czwartek, 11 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro

Po powrocie do domu i podłączeniu Baya do ładowarki, Hiro walnął się na łóżko.
- Co ja mam z tym klocem...
- To co widzisz. - Usiadłam na krześle. - Ech...nuuuuuuuuuuuuuuuuuudyyy...ten potwór i banda Pita - Pikuś. Chcę się wreszcie porządnie wyszaleć! Tak jak ostatnio z tym szaleńcem...wtedy to była jazda.
- No, porządna. Ale ciesz się że nie ma na razie żadnego prawdziwego wroga.
- Ta, ciesze się i to bardzo...
- A sorki że zapytam - opowiesz mi więcej o tym swoim Lenie?
- A co cię tak interesuje moje życie hm?
- Uratowałaś mnie ostatnio. Może mógłbym ci jakoś pomóc...pocieszyć albo co...
- Ech...poznałam go jak mieliśmy po pięć lat. Przeżył dokładnie to samo co ja. Zamieszkaliśmy w starym wanie i zaprzyjaźniliśmy. A potem to...nasza przyjaźń zmieniła się w inne uczucie...chyba dobrze wiesz jakie. Na czternaste urodziny dał mi prezent...najwspanialszy jaki mogłam dostać...
- Pocałunek ta?
- Bingo.
- A jak wyglądał?
- Pamiętam go dokładnie...wysoki blondyn z szafirowymi oczami...cudownie grał na hiszpańskiej gitarze i śpiewał...
- I co było dalej?
- Wyszedł któregoś dnia żeby skombinować nam coś do jedzenia i już nie wrócił. Szukałam go sześć dni i sześć nocy. Znalazłam go na skraju lasu, zakrwawionego i nieprzytomnego...to banda Pita go tak pobiła. Byłam im winna marihuae a Len spotkał ich przypadkiem. Podsłuchał ich rozmowę. Chcieli mnie dopaść za to że im nie dałam zioła. Więc Len ich zaatakował. Pobili go do nieprzytomności i sześć dni potem go znalazłam...zaniosłam go do szpitala...i wtedy...zmarł tuż przed wejściem...dniami i nocami siedziałam samotnie w naszym wanie, prawie nic nie jadłam, nie spałam...płakałam bezustannie...gdy przytulałam nasze zdjęcie, czułam że on jest ze mną...to mi pomagało się uspokoić. Od czasu do czasu brzdąkałam sobie na jego hiszpańskiej gitarze i nuciłam nasze ulubione duetowe piosenki...Potem sam wiesz co się stało...przyjęli mnie do laba, poznałam ciebie a potem...
- ...
- Dzisiaj byłam u tego mordercy w kiciu. Powiedziałam mu prosto w twarz czym jest.
- Pocisnęłaś go bardzo?
- Zacytować?
- Dajesz.
- Na pewno tego chcesz?
- No dawaj!
- Więc cytuje to co mu krzyknęłam w ryj: " JESTEŚ METROSEKSUALNĄ GLIZDĄ LUDZKĄ! POTWOREM! MORDERCĄ! BEZ UCZUCIOWYM ŻULEM Z POD BURDELU!"
- Wow. Niezły pocisk.
- Wiem.

<Hiro? Brakus wenisławós mnie nawiedził ;__;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz