News może będzie coś o hodowli Lena?

-----------TV---------
D (dziennikarz): Zmarł właściciel hodowli Four Paws, pałeczkę przejmuje syn Jack Starfish. Co pan ma w planach?
JS: No cóż najważniejsze są koty!
--------------------------

Wpadł Len.
L: Słyszałeś o zmianie właściciela?!
H: Raczej?
L: Ten typ jest podejżany...
H: Nwm.
Nagle zadzwonił telefon Lena.
L: Halo?
T: Mój kot jest z waszej hodowli i cały czas wypada mu sierść! Nie ma leków  na które by odpuściło!!!
L: Nie wiem *rozłącza sie* spadam na chate!
-------------------Next Day--------------------
Poszedłem do TV
-----------Furry News--------------
D: Koty z hodowli Four Paws zaczynają linieć i nie ma dowodów na nikogo.
---------------------------------------

H: Karma!!!
Pobiegłem do lena.
H: Chyba wiem czemu koty linieją... a raczej łysieją.... kupiłeś nową karmę!
-----------Po 3 dniach nie podawania karmy FF----------
L: Dalej dzwonią... A kociaki dalej....
Wziąłem 1 chrupka i zobaczyłe pod mikroskopem.
G: I?
L: W karmie jest Mikrofiryna od której koty linieją!
Pobiegliśmy do centrum produkcji. Zbadałem to.
G: I co?
H: Nic... TO nie oni....
Badaliśmy tą sprawę.
H: Gogo... ostatnim podejżanym jest właściciel...
L: Że co?!
G: Właściciel?!
H: No nikt inny...
G: Fakt...
Poszliśmy a raczej zakradliśmy się do magazynu. Zobaczyliśmy jak Jack Starfish infekuje karmę.
H: *szept* Ale po co on to robi?
G: Abjwm.. złapmy go!
-------Next day (złapany)------------
Włączyłem TV
------FN---------
D: Koty truł nie kto inny jak Jack Starfish właściciel hodowli. *ppodchodzi do Jacka* Czemu to robiłeś?!
JS: Od dawna nie cierpiłem kocurów a tym bardziej biznesu ojca!
D: Sąd zadecydował o zamknięciu hodowli z niemożliwością odbudowy firmy.
---------------------------------------
W tedy weszła Gogo.
<Gogo?>

środa, 21 stycznia 2015

Od Gogo

Len się ocknął ale ledwo oddychał.
- Boże święty, Lenuś! Nie zamykaj mi tu oczu tylko! Baymax on będzie żył co nie?
- Jest bardzo osłabiony i tyle.
- Bogu dzięki...*nadajniki pikajo* NIE TERAZ NO!

Hiro? Na fonie jezdem i to w szkole .-.

wtorek, 20 stycznia 2015

Od Hiro

H: Baymax!!!!!! CHO NO TY!
B: Biegnę... ooo.... *skan* chyba coś go zaatakowało.
H&G: No co ty nie powiesz?!
H: Pomóż mu!
Baymax cośtam zrobił po lekarsku. Len sie ocknął, ledwie oddychał.
G: Len!
<Gogo?>

Od Gogo

Przylazł Hiro
- To się stało że patałachy ze schroniska kurrna blada pomylili Kiare z psem i zaciągnęli tu.
- Reaalllyy?
- Num. Lenuś spadówa na kwadrat.

--------W DRODZE DO DOMU--------
(informuje że zabije Lena JESTEM ZŁA xD)

Coś usłyszałam w uliczce jakiejś...
- Nie no zabije się suchą bułką...to znowu Slejs...
- No tak...to ja...haahhaha...
Skoczył Lenowi na szyje i się wgryzł.
- NIEEEEEE!!!
Kopnęłam go jak najdalej mogłam.
- Len...Len nie rób mi tego! Nie zostawiaj mnie!
Nie ruszał się, nie oddychał...zaczęłam go ciągnąć do chaty Hiro.

-----PRZED CHATĄ HIRO------

Wlazłam do środka.
- Hiro...p...pomóż...ra...ratuj...Lena... - Byłam cholernie zmęczona i straciłam przytomność. Nie wiedziałam co się dalej działo...

<Hiro?>








KTO JEST MĄDRY TEN WIE ŻE LEN UMARŁ .-.
Jestem zła i perfidna .-.

Od Hiro do Gogo

Lazłem ulicą sobie.
H: Miłość cie w końcu dopadnie... Chyba ją posrało!
w tedy zobaczyłem ich przed schroniskiem.
H: No co tu sie wogóle stało?
<Ktosieł?>

sobota, 17 stycznia 2015

Od Gogo do Kiary

- No to co znowu?
- Dostaliśmy info że Kiara zniknęła.
- Acha czyli to żadna usterka, żaden złoczyńca tylko Kiara zniknęła...no problem...

-------W SCHRONISKU------

Od razu rozpoznałam Kiarę.
- Dobra chłopaki jest tutaj. Te patałachy ze schroniska ją pomylili z psem. Chyba w swoim życiu wilka nie widzieli...
Kiara była wilkiem więc jej nie rozumiałam, ale to szczekanie chyba znaczyło że się cieszy na nasz widok.
- Dobra już zaraz cię wyciągnę.

-------PO "ADOPCJI" KIARY xD----

- Dobra to co się stało że trafiłaś do schroniska?

<Kiara? Brak pomysłów .-.>

Od Kiary

Obudziłam się dość późno. Z pokoju słyszałam jak pani Smit przygotowywała śniadanie w kuchni. Szybko się przebrałam w spodnie i buske. Weszłam do salonu, telewizor był już włączony, oczywiście szły lokalne wiadomości. Usiadłam na kanapie. Prezenter mówił coś o spadku na giełdzie jakiś akcji, nic ciekawego. Sprawdziłam program telewizyjny, leciały same nudne rzeczy, postanowiłam nie przełączać. Po chwili w drzwiach salonu stanęła pani Smit z tacą na której była cherbata i talerz z jajecznicą i parę kromek chleba z masłem.
-Proszę oto śniadanie.- uśmiechnęła się.
-Dziękuję.- powiedziałam i zabrałam się do jedzenia. W wiadomościach ciągle nie pokazywano nic ciekawego. W pewnym momęcie słowa prezentera przykuły moją uwagę.
-W pobliskim lesie leśnicy znajdują coraz więcej rozszarpanyh zwierząt. Są to króliki, sarny, lisy, łosie i niedźwiedzie. Często zwierzęta są tak zmasakrowane że trudno jest odróżnić co to za zwierzę. Leśnicy ciągle nie wiedzą jakie zwierzę może to robić.- Chwile myślałam. Mógł by być to Slejs ale jaki miła by u Boga w tym cel. Szybko dokonaczylam śniadanie. Zaniosłam tace do kuchni i wyszłam z domu.

---- W lesie.-----

Chciałam znaleźć jedno z tych zwierząt by sprawdzić czy moje podejrzenia są słuszne. Zmieniłam się w wilka i ruszyłam.truchtem przed siebię. Po paru minutach usłyszałam straszliwy śmiech.
-Witaj.- wtedy zobaczyłam Slejsa.
-A ja żegnam.- zaśmiałam się.
-Masz szczęście że jestem wilkołakiem i cie rozumiem.
-A ja myślę na odwrót.- zmienił się w wilka. Zaatakowałem go. Zaczęliśmy się bić. Pod dość długiej walce, Slejs zmienił się znów w ,,człowieka". Zaczął biec w.ostatnim momęcie wyskoczył w górę. Poczułam lekkie ukłucie w okolicach karku i dłoń Slejsa. Obruciłam się. Slejs znów się zaśmiał i zaczął uciekać. Żuciłam się w pogoń za nim. Po chwili wbiegliśmy na polane. Po środku leżał rozszarpany niedźwiedź. Slejs zniknął w krzakach. Podeszłam bliżej zwierzęcia. To mógł zrobić tylko pies, wilk albo Slejs. Gdy tak z bliska przeglądałam się niedziwedziowi, usłyszałam kroki i głosy trzech ludzi. Z krzaków wyszedł leśniczy z dwoma chyclami.
-To sprawca.- krzyknął leśniczy wskazując na mnie ręką. Nie czekałam ani chwili dłużej i zaczęłam uciekać. Robiłam gwałtowne skręty, nagłe zwroty. Lecz ciągle słyszałam ich za plecami. Mocno przyspieszyłam i zrobiłam gwałtowny skręt w gęste krzaki. Chwilę odpoczełam i postanowiłam się zmienić w człowieka. Spróbowałam... I nic. Spróbowałam znów,.i znów nic. Spróbowałam jeszcze parę razy ale nic z tego nie było. Usłyszałam kroki hycla. Szybko pobiegłam w drugą stronę, ale po paru krokach usłyszałam metaliczny trzask. Zatrzymałam się, byłam w klatce. Hycla przybili piątkę.
-Nie wygląda żeby miał wściekliźnie, ten pies wyglądacałkiem zdrowo.- zamurowało mnie. Ten hycel nazwał mnie psem? Oni chyba na oczy nie wiedzieli wilka. Byłam.tak zdziwiona że nawet nie zuqarzylam gdy zabrali mnie do swojej samochodu i kiedy wyruszyliśmy do schroniska.

---W schronisku----

Wyprowadzili mnie na smyczy do gabinetu weteraryinego. Jakaś pani obejrzała mnie i zbadała.
-Ta suczka jest całkiem zdrowa. Nie trzeba robić badabń krwi.- ostatnie zdanie bardzo mnie ucieszyło. Zabrali mnie do kojca na podwórku. Była tam buda i miska. Położyłam się na ziemi. Po chwili zasnęłam. Obudziły mnie głosy dwójki ludzi. Otworzyłam jedno oko. Obok mojego kojca przechodziła Gogo razem z Lenem i Hiro. Szybko poderwałam się i radośnie szczeknełam.

<ktoś?>

Od Gogo

- Weź się baranie jeden. Nie wiem...na pewno nie teraz, bo jeszcze trochę za młodzi jesteśmy. (No TROCHĘ xD)
- Aaalee serio bierzecie ślub? AHAHHAHAHAHA!
- No czego rżysz patałachu? Przed miłością nie ma ucieczki NIE MA! Ty też w końcu znajdziesz se dziewczynę.
- JASNE!
- Uwierz mi - prędzej czy później miłość i tak cię dopadnie. Lenisław wypad z baru!
Wróciliśmy do chaty kiedy to nadajnik mi pika.
- SHIT! NIE TERAZ NIE TERAZ! Dobra muszę iść.
Wybiegłam szybko z domu, ubrałam zbrojkę i poleciałam w wyznaczone miejsce.
- Jak to znowu usterka albo ta szmata to potnę się mydłem w płynie...

<Ktosiełki? Czekaj czekaj Hiro w końcu się doczekasz xD>

Od Hiro (to czekam xD)

H: Pff...pff... HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!
B: Zakooochani :3
G: Bardzo śmieszne!
H: Noo troche? *z kpiną* a kiedy wasz ŚLUB? HAHAHAHA!!!
<Gogo? Czekam>

piątek, 16 stycznia 2015

Od Lena (Zabije cię kiedyś wiesz Hiro? .-.)

- A nie interesuj się!
Odszedłem szybkim krokiem.
- Co on taki ciekawski jest...
Wtedy w jednej z uliczek coś usłyszałem...Slejsa oczywiście...nie to mnie zmartwiło - zmartwiło mnie to że tam też była Gogo. Od razu tam pobiegłem. No i miałem racje - był tam i Slejs i Gogo. Ta szmata już się zmieniła w wilka i trzymała pazury przy jej gardle.
- TE SLEJS ZOSTAW JĄ!
Rzuciłem w niego ostrym kijem i wtedy zwiał. Podbiegłem do Gogo.
- Nic ci nie jest?
- Nie spoko...wszystko jest ok...ale jeszcze bliżej by te pazury przyłożył to by tak dobrze nie było...szczęście że tędy przechodziłeś...a po kiego czorta ci garnitur?
- Em...no ten...tego... - "DOBRA ALBO TERAZ ALBO NIGDY!" Złapałem ją za rękę, ukucnąłem i otworzyłem pudełko z pierścionkiem. (jak to na filmach xD) Spojrzałem jej głęboko w oczy i zapytałem: - Wyjdziesz za mnie?
- Ooooaaa...oo... (Gogo nie wie co powiedzieć xD) Ooooow...Len...No co w ogóle za pytanie...oczywiście że tak!
Przytuliliśmy się i założyłem jej na palec pierścionek. No i wtedy przylazł Hiro...

<Hiro? Ja cię zabije przysięgam że kiedyś cię zabije .-.>

Od Hiro

Chodziłem sobie ulicą gdy zobaczyłem Lena w garniturze z pudełkiem z pierścionkiem?!
H: HAHAHA! Do kogo żeś się tak wystroił?!
L: Ciho! Bo ja ide do...
H: Do?
L: No do Gogo! Ale sie nie wygadaj!
H: Spokolokofoko. A po co ci ten pierścionek?
<Len?! Pocisłam>

czwartek, 15 stycznia 2015

Od Gogo

- Eeemmm...tha fuck? .-. Fuksiarz jeden .-.
- BRUNISŁAW! - Len go przytulił.
- Serio? .-. *nadajniki pikajo* CO ZNOWU?!

Hiro? Sorry że takie krótkie jestem w szkole .-.

środa, 14 stycznia 2015

Od Hiro

K (koleś): Nie wydaje mi się!
H: To niech zacznie!
Len sie na niego rzucił. Bili się.
Spojrzeliśmy na siebie z Gogo. Po jakimś czasie koleś kopnął lena a ten upadł metr dalej.
K: Ani kroku!
Przyłożył kotu do gardła nóż. Ale w tedy bruno zadziałał. Odwinął się i zaatakował ziomka. Pobił go i podrapał i przybiegł do Gogo.
K: To jeszcze nie koniec!
Wyskoczył z 20 piętrowego budynku.
H,G&L: ???
W tedy rozwinął zobaczyliśmy łapiący go samolot. W tedy zniknął.
<GołGoł?>

Od Gogo

- Słucham że co?! Niech tylko spróbują! Gdzie oni są!?!
- Nooo...
- NO MÓW!

Na miejscu
~~~~~~~~~~~~

Wbiliśmy do laboratorium.
- ŁAPY PRECZ OD MOJEGO KOTA! - Wrzasnął Lenisław.
- CO WY TU!?
- ODDAWAĆ BRUNISŁAWA PIERWSZEGO!
- Len...serio? .-.
- No co? ODDAWAĆ BRUNA!
- NIE MA MOWY!
Wtedy wbił Hiro z Bay'em.
- A teraz zmieniacie zdanie hm? - Zaśmiałam się złowrogo pod nosem.

<Hiro dokończ xD>

Od Hiro

H: No więc... Wygląda to dziwnie... Bo tu nic nie ma?
G: A nadajniki?!
H: Baymax sprawdzimy wrzystkie stacje nadawcze.
Sprawdzaliśmy każdą stację nadawczą i njedna sie zepsuła.
G: I?
H: Jedna jest trafiona, mam ją tu... Ale to mi nie wygląda na usterkę... Wygląda na celowe zepsucie...
G: A kto to ulicha by robił?!
H: Ktoś... Kto ma do nas problem... Slejs odpada bo to zbyt łagodne... *przeszywa go czarna myśl* Pomyśle!
Uciekłem do garażu.
H: Myśle że to może być ta gazeta... Good Tomorrow może się mścić... ale to nie to mnie przeraża Bay...
B: A co?
H: GT będzie chciało udowodnić a ja myślę że...
W tym momencie wpada Gogo.
G: Ktoś ukradł Bruna!
H: Że kogo?
G: Naszego kota!
H: Tego się obawiałem...
G: Czego?!
H: Good Tomorrow chce udowodnić że to co piszą to prawda... Mogli podjąć się testów genetycznych a żeby się odegrać zrobią to na waszym kocie!
<GołGoł?>

Od Gogo do Hiro

- Dawaj ten papirus!
Wyrwałam mu z łap gazetę i przeczytałam artykuł o hodowli.
- Shit...młody ma racje, serio podali to do sądu.
- YTYDYDYDY...JAK!? DLACZEGO!?
- Zdejmuj skarpetę.
- Ale po co...?
- ZDEJMUJ!
Len zamilknął i zdjął skarpetę. Polazłam gdzieś i napełniłam skarpetę masłem. Wróciłam do chłopaków.
- No to kto napisał ten artykuł?
- Ni jaki John Smith .-.
- Aaa ten...znam gościa...dobra idziemy!

W chacie Johna
~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wbiłam do chaty tego reportera i walnęłam go skarpetą z masłem.
- AŁA! A WY CO TU ROBICIE?!
- Bianco. Ludzie wierzą w to co napisano w gazecie a TU napisano że koty hodowli Lena do niczego się nie nadają! I do tego że są chore! A ja wiem że to nieprawda! Moja przyjaciółka ma dwa koty hodowli Lena i są zdrowe.
- Napisałem tak bo...
- BO!?
- Dostaje za to hajs...
Znowu mu przyfasoliłam.
- Idziesz do sądu i mówisz że to kłamstwo JUŻ! 

Po całej rozprawie
~~~~~~~~~~~~~~~

- Dzięki skarbie.
- No problemo Lenisławo xD
- .-.
- Oj żartuje xD
Wpadliśmy na młodego.
- Siemasz Hiro.
- Siema. Co tam? W gazecie piszą że tego Smitha zwolnili...
- Bo pisał same kłamstwa.
- To wszystko o tych kotach to kłamstwo ta?
- Tiaak. *Nadajniki im pikajo* Coś się dzieje! Lenisław spadamy!
Pobiegliśmy po zbroje i w wyznaczone miejsce.
- No to co tym razem?

<Hiro? Brak pomysłów .-. Kurde mistrz zemsty się znalazł xD>

Od Hiro do Gogo

T: Co jak co ale to jest przesada *śmiech*
H: Wiesz pomógłbym ci ale, nie *szept do Tadashiego* bo popieram gazety!
L: Dzięki wiesz...
H: Nie no bo na nacie pisze że te twoje koty są jakieś chore czy coś... I że wypada im sierść...
L: A ty co tak zapamiętujesz?!
Pokazałem mu gazetę.
L: Pokaż to!
H: Koty z hodowli [jakiejśtam] mają wady genetyczne i min. wypada im sierść, są bardziej podatne na choroby itp. Sprawa została zgłoszona do sądu i zadecydowano o zamknięciu hodowli.
G&L: CO?!
H: Tak tu pisze.
Podałem gazete Lenowi.
L: To niemożliwe... Dla czego ją zamykają?!
Wzruszyłem ramionami.
<Gogo? To za ten widelec!>

wtorek, 13 stycznia 2015

Od Gogo

- Daj se siana...sam se daj. Wracam na chatę.
Jak tylko weszłam do domu usłyszałam dźwięk niszczarki.
- CO DO!?
- A MACIE WY DURNE GAZETY!
- LEN OSZALAŁEŚ?!
- Wyjaśnię to - jakiś durny gość napisał w gazecie że koty mojej hodowli NIE NADAJĄ SIĘ NA WYSTAWY ani w ogóle do niczego! Więc kupiłem niszczarkę, złapałem tyle ile się dało tego tomu i teraz z jego gazetą robię TO! *niszczy kolejną gazetę*
- ILE ZAPŁACIŁEŚ?!
- Tak jakoś...z tysiaka...
- ŻE ILE!?
- Tysiaka...
Pociągnęłam go za ucho do szafy i ubrałam w strój banana.
- IDZIEMY NA MIASTO!
Wyciągnęłam go na miasto. Paradował tak w stroju banana.
- Dlaczego ja muszę tak cierpieć? .-.
- Bo zmarnowałeś tysiaka na miliardy gazet i niszczarkę. Hajsu się tak nie marnuje!
Natknęliśmy się na Hiro, Baymax'a i Tadashi'ego. Hiro miał minę jakby nie wiem...po chwili wybuchł śmiechem i wrzasnął:
- HAHAHAH! CO TO JEST?! HAHAHA!
- To jest kara...Młody błagam cię ratuj .-. Torturuje mnie ta baba .-.

 <Hiro? xD>

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Od Hiro do Gogo

H: A daj se siana!
Wstałem i polazłem do domu.
H: Jak mnie jeszcze raz nazwie młody to ja bende gadał na nią Stara...
<Ktoś?>

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Gogo (BYŁ UBRGADE OPKA xD)

Szłam z Hiro przez miasto kiedy spotkaliśmy jakiegoś faceta. Ale go ominęliśmy. (Palanty ni wiedzą że to Iron Man :D) Szliśmy dalej.
- To co robimy?
- A bo ja wiem...
- No ja też nie wiem... *dzwoni jej telefon* wait a second. *odbiera* Halo?
- *przez telefon* Kociaku wracasz już do domu?
- A co Lenuś? Tak ci się beze mnie nudzi?
- No i to bardzo.
- Dobra to wracam. Pa. *rozłącza się* Dobra Hiro, Lenisław się nudzi to wracam. Pozdrów Tadashi'ego.
- Ok. Nara.
Wróciłam do domu.
- Wróciłam!
- Hej skarbie.
- Czemu ci się tak nudzi beze mnie co?
- Bo mi się nudzi i kuniec :D
- Nigdy cię nie zrozumiem .-. Jak ci się tak nudzi to kupię co kota, mam kumpla który pracuje w schronisku.
- Nie musisz...
- Ale chcę. *dzwoni do tego gościa* Siemasz Zbychu.
- *przez fona* O hej Gogo.
- Słuchaj musisz coś dla mnie załatwić...kota potrzebuje.
- Nie ma opcji po ostatniej akcji!
- Ech...a jak ci kupię browara?
- A to co innego!
- Potrzebuje jakiegokolwiek koteła byle żeby mój facet się nie nudził.
- Spotkajmy się jutro po południu u mnie w schronisku.
- Spoks. Nara. *rozłącza się* Masz kota załatwionego Lenisław.
- Nie musiałaś...
- Za późno już :D

Następnego dnia w schronisku Zbycha :D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Gdzie ten cholerny Zbychu jest..zawsze się spóźnia matoł...
Wtedy wylazł z kotem.
- No wreszcie! Co to za koteł?
- Munckin.
- Dlatego taki kurdupelowaty. Ale cudny jest.
Zabrałam kociaka.
- Masz browara... *daje mu browara*
- Dzięki!
I zniknął. Zabrałam kota do domu.
- Paczaj co ci Len przyniosłam! 
Pokazałam mu kociaka.


Od razu zrobił szklane oczy i wziął kotka na ręce.
- Jaki cudny! To munckin nie?
- Ba.
- Jaka słodka puchata kuleczka!
"Ta a ten od razu go pokochał..."
- Nazwę go...Stefan!
- Cooooooooooooo? *facepalm*
- (jakby co to jest Stefan) Miau... *facepaw*
- Chyba nie lubi tego imienia...
- Em...No to może...Bruno.
- A to już fajne. No to mamy Bruna. *nadajnik pika* O shit coś się na mieście dzieje! Dobra spadam!
Wbiegłam do garażu i założyłam zbrojkę i pobiegłam w wyznaczone miejsce. Reszta już tam była.
- Sorki za spóźnienie! No to co tym razem?
- Znowu Slejs. - Warknęła przez zaciśnięte zęby Kiara.
- Co to już przejść się nie można? - Zachichotał Slejs.
- Em...Niet?
- Dobra to spadam. A jeszcze jedno - ŁAPAJ! - I rzucił z całej siły widelcem a sam uciekł. Widelec wbił się w ramię Hiro.
- AAŁA! W RAMIĘ WBITO MI WIDELEC!
Kiara podeszła do niego i próbowała go wyciągnąć.
- AŁA AŁAŁAŁAŁA!
- Kurcze, naprawdę mocno się wbił!
- Suń się młoda. - Odepchnęłam ją i złapałam widelec. - Uwaga!
- O nie, Gogo nie nie nie!
- CIĄGNĘ! *wyrywa widelec jednym bolesnym ruchem*
- AŁA! MUSISZ BYĆ AŻ TAK BRUTALNA?!
- Mam ci go tam wbić jeszcze raz i wyciągnąć jeszcze bardziej boleśnie?
- Nie!
- Więc się przymknij. Zabandażuj se to ramie i bedzie git.

<Hiro? Hueh hueh xD>

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Tony'iego

Siedziałem sobie z Pepper w moim przecudownym wieżowcu.

http://img2.wikia.nocookie.net/__cb20131122031917/disney/images/c/cb/StarTowerDay-Avengers.png

Nagle wszystko zaczęło się trząść.
- Jarvis (gadający komputer) aktywuj zbroję.
- To nie potrzebne sir. Panna Pots piekła kotlety i jedno z laboratorii wybuchło.
- Pepper? Jak można piec kotlety??
Wzruszyła ramionami. Ja wyszedłem się przejść, a gdzieś na ulicach zobaczyłem jakieś nastolatki.

<Ktosieł?>

Od Gogo

- Ten szczyl zawsze coś kombinuje...
Poleciałam za nimi. Siedzieli na mego wielkim wieżowcu. Paczałam się na nich z dołu i krzyczałam:
- E WY TAM NA GÓRZE! CHODŹTA NO TU NA CHWILĘ!
Jak grochem o ścianę normalnie bo gónwo słyszą...wjechałam do nich po pionowej ścianie. (Tak, tylko Spiderman i Gogo tak umieją xD)
- Można łaskawie wiedzieć co tym razem knujesz?
- J..Ja coś knuć?! No coś ty!
- Z tym kitem to idź gdzie indziej. Gadaj.

<Hiroł?>

Od Hiro

H: Wiesz Baymax nadal umie się bić... A sądząc po waszym wyglądzie ostatnio to lekko nie było.
Gogo straciła zapał do przywalenia mi.
B: Hiro a co z...
H: Zamknij się!
B: DObrze, a kiedy?
H: To my lecimy.
Wylądowaliśmy na wielkim budynku.
H: Ty musisz coś zawsze wygadać hm?
B: Przepraszam.
H: Potem to zrobie nie chce mi się.
Zobaczyłem w dole Gogo lampiącą się na nas.
<GołGoł?>

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Gogo

- Jak tylko "odpierzemy" mu mózgownice, to przypomnijcie mi żebym tego bachora porządnie sprała a potem wrzuciła do kotła ze wrzątkiem -.-
- Przypomnimy ci.
- A teraz zbieramy się!
 Jakoś udało nam się wstać.
- Najjaśniejsza cholera by to trafiła. Trzeba poskładać te opaskę bo go stracimy...forever.

-------PO GODZINACH SKŁADANIA OPASKI-------

- NARESZCIE! Idziemy szukać tego smarkacza...
Schowałam opaskę gdzieś (bez skojarzeń mi tu xD) i wylecieliśmy. 
- Dobra jest!
Zeskoczyłam z Iron Man'a i wsadziłam młodemu na łeb tą opaskę. Po kilku chwilach się ocknął.
- NO W KOŃCU!
Wyciągnęłam też Bay'owi ten chip.
- No to w końcu spokój...to co ja miałam zrobić? Kiara?
- Sprać go porządnie i wrzucić do kotła ze wrzątkiem.
- Zgadza się. To co najpierw? Wrzucić cię najpierw do wrzątku czy sprać? *kosmiczny śmiech Kacpra z "Rodzinki.pl"*

<Hiro? Ewentualnie zwiewaj albo spróbuj wyprać Gogo muzg żeby o tym zapomniała xD>

Od Hiro

IM: Slejs ma szczyla!
K: Hiro nie martw się!
Wsiadłem na Baymaxa w zbroi i Bay wycelował pięścią w Iron Mana i Kiare i Gogo.
K: Co do?
G: Koleś wyprał mu mózg.
S: Hiro załatw ich!
Slejs uciekł. Po paru minutach walki leżeli poobijani na ziemi.
Wyleciałem.
<Ktosiełki? .-.>