środa, 31 grudnia 2014

Od Gogo

- *facepalm* zamknij się...
- Oj już dobrze dobrze Gogosiu xD *śmiech*
Rzuciłam nad jego głową dyskiem i się opamiętał.
- Stul dziób. Zajmijmy się lepiej tym dziadostwem.

--------PO ODSTAWIENIU WILKOŁAKÓW DO ALKATRAS-------

- No to chyba resztę dnia mamy wolne nie Hiro?
- Tiaak. Chyba że znowu się jakieś glizdy przypałętają.
- To znowu je wsadzimy do pudła nie?
- Nom.
- To spadam do chaty. Len nam robi romantyczną kolacje. ^-^
- O bosz... *facepalm*
- Moje życie, moja sprawa.
Odjechałam do chaty. Zostawiłam zbrojke w garażu i weszłam do naszej iście zarąbistej kuchni.

 

Mój kochany gotował jak zawodowiec.
- Cześć skarbie!
- No hej kotku...omg jak ty wyczepiście gotujesz!
- Eee tam...
- Ej serio. Dobra włączę TV.
Walnęłam się na kanapę i uruchomiłam TV. Wiadomości..nuda. Coś tam gadali...
- Niedaleko kawiarni był wypadek samochodowy, ciężarówka zderzyła się z samochodem osobowym, na szczęście nikt nie został ranny.
- Nuda... WAIT! NIEDALEKO KAWIARNI!? TO PRZECIEŻ DOM HIRO!
Zerwałam się z kanapy.
- LEN SZYBCIEJ!
- A KOLACJA?!
- SCHOWAJ DO LODÓWKI ODGRZEJE SIĘ POTEM CHODŹ! 
Na szybko założyłam kurtkę i wybiegłam z domu. Pobiegliśmy do chaty Hiro. Był już w miejscu wypadku.
- CO DO CIĘŻKIEJ CHOLERY TU SIĘ STAŁO!?

<Hiro? Brak weny again...>

wtorek, 30 grudnia 2014

Od Hiro do Gogo

H: Zgadzam się! Gogusiu... *śmiech*
<Ktosieły?>

Od Gogo

Słowa Hiro mną poruszyły.
- Hiro ma rację. Nawet jeśli to sługi tej szmaty co mnie zmiażdżyła rękę a Lenowi nogę, to jednak żywe stworzenia. Trzeba je odstawić do...Alkatras najlepiej. Prawda Hiro?

Hiro? Sorry że krótkie jestem na fonie i w dodatku brak weny. -.

Od Hiro

G: Dobra!
IM: Rozwalić!
H: STAĆ! Co jak co ale to jednak istoty żywe! Chcecie zabijać?! To już nie jest bohaterstwo tylko zabójstwo!
<Ktoś zmądrzał?>

Od Kiary

Siedziałam na kanapie. Nie wiedziałam co zrobić. Ran już nie było, więc w pewnym sensie mogłam iść do domu pani Smit. 
-Hiro ja będę już szła.- powiedziałam. 
-Dobra.- ubrałam buty i wszyłam. Po paru długich minutach doszłam do domu. 
-Kiara co ci się stało?- spytała pani Smit. 
-E tam wpadłam w krzaki róż i to dla tego. 
-Czy aby na pewno?- spytała 
-Tak, tak.- nie chciałam ciągnąć tej rozmowy więc zniknęłam w swoim pokoju. 
Następnego dnia obudziłam się wcześnie. Szybko się ubrałam. Zanim wyszłam podeszłam do szafy i otworzyłam jedną z półek. Był tam sztylet, rękojeść była normalna, lecz ostrze było z czystego srebra. Dał go mi Nat, a dzisiaj postanowiłam go wziąść, oprócz niego w półce leżał specjalny pas na sztylet. Nałożyłam pas pod kurtkę i wyszłam. Gdy byłam bliżej centrum doszły mnie krzyki ludzi. Szybko tam pobiegłam. W pierwszym momencie zobaczyłam biegających ludzi rozwalające się budynki, wszystko co dało się zniszczyć było w rozsypce. W drugim momencie zobaczyłam sprawców całego zmieszania, Były to zwierzęta przypominające wyglądem wilki ale były od nich większe , mogły stawać na tylnych łapach a przednie łapy przypominały ludzkie. Po chwili dołączyli do mnie Hiro, Gogo oraz Iron Man (już w kostiumach) i Bay. 
-Co te psy tu robią?- spytał iron Man 
-To nie są psy, to są wilkołaki i to na usługach Slejsa. 
-Slejsa?- spytała Gogo. 
-Tak. Więc szykujcie się do odstrzału paru wilkołaków.- powiedziałam 
-Ale my nie możemy krzywdzić ludzi, a sama mówiłaś że wilkołaki to bardziej ludzi niż wilki.- Zaprotestował Hiro. Ciężko westchnęłam i podeszłam do Hiro. 
-Słuchaj, te oto wilkołaki to nie są już ludzie. One są zmutowane przez Slejsa więc straciły resztki człowieczeństwa. Między innymi zmianę w człowieka. Teraz mówią, chodzą na dwuch łapach w wilczej postaci. Są maszynami do zabijania i niszczenia. Rozumiesz?- Hiro nie pewnie kiwną głową. 
-No to teraz zakładaj kask i jazda trzeba zmniejszyć do zera populację tych gadzin. 

<Hiro? Gogo? iron Man?>

Od Gogo

Wyszliśmy z chaty Hiro.
- Ach Gogo...jak tak na ciebie patrze to...
- Dobra o co chodzi?
- Jesteś piękna jak anioł...a te twoje oczy...pokaż mi drugą dziewczynę z takimi oczami to się rozdwoję i stanę obok. Chodź no tu!  - Wariat jeden...na środku ulicy mnie przerzucił i pocałował.
- Pacanie jeden! Ludzie się gapią! - Zaczerwieniłam się i odepchnęłam go lekko.
- Wstydzisz się naszej miłości?
- Skąd! Ale może nie na środku ulicy co?
Rozmawiając szliśmy do domu, kiedy w jednej z ulic coś ujrzałam. Żółto-pomarańczowy blask...czyichś oczu.
- Wątpię żeby to był kot... - Wtedy rozległ się złowrogi śmiech. - Slejs...oczywiście...
- Proszę proszę...znasz moje imię...
- Ta ta ta miło mi poznać i do widzenia.
Pociągnęłam Lena za koszulkę i już mieliśmy iść, kiedy Slejs stanął mi na sznurowadle.
- Len uciekaj! Już szybko wiej!
- Nie zostawię cię!
- WIEJ!
- Uważaj na siebie kochana...
- Czy ja wyglądam na kogoś o kogo trzeba się martwić? Uciekaj!
Len zaczął uciekać a ja kopnęłam Slejsa tak że walnął w śmietnik.
- Oah...nie wyglądasz na taką silną...
- Ty lepiej się pilnuj stary! Rozmawiasz z posiadaczką czarnego pasu w karate czaisz bazę?
- Bardzo ciekawe...och może się przedstawie - L.S, Lucas Scale czyli Slejs.
- Tomago...Gogo Tomago.
- Miło poznać...
- Bez wzajemności.
- Bezczelna mała... - Skoczył na mnie i podczas skoku zmienił się w wilka ale zrobiłam unik. - Nie ma jak nieczysta walka!
- Sukinsyn...
Skoczył mi na rękę i zacisnął szczęki.
- AAAAAAA!!!
Kopnęłam go. Miałam praktycznie całkowicie zmiażdżoną rękę. Kiedy miał na mnie skoczyć, czyjaś stopa stanęła na jego głowie.
- Len uciekaj stąd!
- Nie zostawię cię! I jak ty w ogóle wyglądasz! Miałaś uważać!
- Imbecyl. Czy to są słowa kogoś kto miał się o mnie nie martwić hę?
- Tak...tu mnie masz...
- JAK DŁUGO JESZCZE MASZ ZAMIAR STAĆ NA MOJEJ GŁOWIE?! - Slejs był wkurzony. Len zszedł z niego i kopnął.
- Len Kagamine, lat 16, chłopak Gogo. Jeżeli chcesz bawić się w berka z jednym z nas...TO WYBRAŁEŚ NIE TE OSOBĘ PAJACU! - Krzyknął Len.
- Ah...co za pomyłka...
Len znowu chciał go kopnąć ale wtedy Slejs zacisnął szczęki na jego nodze.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
- NIE!
Zrzuciłam Slejsa z jego nogi.
- Dobra koniec tego wiejemy!
Pomogłam Lenowi iść a moja ręką nadal krwawiła. Udało nam się doczołgać do naszego domu. I wtedy właśnie odleciałam...
Obudziłam się w...Chacie Hiro...znowu...nade mną stał Len z zabandażowaną nogą.
- Gogo...wszystko gra? - Usłyszałam głos Hiro.
- Ta...wszystko ok... ale co ja tu robię?
- Lecieliśmy z Bay'em na patrol i przypadkowo spotkaliśmy Lena z zabandażowaną nogą, niosącego cię na rękach no i cię tu zabraliśmy.
- Nie musiałeś...
- Ej jesteśmy przyjaciółmi nie?
- No fakt...dzięki. Znowu mi życie ratujesz...Heh...
Wstałam z łóżka.
- Dobra Len idziemy.
- To do zobaczenia młody.
Wyszliśmy z chaty młodego i wróciliśmy do naszego domu. Od razu poszliśmy spać...

<Hiro? Kiara? Ktosieł?! xD>

Od Hiro do Gogo

H: Spoko...
Wszedłem do pokoju gdzie był Len.
H: Dobra blondas wyjazd mi z chaty.
Blondas spojrzał na mnie wzrokiem "A ten dalej mnie nie lubi" i wyszedł z Gogo.
K: A ja... mogę... Zostać?
H: Jasne,
Ciekawe kiedy Gogosia weźmie ślub z tym pacanem... Gogosia... To mnie rozwala xD Nagle zobaczyłem przez okno jak oni na ulicy... Ble! Mam ochotę dać temu "Kotu" w pysk (sory ale koty mają pyski xD). Też sobie wybrała... Jakiś H hińczyko-blondaso-kot nie urażając kotów.
<Ktosieły?>

Od Gogo do Hiro

- A) - Jeszcze nie jesteśmy rodziną. B) - Skąd mamy wziąć hajs na ten dom? A nieletnich do roboty nie przyjmą i to jeszcze takich sierot niedorobionych jak my.
- Kociaku mój...
- Len nie mów tak w obecności Hiro ok? No o co kaman?
- Em...booo ja mam prace?
- Are you fuckin kiddin me?!
- Nie. xD
- Gdzie do jasnej?
- Nooo...jestem hodowcom kotów.
- Zajebiście kurrna...ile za to dają?
- Tak jakoś...100 tygodniowo..
- ILE?!
- 100-200 tygodniowo.
- A miesięcznie?
- To będzie jakieś...3000.
- CZEMU NIC NIE MÓWIŁEŚ!? Ile już tam pracujesz?
- Dwie miechy.
- MASZ JUŻ PONAD 6 PATOLI!?
- Tak. Heh...
- Kurde zajebiste mi "Heh"...
- Em przepraszam! Ja tu jestem! - Młody wrzasnął. - Skooro macie 6 patoli to może se tą własną chatę kupicie co?
- No i tu niespodzianka - Już kupiłem.
- LEN!!!!! DO JASNEJ ANIELKI CZEMU NIC NIE MÓWIŁEŚ BARANIE!!!
- To miała być niespodzianka...
- Dobra pokazuj mi ten dom!
- To my za jakiś czas wrócimy.
Trochę się przeszliśmy. Dom był na obrzeżach miasta niedaleko lasu. Nie powiem że był cudny.

 

- O boże Len jak tu cudnie!
- Heh...tanio poszedł ze dwa tysiaki.
- To masz jeszcze 4 patole serio?
- Tiaak.
Przytuliłam go.
- I czemu nic nie mówiłeś?
- A tak jakoś...
- Dobra nieważne! Trzeba się zająć Kiarą. Znasz lekarstwo na tą ranę?
- Ten szaman co to mnie uratował pokazał mi kilka ziół. Chyba wiem co jej pomoże. - Wlazł do domu. Czekałam sobie i podziwiałam naszą chatę. Wtedy wyskoczył Len z jakimś dziwnym czymś. - Dobra idziemy!
Wróciliśmy do chaty Hiro.
- Mamy lekarstwo!
Len wyciągnął z torby jakiś dziwny kwiatek. Rozgniótł go i tą masę przyłożył do rany Kiary.
- Tsssssssssss! AAAAA!!- Chyyba to bolało.
- Już spokojnie zaraz będzie po wszystkim.
I nagle cud - Rana zniknęła. Wszystkim opadły kopary.
- Len skąd ty znasz takie rzeczy?
- Mówiłem to ten szaman mnie nauczył.
- Heh...
 Spojrzałam na Hiro.
- Hiro możemy chwile pogadać?
- Jasne.
Weszliśmy do jego pokoju na górę.
- Wiesz...Len nam kupił dom, jest trochę daleko.
- Czyli rozumiem że nie będziesz mnie już odwiedzać co..?
- No właśnie o tym chcę pogadać...myślisz że mogłabym cię odwiedzać od czasu do czasu? Tylko ja, bez Lena. Co ty na to?

<Dobra ok, Kiara odpisuje na te część pierwszą a Hiro na te drugą :D>

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Hiro do Innych

Skinąłem na Bay'a a on poszedł do Kiary.
B: Baza danych nie obejmuje tej diagnozy.
H: Bosz...
Powiedziałem wrednie
H: Bay nic nie zrobi "Gogosiu"
Gogo się trochę wkurzyła ale się nie odezwała. Jeszcze mi do końca nie jest dobrze w towarzystwie blondasa-hińczyka. Lovelas urwał się z choinki pff...
H: Ej ej ej. Czemu wrzyscy wleźli mi do chaty bez mojej zgody?
G: A gdzie miałam ją dać?!
H: Dobra, jesteście rodzinką i bla bla bla to kupcie sobie dom.
<Len, Gogo?>

Od Lena do Gogo i Kiary

Mimo iż nie uczestniczyłem w rozmowie, moją uwagę przykuła rana Kiary. Gogo była zestresowana.
- Kurna blada...ona się zaraz wykrwawi!
Podszedłem do niej i powiedziałem:
- Piękna, nie martw się już tak. Ja się tym zajmę.
Podszedłem do Kiary i obejrzałem ranę.
- Tsss...aaa! - Zwijała się z bólu gdy tylko dotknąłem rany.
- To nie jest normalna rana...to jakieś demoniczne czary...
- To Slejs...on zawarł pakt z diabłem...
- Wszystko jasne.
- Ale kocie mój...to coś poważnego? - Gogo naprawdę się martwiła.
- Raczej niestety tak...Kiedy to się stało Kiara?
- CHWILA!
- Co jest Gogusiu moja?
- A Bay i Hiro nie mogą się tym zająć?
Spojrzałem na Hiro który miał minę jakby mówił "Serio GOGUSIU? Bleee!"
- Młody dasz radę jej pomóc?

Hiro? Kiara?

Od Gogo do Kiary

Hiro latał jak szalony za kociczką, Baymax też.
- Chodź tu ty mała! - Już miał ją złapać ale wskoczyła mu na głowę. - Ty mała pchło ty jedna ty!
- O matko...Len.
 Len, zawodowy treser kotów, wyciągnął z torby kocimiętkę. Kotka to poczuła i zatrzymała się. Złapałam ją za skórę na karku i wyciągnęłam jej z pyszczka kartkę. Odłożyłam ją na ziemię.
- Masz te swoją kartkę Hiro. A co tam jest? - Mówiłam podając młodemu karteczkę.
- Nic nic!
- Jasne jasne...dobra nie wnikam. - Usiadłam obok Kiary. - Jak siemasz?
- Spoko...bywało lepiej.
- Heh...
Wtedy moją uwagę przykuło to że koc był jakby...we krwi...
- Slejs mocno cię zranił?
- Tak trochę...mam jeszcze jedną ranę na nodze.
- Pokaż ją...
Odsłoniłam koc. Rana wyglądała potwornie.
- O shit...
Hiro gadał z Bay'em:
- Miałeś jej pilnować balonie!
- Nie moja wina.
- A czyja?! Moja?!
"Chryste panie mogliby przestać..." Miałam dość. Krzyknęłam:
- OGAR! Na mnie patrz!
Obrócili głowy.
- No. Powiecie mi co to jest?! - Pokazałam na ranę Kiary. Zrobili wielkie oczy.
- Eem...nie najlepiej to wygląda.
- No co ty nie powiesz? Oaah... *facepalm* dobra zróbcie coś z tym bo nam się młoda zaraz wykrwawi do cholery...

<Hiro? Kiara? Len?>

Od Kiary do Gogo

Ciągle było mi zimno. Zaczęła bolec mnie głowa. Popatrzyłam na ostatnią ranę zadaną przez Slejsa. Powinna się zagoić tak jak pierwsza na nodze ale ona ciągle była i bolała coraz bardziej.
-,,Co jest."-pomyślałam. Gogo, Hiro i Len rozmawiali w pokoju obok. Zamknęłam oczy, byłam tak zmęczona że zasnęłam.
Nie wiem jak długo spałam ale obudziły mnie jakieś hałasy. Usiadłam i zobaczyłam Genowefę trzymającą coś w pyszczku, Bay'a biegnącego z nią oraz Hiro na końcu.
-Bay złap ją!!- krzyczał Hiro
-Próbuje.- powiedział Bay. Wtedy do domu weszła Gogo.
-Co się dzieje?- spytała. Wzruszyłam ramionami na znak że jestem tak samo zdziwiona. Wtedy wszedł Hiro trzymając kartkę w ręku. Po chwili wbiegła Genowefa i znów wydarła papier z rąk Hiro.
-Bay!! Miałeś ją trzymać!- wrzasną
-Przepraszam.- powiedziała Bay.

<Hiro? Gogo? Sory brak pomysłów.>

Od Gogo do Kiary

Zostałam sama...wtedy się rozpadało...i tak jak cholera.
- Shit...
Lało jak z cebra. Szybko pobiegłam do parku. Zobaczyłam tam Kiare...była lekko zakrwawiona i miała poszarpane ciuchy. Ledwo trzymała się na nogach.
- Kiara co jest?!
Upadła. Podbiegłam do niej.
- Młoda wszystko gra?!
- To..To Slejs...
- Już nic nie mów! Zabiorę cię do domu.
Wzięłam ją na ręce i zaczęłam biec.
- Trzymaj się...
Pobiegłam szybko do chaty Hiro. Położyłam ją na kanapie.
- To Slejs ci to zrobił?
- Ta...
Młoda drżała z zimna.
- Już spoko jesteśmy w domu.
Zamknęłam drzwi i okna i przykryłam ją kocem. Wtedy do środka wleźli zagadani Hiro i Len.
- No nareszcie jesteście. Patrzcie w jakim stanie znalazłam Kiare w parku.

<Hiro or Kiara or Len? xD>

niedziela, 28 grudnia 2014

Od Lena

Len Kagamine, lat 16. Zainteresowania - Koty, muzyka, robotyka, sport. Żyje dla mojej najukochańszej, najcudowniejszej bogini o kruczoczarnych włosach z dwoma fioletowymi pasemkami...tak, mowa tu o Gogo.
Pewnie myśleliście że umarłem ale to nie prawda - Żyje i żyć będę póki mam dla kogo!
Jestem na 102% pewny że znacie historie Gogo. Jeśli tak to nie będę owijać w bawełnę, spotkało mnie dokładnie to samo. Po śmierci rodziców, miałem jeszcze starszą o cztery sekundy siostrę bliźniaczkę - Rin. Ale ja uciekłem z domu dziecka, a ona tam została. Nie wiem co się z nią teraz dzieje...
Dobra dosyć tego przejdźmy już do sedna bo was zanudzę na śmierć! Czas na prawdziwe opowiadanie! Dlaczego to ja je pisze? Proste - Hiro zabrakło weny chyba rozumiecie :D Dobra anyway! Opowiadanie:



Gogo poszła do Hiro. Czekałem chwilę, kiedy to on do mnie przyszedł.
- No cześć młody.
- Cześć...
Wtedy za nim stanął wielki, biały..."robot" ?
- Witaj, jestem Baymax.
- Ale wyczepisty robot! Kto go zrobił?
- Tadashi...
Zrobił się smutny. "Pewnie to ten jego świętej pamięci starszy brat..."
- Sorki że spytałem...Nieważne. Jak długo znasz się z Gogo?
- To będzie jakoś...miesiąc, może dwa.
- Jest dla ciebie przyjaciółką ta?
- Najlepszą...dwa razy mi tyłek uratowała. Heh...
- Cała Gogo...jak się z kimś zaprzyjaźni to jest w stanie za niego życie oddać bez wahania.
- No właśnie te dwa razy była bliska śmierci...wstyd się przyznać...
- Ale przecież jest cała i zdrowa.
- Bo Baymax jej pomógł. Znaczy raz sama sobie pomogła...
- Jest twarda. Nie łatwo się jej pozbyć.
- Jestem tego świadomy.
Szliśmy sobie przez miasto i gadaliśmy...

Po tej męczącej rozmowie :D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- To co teraz robimy?

<Hiro? Pomogłem jakoś? xD>

sobota, 27 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro

- Co masz mu powiedzieć...kurde blaszka sama nie wiem xD
- Really?
- Pogadaj z nim po prostu. Nie zmuszam cię żebyś od razu się z nim zaprzyjaźnił czy coś ale po prostu z nim pogadaj.
- Dobra...
Hiro sobie poszedł a ja zostałam z Bay'em.
- A ty na co czekasz?
- Zaczekaj na mnie Hiro!
Balon pobiegł za nim.

<Hiro? Kurde pomysłów brak .-. >

Od Hiro do Gogo

H: Dobra...
G: Dzięki.
H: Ale...
G: Co?
H: Co ja mam mu niby powiedzieć?
<Gogo? sory ale na serio nwm>

piątek, 26 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro

- Że...no...dzisiaj są moje urodziny i...chciałabym żebyś pogadał z Lenem...trochę mu przykro nie powiem.
- Masz urodziny?
- Ta...szesnaste.
- To wszystkiego naj naj.
- Heh...dzięki. Jedyne co bym chciała to żebyś się pogodził z Lenem. To by był najlepszy prezent.
- Eh...
- No to jak młody?

<Hiro? W takiej sytuacji zostałam postawiona to co kurde miałam napisać? Że w ciąży jestem czy co? xD>

Od Hiro do Gogo

Odeszłem w miasto żeby wrzystko przemyśleć. Kupiłem sobie batona i usiadłem na "moim" drzewie. Zwalił mnie jak zwykle Baymax.
H: Ja chyba muszę ogrodzić to drzewo!
B: Witaj Hiro, Spotkałem Gogo i mówiła...
G: Że...
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

- Co tego dzieciaka ugryzło...
Poszliśmy do naszego vana, pośpiewaliśmy trochę i znowu spotkaliśmy Hiro. Odszedł ale go dogoniłam.
- Hiro.
- Zostaw mnie.
- Ja nie jadę na Alaskę.
- Wait what?
- A ten blondas ma imię to po pierwsze a po drugie - zabiera mi cię tak?
- Skąd ty to?!
- Mam swoje sposoby. - Skopiowałam te opaskę co to on zrobił. - Hiro mówiłam ci że to że mam chłopaka nic nie zmienia. Zawsze będziesz moim BFF. A czemu niby mi cię zabiera? Zakochałeś się czy co? - Wtedy zatkałam sobie usta. "FUCK CO JA PIEPRZE!"
- POGRZAŁO CIĘ!?
- O gosh co ja gadam! *facepalm* ale jestem idiotką! Palnęłam totalne głupstwo!
- Jesteś moją przyjaciółką i nic więcej!
- Wiem pacanie. To ja palnęłam takie głupstwo...o bosz...Tego nie było! Zapomnij że cokolwiek mówiłam...
- Zapominamy o całej sytuacji.
- Ale Len ci nic nie zrobił. Daj mu drugą szanse...To że jest moim chłopakiem nie znaczy że mi na tobie nie zależy. Jesteś moim przyjacielem i to się akurat nie zmieni. Zastanów się...

<Hiro?>

Od Kiary

Już się zmiechrzało a ja szłam sobie po ulicach. W pewnym momęcie poczułam jak by ktoś mnie obserwował. Przyspieszyłam kroku. Weszłam do parku i zaczęłam biec. Nikogo już w nim nie było. Poczułam ból w nodze i na plecach. Przyspieszyłam i jeszcze trochę podbiegłem, ale w końcu upadła. Spojrzałam na nogę miałam na niej śladu pięciu pozorów. Słońce już całkiem zaszło. W ciemnościach zobaczyłam parę pomarańczowych oczu.
-Witam.- usłyszałam chrapliwy głos. Wstałam (ranay już nie było.)
-Żegna.- Warknęłam.
-Już się żegnasz? Naprawdę?- spytał drwiąco.
-Tak. Slejs.- dodałam to ostatnie przez zaciśnięte zęby. Podszedł bliżej i złapał mnie za kurtkę.
-Taka mała a taka denerwująca.- warkną.
-Dziękuję.
-I jaka bezczelna.- walnął mnie w twarz. Wyrwałam się mu i zaczęłam uciekać. Poczułam że trzyma mnie za kurtkę. Zajęłam ją i zaczęłam biec dalej. Poczułam ból w ręce. Spojrzałam na nią krew poplamiła bluske.
-Slejs wierz że jestem Wilkenem i że rany zadane przez ciebie zaraz mi się goją.- krzyknęłam ze śmiechem. Nie usłyszałam odpowiedzi. Poczułam jeszcze ból w plecach. Przyspieszyłam w biegu i wskoczyłam w zarośla. Słyszałam że Slejs przebiega koło nich i biegnie dalej. Poczekam parę minut, odetchnęła z ulgą i wyszłam z krzaków. Skierowałem się w.stronę przeciwną w którą pobiegł ten szatan. Gdy tak szłam zaczął kupić deszcz. Gdy wychodziłam z parku rozpadło się na dobre. Lało jak by ktoś wylewał wodę z wiadra na miasto, a ja nie miałam kurtki a dom pani Smit był na drugim końcu miasta. Szłam tak w poszarpanych ubraniach gdy usłyszałam czyjś głos.

<Ktoś?>

Od Hiro do Gogo

H: Wyjdź mi z domu.
G: Ale Hiro... Pozwoliłeś mi!
H: Ale jemu nie!
W tedy wyszli. Byłem wściekły. Ten durny blondas zabiera mi Gogo i jeszcze chce jechać na alaske!
Wywaliłem z komputera projekt hełmu dla Gogo. Kontynuowałem projektowanie mojego "Psa-robota" nad którym myślę od dawna. Wreszcie skończyłem:


Zamknąłem lapka i poszedłem na miasto. Ze starego vana Gogo słyszałem piosenkę. Nagle z vana wyszła Gogo i ten blondas. Założyłem kaptur i poszedłem w przeciwną stronę.
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

- Eh...
- Gogo co mu jest?
- Pewnie myśli że jak mam ciebie to jest sam...nie dziw mu się. Jego rodzice umarli jak był mały a już jakiś czas temu umarł jego starszy brat...ma tylko Baymaxa i Ciocie...no i mnie. Ale teraz myśli że jest sam...
- Dobrze go rozumiem.
- Pójdę do niego.
Poszłam do tego jego drzewa. Wspięłam się.
- Gogo zostaw mnie...
- Młody wysłuchaj mnie...to że Len żyje nie znaczy że zostałeś sam. Nic się nie zmieniło - zawsze będziemy przyjaciółmi. A Len stara się też z tobą zaprzyjaźnić. Ale dobrze zostawię cię jeśli to ma ci poprawić humor.
Zeskoczyłam z drzewa i poszłam do Lena.
- No i jak?
- Nic.
- Przejdzie mu.
- Pewnie że przejdzie. Twoja gitara nadal jest w naszym starym wanie. Idziesz po nią?
- Ba!
Poszliśmy do naszego starego "Domu". Len zabrał gitarę. Poszliśmy do garażu Hiro.
- A młody się nie obrazi?
- No coś ty. Nie obraził się jak tu spałam bo nawet mnie nie zauważył.
Wyciągnęłam z torby gitarę i zaczęłam grać naszą ukochaną piosenkę duetową.

(I teraz tak, te słowa co mają kolor Niebieski śpiewa Len, te co mają kolor Fioletowy śpiewam ja a to co ma kolor Żółty to śpiewamy razem :D)

Tell me everything that happened
Tell me everything you saw

They had lights inside their eyes
They had lights inside their eyes

Did you see the closing window?
Did you hear the slamming door?

They moved forward, my heart died
They moved forward, my heart died

Please, please tell me what they look like
Did they seem afraid of you?

They were kids that I once knew
They were kids that I once knew


I could say it, but you won't believe me
You say you do, but you don't deceive me
It's hard to know they're out there
It's hard to know that you still care
I could say it but you wont believe me
You say you do but you don't deceive me
Dead hearts are everywhere
Dead hearts are everywhere

Did you touch them, did you hold them?
Did they follow you to town?

They make me feel I'm falling down
They make me feel I'm falling down

Was there one you saw too clearly?
Did they seem too real to you?

They were kids that I once knew
They were kids that I once knew


I could say it, but you won't believe me
You say you do, but you don't deceive me
It's hard to know they're out there
It's hard to know that you still care
I could say it but you wont believe me
You say you do but you don't deceive me
Dead hearts are everywhere
Dead hearts are everywhere


I could say it, but you won't believe me
You say you do, but you don't deceive me
It's hard to know they're out there
It's hard to know that you still care
I could say it but you wont believe me
You say you do but you don't deceive me
Dead hearts are everywhere
Dead hearts are everywhere

They were kids that I once knew
They were kids that I once knew
Now they're all dead hearts to you
Now they're all dead hearts to you

They were kids that I once knew
They were kids that I once knew
Now they're all dead hearts to you...

I wtedy do środka wlazł Hiro i od razu powiedział:

<Hiro?> 

Od Hiro do Gogo

No super nieżyjący - żyje. Potem oni się... BLE... pocałowali!
H: To ja może sobie pójdę...
Wyszedłem. Łaziłem z Baymax'em po mieście.
B: Czemu się smucisz?
H: Teraz Gogo ma Lena... a ja sam... Wiem że mam ciebie... Ale to nie tak...
Nagle wpadłem na tego blondasa i Go.
L: Cześć Hiro.
H: Odwal się...
G: Hiro?
H: Ty TEŻ!
Uciekłem na "swoje" drzewo.
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

Laptop Hiro wpadł mi w łapy. Coś tam miał na pulpicie...projekt mojego nowego hełmu. Muszę przyznać że był wypasiony. Młody wylądował.
- Masz lapka. - Podałam mu laptopa. - I może się pośpiesz z tym hełmem bo jest wypasiony.
- Widziałaś?!
- Jesteś pierdołom i zapomniałeś zamknąć. Ale spoko udam że nic nie wiedziałam.
Szybko się oddaliłam. Nikomu o tym nie mówiłam ale dzisiaj są moje 16 urodziny. Siedziałam sobie w domu Hiro na pufie, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Wstałam i wyjrzałam przez okno. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
- TO JEST SEN! TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA!
Dźgnęłam się w rękę widelcem. Ale...TO NIE BYŁ SEN!
- Nie nie nie to się nie dzieje! PRZECIEŻ LEN NIE ŻYJE!!!!!
Znowu wyjrzałam przez okno. ON TAM STAŁ! TO BYŁ NAPRAWDĘ LEN! Otworzyłam drzwi.
- Wybacz że tak długo to trwało kochana.
W oczach miałam łzy. Czułam że zaraz zemdleje...
- JAKIM CUDEM ŻYJESZ?!
- Opowiem ci potem. Ważne że w końcu do ciebie wróciłem...
Rzuciłam mu się w ramiona.
- Myślałam że umarłeś...że jestem sama...
- Nigdy bym cię nie zostawił samej ale...brak oddechu...Gogo nie duś mnie...
Rozluźniłam trochę uścisk.
- Tak za tobą tęskniłam...ale nie mogę uwierzyć że ŻYJESZ!
- Wtedy przed szpitalem przestałem tylko na chwilę oddychać. Jak mnie zakopałaś w tym lesie pod tymi kamieniami, znalazł mnie szaman i uratował. Przez dwa lata dochodziłem do siebie. Ale wróciłem na twoje urodziny...I mam dla ciebie prezent.
- Najlepszym prezentem jest to że żyjesz...
- Mam bilety na Alaskę...pamiętasz jak mówiłaś że zawsze chciałaś zobaczyć zorze polarną?
- Tak.
- To teraz to się spełni. Wyjeżdżamy za trzy dni i będziemy tam sześć dni.
- Ale nie musisz Len...ty żyjesz i to jest najważniejsze! - Znowu go uściskałam.
- Gogo...duszność...brak oddechu...znowu... - Puściłam go. - Nie wyglądasz na taką silną.
- A no widzisz.
Wtedy do środka wszedł Hiro. Kopara mu całkowicie opadła.
- No widzisz Hiro? Cuda się zdarzają.

<Hiro? SZOK TOTALNY XD>

czwartek, 25 grudnia 2014

Od Hiro do Gogo

H: Ja nie wiem, gówien pokonany to ja spadam.
Wsiadłem na Bay'a i odlecieliśmy. Wylądowaliśmy sobie na balonie.

(olać napis xD)
H: To co robimy?
B: Nie wiem, chcesz lizaka?
H: A daj... Zabierasz ze sobą lizaki na walkę?!
B: Tak.
Wyjąłem laptopa. Grałem w MdR na lapa gdy mi się wyślizgnął.
H: BAYMAX! LECE!
Rzuciłem się za laptopem w dół. Dogoniłem go ale chmura nas rozdzieliła. "Już po nim" Ale gdy zleciałem niżej zobaczyłem jak Gogo go łapie.
<Gogo? Jak coś lapek jest otworzony na spisie jakichś pomysłów Hira :D)

środa, 24 grudnia 2014

Od Gogo

- Ciekawe. Ty to jesteś młodym geniuszem. Ja bym na to nie wpadła.
- Heh... - Zrobił się bardziej poważny. - Myślałem że nie żyjesz...że zostałem sam...
- Mnie nie tak łatwo się pozbyć młody. No i przecież bym cie nie zostawiła tutaj na pastwę tej wielkiej białej kluchy. - Spojrzałam wściekle na Bay'a. - Anyway. Raczej szybko cię samego nie zostawię. Wiesz...w końcu przeżyłam na ulicy 11 lat. Wychowanka ulicy chyba sobie umie radzić nie?
- Raczej. A ta rana już się zrosła?
- Dawno temu.
- Serio?
- Nie na niby.
Zaczęliśmy się śmiać.
- No to co robimy drużyna?

<Ktuś? GOGO ŻYJE :D>

Od Hiro

Podeszłem do niej i dałem jej (lekko xD) w twarz.
G: EJ!
H: MYŚLAŁEM ŻE TAM UMARŁAŚ!!!
G: Ale nie umarłam!
H: Wiem... sorki
G: Heh...
B: Gogo!
G: O NIE
Bay przywalił w Gogo i wylądowali na ziemi.
B: Gogo!
H: HAHAHAHA!
G: Złaź! -.-
H: Jak tam NA DOLE?
G: Bardzo śmieszne
H: No boki zrywać.
Zeskoczyłem w dół.
K&IM&G: HIRO!!!
Rozłożyłem specjalne "skrzydła"
(brzydkie xD)
G: Nowy bajer?
H: Ta... Zwykłe pole elektro-magnetyczne podkolorowane.
<Gogo?>

Od Gogo

Po 10 godzinach bezsensownego pływania w końcu urwał mi się film. Obudziłam się sama na plaży. Moja "Tratwa" była całkowicie rozrypana. Ale niedaleko było miasto.
- Czyli nadal jestem w San Fransokyo. Tyle dobrego.
Wstałam, otrzepałam się z piachu i poszłam na miasto. Kompletnie nie znałam tej okolicy.
- Niech to diabli. Musiało mnie zmyć tak daleko...
Po dłuższym maszerowaniu a raczej superszybkim biegu (:D) zobaczyłam most.
- No to wiem gdzie jestem.
Burczało mi w brzuchu. W końcu ponad 10 godzin jadłam...nic? Dokładnie nic. Ale nie zniżę się do ponownego grzebania w śmieciach.
- Albo coś kupię albo wytrzymam jakoś.
Na szczęście znalazłam całkiem świeżą bułkę. Zjadłam sobie w spokoju i szłam dalej.
- Młody pewnie myśli że umarłam. Niezłą mu zrobię niespodziankę.
Szłam i szłam i szłam...wreszcie dotarłam. Ujrzałam naszą grupkę walcząca znowu z tym gówienowem. Hiro był mega wkurzony. Wszyscy dzielnie walczyli ale zostali pokonani. Wspięłam się na dach i rzuciłam w gościa dyskiem. Mieli taką minę jakby zobaczyli ducha. Najbardziej szczęśliwy był jednak Hiro.
- Wybaczcie że tyle musieliście czekać.

<Hiro? Szok? :D>

Od Hiro

Gogo nie wracała a wyspa zatonęła. Nagle zobaczyłem jej pobity hełm... Podniosłem go
H: Gogo...
K: Hiro? Co się stało?

(ten hełm to żółty xD)
Zabrałem hełm do domu. Postawiłem go na szafce i usiadłem na oknie.
B: Hiro?
H: Ona była ostatnią osobą którą miałem...
B: A ja?
H: Ty jesteś robotem... ale w sumie... ale czemu akurat ona...
Położyłem się na parapecie. Długo wyglądałem za okno ale po jakiś 2 godz. odleciałem.
<Ktosieły? GOGO ŻYJ!>

Od Gogo do Hiro

Hiro coś tam krzyknął ale po chwili straciłam z nim kontakt. 
- Cholera jasna...Rozdzielamy się! 
Iron Man poleciał do innego korytarza a ja tam skąd dobiegał sygnał. Zobaczyłam tego gówienowa. 
- Spotykamy się po raz ostatni! 
Już miałam w niego rzucić, kiedy zobaczyłam że on trzyma Hiro. 
- Nawet nie podchodź! 
Stanęłam jak wryta. Baymax leżał w kącie z rozładowaną baterią. 
- Jeszcze jeden krok a ten mały pożałuje. 
- Puść go! 
Podbiegłam do niego tak szybko, że byłam niewykrywalna dla oka. Wyrwałam mu dosłownie z łap młodego. 
- Wszystko w porządku? 
- Ta...Khe, khe...nic mi nie jest. 
- Zajmij się Bay'em! 
Rzuciłam w ryj tego gościa dyskiem. 
- To koniec Denaki! 
- Dobra...niech ci będzie... - Nacisnął czerwony guzik i odleciał.
- SYSTEM SAMO DESTRUKCJI! - Powiadomiłam Iron Mana i Kiare. Szybko przylecieli i zabrali młodego i Baymaxa. 
- Gogo a co z tobą!? 
- Muszę go złapać! NIE DARUJE MU! 
Pobiegłam za nim ale wyleciał przez szyb. Wtedy wszystko wybuchło. W ostatniej sekundzie udało mi się wylecieć. Byłam zbyt daleko od lądu. Płynęłam na jakimś nędznym kawałku drewna. Ogarnęłam się wtedy że nie mam hełmu. Zobaczyłam go na plaży w połowie rozrypanego. 
- Nie dopłynę tam...muszę dopłynąć do jakiejś innej plaży... 
Nie wiedziałam co robić. Płynęłam i płynęłam... 
<Hiro? Macie myśleć że Gogo zginęła a potem będzie EPICKI POWRÓT :D>
 

Od Hiro do Gogo

Rzuciłem jej złe spojrzenie.
G: Oj... No złapać złapać...
H: Go!
Pobiegliśmy do Kiary i Iron Man'a. Już lecieliśmy wrzyscy.
G: Masz go?
B: Skanuję... Skanuję... Mam odczyt z pod wody.
H: Lecimy tam!
IM: Mamy jakiś plan?
G: Dorwać gościa, odstawić do kicia.
IM: Dobra.
Wlecieliśmy do jego bazy. Były tam 2 korytarze. Rozdzieliliśmy się (Gogo i Iron w lewo, Ja i Baymax w prawo)
G: Co tam? (przez nadajniki radiowe w kaskach)
H: U nas spokojnie...
Nagle zaatakował nas ten gówien.
H: ALBO NIE! DAWAJ BAYMAX!
<Gogo? Iron Man?  Tylko piszcie o tym że ktoś coś i ja nieprzytomny  -.->

wtorek, 23 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro

- Co ten szczaw znowu kombinuje...
Po parenastu minutach znowu do mnie przylazł.
- No i?
- Patrz!
Pokazał mi jakiś dokument, chyba więzienny. Na zdjęciu był ten czerwony gówien.
- Mamy go!
- Zwiał z kicia tydzień temu. Seryjny zabójca, przestępca, narkoman...można wymieniać w nieskończoność. Skazany na dożywocie. No nie dziwie się że zwiał...
- Kobieto to nie jest teraz ważne! Ważne że wiemy kim on jest! Przeczytaj tutaj! - Przyłożył mi miejsce z takim drobnym druczkiem do twarzy.
- Denaki Masino. Ciekawe...anyway! Trzeba zawiadomić resztę i to jebane gónwo rozwalić nie?

<Hiro? :D>

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Hiro do Gogo

Wcale nie gapiłem się na Kamiego ani na Gogo, paczałem na... nic? Mam rozwiązanie! Zacząłem biec.
G: Hiro?! (krzyczymy bo jeste daleko)
H: Nie teraz!
Poleciałem do garażu i odpaliłem lapka. Rozrysowałem gościa i rzuciłem w wyszukiwarkę. Znalazłem str. więzienną i że zwiał tydzień temu. Nazywa się Denaki Masino i jest winny wielu przestępstw i zabójstw. Poleciałem z tym do Gogo.
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

Zobaczyłam na ławce Bay'a tulącego Hiro. Wzięłam Mohera i wrzuciłam go na drzewo. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Baymax patrz tam na drzewo! Włochata Dzidzia.
- Włochata dzidzia!
Puścił Hiro i podbiegł do drzewa.
- Dzięki Gogo.
- No problemo. Ty czekaj to ten cholerny skurwysyn niebieski! - Popaczałam na Kamiego z kwiatami opierającego się o latarnie.  - Żeby z kwiatami przychodzić do mnie i to w dodatku w rocznicę śmierci mojego ukochanego. Pewnie myśli że będę jego dziewczyną jak mi kwiaty przyniesie. Phi...Imbecyl.
- A on nie miał się od ciebie odwalić?
- Gałgan myśli że w rocznicę łatwiej mu będzie mnie zdobyć. Pacan.
- Mam mu przywalić?
- Sama to zrobię.
Podeszłam do niego a ten od razu z takim tekstem:
- I jak, zmieniłaś zdanie?
- Hm...tak zmieniłam. - Wyrwałam mu kwiaty z łap. - Wezmę kwiaty. I spale w piecu żebyś zapamiętał, że NIGDY nie będę twoją dziewczyną! - Przyłożyłam mu, powaliłam i kopnęłam. Podeszłam do Hiro.
- Co za bezmózgi cap.
Wtedy wstał i krzyknął:
- DOBRA ALE ZAPAMIĘTAJ ŻE SIĘ ZEMSZCZĘ!
Podbiegłam do niego i kopnęłam w ryj.
- SPADAJ NA KONIEC ŚWIATA!
Dosłownie TURLAJĄC się zniknął mi z oczu. Młody miał taką minę jakby zobaczył w sklepie złotą edycje MadRiders za Free.

<Hiro? Ale ja mam teksty :D>

Od Hiro

Wstałem i podszedłem do okna. Zobaczyłem balona...
(fiem brzydkie xD)
Zeszłem do niego.
H: Baymax?
B: Odejdź Hiro... Bo jeszcze zrobię ci krzywdę...
H: To nie twoja wina
B: A czyja?
H: Tego gowienowa.
B: Naprawdę?
H: Tak
Balon mnie przytulił.
H: ... -.-
W tedy przyszła Gogo.
<Gogo? Help xD Sory za nieobecność ale święta itd.>

niedziela, 21 grudnia 2014

Od Gogo do Kiary i Hiro

Kiara gdzieś polazła.
- Gogo?
- Hm?
- Wiesz czego ten skurwiel od nas chcę?
- Wiem tylko tyle że chcę mnie zaciupać. I znowu przyszedł ten niebieski gówniarz...Z KWIATAMI! I to w rocznice śmierci Lena, no zajebie go!
Wyjrzałam przez okno. Stała tam Kiara z jakimiś dwoma facetami w jej wieku.
- Zaczekaj moment.
Zeszłam na dół i do nich wyszłam.
- No siemasz. A to twoi kumple?
- Ta to moi kumple - Nat i Woody. Chłopaki to jest Gogo.
- Witam w świecie super-bohaterów chłopaki.

<Hiro odpisujta na pierwszo część a Kiara na drugo :D>

Od Kiary do Gogo

Gogo wróciła.
-Kto to był?- spytałam
-Taki jeden.- mrukneła. Nie dopytywalam się. Hiro wciąż był nie przytomny. -Hiro obudź się.- Gogo podeszła do Hiro. -Baymax co zrobiłeś!- krzyknęła.
-Gogo spokojnie to nie jego wina.- powiedziałam -Tylko tego czerwonego i tego głupiego Slejsa.-Warknęłam.
-Fakt.- wtedy Hiro się podniósł.
-Co się stało?- spytał.
-Znów przyszedł ten cholernik.- burknęła Gogo.
-Taa. Jak będę miała okazję to rozszarpię jedne i drugiego.
-Jakiego drugiego?- spytał Hiro.
-Slejsa a kogo.-Warknęłam
-Nie no dobra.- mrukną Hiro.
-Gogo?-spytał Hiro. Ja wyszłam z garażu. Chciałam coś sprawdzić. Podeszłam do miejsce w którym znikną ten typ. Na ziemi była czarna plama.
-To jakaś tania szcztuczka.
-Kiara.- usłyszałam, co dziwne w głowie. Rozejrzałam się. Szeroko się uśmiechnęłam. Zobaczyłam nie opodal dwóch chłopaków, jeden z blond włosami i brązowymi oczami a drugi z bardzo jasnymi włosami prawie białymi i lekkim irokezem oraz niebieskimi oczami obaj w wieku 13 lat. Podbiegłem do nich i przytuliłam.
-Nat, Woody.- szepnęłam.
-My też się cieszymy. (Jak by co Nat
to ten pierwszy opis a Woody to drugi).
-Ale co wy tu robicie?- spytałam lekko się odsuwając.
-Przecież nas wzywałaś wycie duszy.
-Nie to nie ja.
-To kto.- spytał Woody. Nagle coś zawitało mi w głowie.
-Slejs mówił że sami wpadniecie mu w ręce.
-Ale on nie jest Wilkenem i nie ma tej mocy.- oburzył się Nat.
-Zawarł pakt z diabłem nie zapoznaj.
-Fakt.- wtedy do nas podszedł ktoś Jeszcze.

<Hiro,Gogo?>

Od Gogo do Kiary

To co zobaczyłam przed domem Hiro...całe życie przebiegło mi przed oczami...poczułam ten łańcuch przy nodze i te wielkie zimne łapy zaciskające się na moim gardle...jego szatański śmiech rozbrzmiewał mi w pamięci...ten śmiertelny ból kiedy mnie torturował...wymamrotałam jakieś przekleństwo przez zaciśnięte zęby.
- Gdzie Hiro?!
- Ten szczeniak już jest martwy gówniaro...
- Co?! NIE! NIE WIERZĘ!
Wtedy z garażu dobiegł głos młodego:
- ŻYJE ŻYJE ALE POMÓŻCIE BO DŁUGO NIE POŻYJE!
- Kiara pomóż mu ja się zajmę tym gównem!
Kiara pobiegła do garażu.
- Ty cholerny skurwysynu...GIŃ! - Rzuciłam dyskiem ale go złapał.
- Słabo...no to ja spadam. Na razie.
Zniknął. Pobiegłam do garażu i...Ten balon roz****ał garaż i chciał zamordować Hiro.
- CO DO CHOLERY JASNEJ TU SIĘ DZIEJE?!
Podbiegłam, otworzyłam "Baymax"owe serce" i wyciągnęłam czarny chip z czachą. Bay się ogarnął.
- Nosz kurna blada co to miało być!? HIRO!
Młody leżał nieprzytomny z rozciętym łukiem brwiowym.
- Brawo Baymax, BRAWO!
Balon zatargał go na górę.
- Cholera jasna...młody wstawaj. - Szturchnęłam go. Usłyszałam dzwonek do drzwi. - Kiara zostań z nim.
Poszłam na dół, otworzyłam drzwi.
- Witaj piękna ty moja. - Ten niebiesko-włosy żul miał kwiaty.
- Wypiepapie papierzu. - Zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Ale po chwili otworzyłam i dałam mu w pysk. - Wypierdalaj stąd.
- Oj Gogo przestań..
- WON MÓWIĘ!
Zamknęłam drzwi na wszystkie możliwe zamki.
- Jeszcze mnie Kami będzie nawiedzać...

<Hiro? Kiara? Brakus wenisławóś .-.>

Od Kiary do Gogo

Szłam se ulicą. Nagle usłyszałam czyjąś rozmowę w ciemnym zaułku. Zatrzymałam się i nasłuchiwałam.
-No, wyciągnąłem cię z tego więzienia i teraz masz nie zawalić, jasne?- ten głos należał do Slejsa.
-Jasne jak słońce szefie, ale co z tymi dwoma chłopakami.- to był ten zmutowany wilkołak.
-nimi się nie przejmuj. Szczeniaki same wpadną nam w łapy.
-Dobra, a lokalni?
-Oni? Nimi zajmie się mój znajomy, ja robię dla niego karty z wirusami, on ma je załadować i tyle, też będzie miał z tego korzyść. Pakt z diabłem ma wiele dobrych stron.- rozszedł się szatański śmiech.
-A ta młoda, biała.
-Zajmę się nią osobiście, a ty idź do Wilczełykowego Hartoru i sprowadź resztę jak najszybciej, dwa szczeniaki będą nie długo.
-...- dalej nie słuchałam odwróciłam się i szybkim krokiem ruszyłam przed siebie. Gdy tak szłam spotkałam Gogo.
-Cześć gdzie się tak spieszysz?
-Eeemmm...-nie wiedziałam co powiedzieć.
-Bo tu chodzi o Slejsa, zmutowanego wilkołaka i tego gostka co się tak urządził.
-Skąd wiesz że to on?
-Umiem czytać w myślach, jedna z mocy Wilkenów.
-Jakie jeszcze masz?
-Nie teraz, teraz musimy znaleźć Hiro.
-Czemu?
-Musimy się trzymać razem, słyszałam rozmowę Slejsa i tego wilkołaka.
-O czym mówili?
-O czymś złym powiem ci po drodze do domu Hiro.
-Dobra.- ruszyliśmy. Opowiedziałam całą rozmowę.
-Nie dobrze, a ci dwaj chłopcy?- spytała Gogo.
-On mówił o Nacie i Woody'm. Najwyraźniej chcą się ze mną spotkać.
Gogo pokiwała głową. Gdy stanęliśmy przed domem Hiro, zamurowało nas.

<Gogo co to mogło być?>

sobota, 20 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro

- Jak ja z wami wytrzymuje...*facepalm* znowu go zwaliłeś Bay z drzewa...wszystko git?
- Ta wszystko ok...a ty przypadkiem nie miałaś odpoczywać?
- Być może.
- Ej to już nie żarty to są rany krytyczne, teraz na serio mogłaś zejść z tego świata.
- Ta...dzięki za wykład, ale sobie poradzę.
"Ej może młody ma racje...". Poszłam do chaty.

Następnego dnia
~~~~~~~~~~~~~~

- Wstawaj Gogo!
- Nie chce mi się...
- No wstawaj leniu!
- Nie wstaje... - Od samego rana miałam w oczach łzy.
- No dobra...Baymax, idziemy!
- Biegnę!
Wyszli gdzieś a ja zostałam w domu. Wyciągnęłam z torby zdjęcie moje i Lena...w jednej chwili wszystkie wspomnienia z nim związane przebiegły mi przed oczami...nie zauważyłam jak wrócił Hiro.
- Co jest?
- Nic...
- Z tym kitem to idź gdzie indziej. Gadaj.
- Ach...dzisiaj jest rocznica...
- Czego rocznica?
- Śmierci Lena... - Wzrok miałam wbity w ziemię.
- Oo...ni..nie wiedziałem...
- Nie twoja wina. Skąd miałeś wiedzieć...Idę na miasto. - Wstałam i założyłam bluzę. Wyszłam. Ale na mieście spotkałam Kiare.

<Kiara?>

Od Hiro do Gogo

B: Przytulaski ^.^
H: Bay... *facepaw*
B: Odnotowałem wzrost hormo...
H: Tobie już dziękujemy!
Wypchałem balona za drzwi nałożyłem bluzę i wyszedłem.
H: Normalnie żyć nie można...
Wlazłem na jakieś drzewo i zacząłem grać na PSP. W tem drzewo się zatrzęsło i spadłem. Lecąc w dół wpadło mi 1 słowo do głowy "Baymax" Ale nie był sam.
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

Nie wiedziałam co się działo...czułam tylko jak mnie przenieśli na wyrko...znów strasznie się bałam...ale musiałam dać radę...postanowiłam pogrążyć się we śnie...

Sen Gogo
~~~~~~~~~~~~

W oczach miałam łzy. Przytuliłam mojego ukochanego Lena...
- LEN! NIE ODCHODŹ PROSZĘ CIĘ! LEN!!! NIE ZOSTAWIAJ MNIE SAMEJ!!!!!!
I wtedy on odszedł...
- NIEEEEEEEEEEEE!!!!!!

~~~~~~~~~~

- Len...Len...NIE! - Nagle się obudziłam.
- Gogo?! - Młody też się obudził bo odleciał. - ŻYJESZ!
- Tak...żyje...kto by pomyślał że koszmar uratuje mi życie... - W kącikach oczu miałam łzy.
- Gogo ty płaczesz?
- Co...nie tylko oczy mi się pocą... - Otarłam łzy. - To ze stresu...
- Komu innemu ten kit wciskaj.
- Dobra...to przez ten koszmar...nic na to nie poradzę...to tak mi się wryło w pamięć...to tak jest - kto raz poznał miłość a potem ją stracił...inaczej patrzy na życie...ja tak mam...dobrze wiem co to ból...ty zresztą też...
- Tadashi...
Przytuliłam go.


- Pamiętaj że Tadashi jest tutaj...zawsze masz też mnie...


<Hiro? To się robi zbyt słodkie lub zbyt dziwne .-.>


Od Hiro do Gogo

H: GOGO! A TY CO TAK STOISZ POMÓŻ JEJ!
Przeskanował.
B: Przykro mi ale nie mogę.
H: CO?
B: Ma krytyczne rany i tylko sama może sobie poradzić.
H: WYLECZ JĄ!
B: Nie mogę.
H: Chociaż spróbuj...
B: Hiro... to może jej zaszkodzić.
H: Gogo... nie rób mi tego...
Bay zaniósł ją na górę. Nie wiedziałem co robić... Usiadłem na ziemi i zacząłem "coś" budować. Po jakimś czasie odleciałem.
<Gogo? NIE RÓB MI TEGO!>

Od Gogo do Hiro

Wyszłam na miasto za Hiro. Ostatnie co widziałam to tego dupka spierdzielającego przed Hiro i Bayem.
- Dzięks młody.
- Nie ma problema. Ale serio masz porąbane przyjaźnie.
- Jakiś masz z tym problem?
- No nie...
- Więc się nie czepiaj. I jeszcze raz dzięki. Ale i tak pójdę mu przywalić w ryj.
Pobiegłam do tego żula.
- Witaj zboku.
- Zostaw mnie!
- Jak ci przywalę. - Złapałam go za koszulę i przyłożyłam mu w mordę. - Teraz dam ci spokój.
Kopnęłam tylko jeszcze w niego starą puszką i sobie poszłam.
- Szmata...dobrze wiedział że w moim życiu był tylko Len. Nie będzie drugiego faceta... (Kiedyś będzie :D Z naciskiem na KIEDYŚ XD)
Przechodziłam akurat blisko uliczki w której to nie zaliczyłam mało zgona...i wtedy coś mi zatkało usta i pociągnęło do tyłu. Potem jakby ktoś mnie walnął patelnią w łeb czy czymś...obudziłam się w pustej sali z nogą przywiązaną łańcuchem do ściany. Nie miałam na sobie zbroi.
- Cholera...Gdzie ja jestem...?
- Witam. - Ktoś się odezwał. To ten gówienow co mi rozrypał bok! - Jak się czujesz?
- A ty to kto możesz mi powiedzieć łaskawie?!
- Nie twoja sprawa gówniaro.
- Sukinsyn...
- Dla twojej informacji - ta blizna którą mi zostawiłaś, w moich stronach jest uznawana za hańbę! Zwłaszcza że taka smarkula jak ty zostawiła mi taką bliznę...to upokorzenie i hańba! Straciłem honor!
- Em...jaki honor gówniaku?
- Ty suko...jest jeden sposób żeby zmazać te plamę...
- Mianowicie?
- Zabić cię.
- Dziękuje ale nie skorzystam. I tak się ciebie nie boje.
Jakby łańcuch przywiązany do mojej giry pękł. Chciałam uciec ale... Wtedy urwał mi się film. Obudziłam się znowu w tej sali i znowu z tym durnym łańcuchem na nodze.
- Ty skurwysynu...wypuść mnie!
- Nie.
- Ty ku*wo...
- Dobra daruje ci tą śmierć.
- Dziękuje.
- Najpierw cię po torturuje.
- TY SOBIE CHYBA JAJA ROBISZ NIE?
- Hm...nie.
- Dobra chcę mieć to z bańki...a co tam wiele w życiu swym przeżyłam dawaj no!

Po 24 godzinach makabrycznych tortur .-.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Oprócz odniesionych potwornych ran to moja psychika została nienaruszona. Byłam prawie cała zakrwawiona i obolała. Oddychałam też z wielkim trudem.
- Dobra...to teraz mnie wypuść...
- Jedyny sposób by zmazać plamę na honorze...
- Którego i tak nie miałeś...
- ...to cię zabić już mówiłem.
- Błagam zlituj się...
- Żeby było zabawniej to zrobię to na oczach tego szczeniaka.
- Co...? Ty bezduszny draniu...
Tą swoją wielką zimną łapą złapał mnie za szyje. Praktycznie nie mogłam oddychać.
- Ty...cholerniku...
Nie mogłam już prawie oddychać więc nic nie mówiłam żeby oszczędzać tlen. Ten gówien mnie zawlókł do chaty Hiro. Młody chyba się o mnie martwił bo jak tylko mnie zobaczył to wybiegł przed dom. Ale nie był tak szczęśliwy jak zobaczył tego gówienowa...
- No witaj szczeniaku.
- Puszczaj ją!
- Hm...nie...ta blizna którą zostawiła mi na twarzy to hańba! Więc teraz musi zginąć.
- Baymax...
Pojawił się Bay w zbroi.
- Ani kroku dalej bo dziewczyna zaliczy zgona!
Hiro stanął w miejscu i się nie ruszył.
"W co ja się wpakowałam...ta cholera mnie zabije na bank...no to chyba koniec..."
W jednej chwili wizja się zamazała a ja nie mogłam oddychać. Wtedy ten durny gówien dostał czymś w ryj i mnie puścił a sam zniknął. Ledwo oddychałam...upadłam na ziemie i straciłam przytomność.

<Hiro? Bosz ja jestem jakaś chora psychicznie .-.>

piątek, 19 grudnia 2014

Od Hiro do Gogo (sory za nieob.)

H: Ależe kto?
G: Aoi Kami!!!
H: Znowu jakiś chińczyk? i do tego niebiesko włosy... Masz porąbane przyjaźnie.
Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
AOI: Przyszedłem do mojej Gogo.
H: Spierdalaj.
Zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem. Ale otworzyłem.
H: Wynocha mi z pod chaty.
I znowu zatrzasnąłem.
Gogo była wściekła.
H: Ide sobie na miasto. Klucha idziemy!
B: Biegnę.
Na mieście zobaczyłem tego chinczyka
A: Ty kurduplu! roz*ierdalasz mi związki więc teraz cię zaboli!
H: Myślisz?
Wyszedł Bay w zbroi.
H: Słuchaj, mam ciekawsze rzeczy do roboty więc idziemy na układ? Ja cię nie skrzywdzę - ty odwalisz się o Go.
A: d...obbr...a.... AAA!
I tyleżeśmy go widzieli.
<Gogo?>

środa, 17 grudnia 2014

Od Gogo

A ten się znowu zawiesił. Pomachałam mu ręką przed twarzą.
- Hello! Ziemia do Hiro! Odbiór!
- Co gdzie jak!?
- Znowu się zawiesiłeś. Dobra nieważne... spróbuj rozpracować tego gówienowa a ja idę na miasto...Muszę coś załatwić czy coś..
- Ekhem! Czy COŚ?
- Ty mi nie mówisz co robisz po nocach to ja nie mówię tobie. Proste? Proste.
Zjechałam po ścianie i wleciałam do uliczki. Byłam umówiona z kumpelą. Czekała tam na mnie.
- Siemasz Gabriela.
- Gogo!
- Ile to się nie widziałyśmy?
- No nie widziałyśmy się odkąd Len...
- Nie przypominaj mi...
- Sorry...
- Spox. Bosz jak ja tęskniłam za twoją wiecznie uśmiechniętą faciatą i tymi rudymi włosami.
- Hehe...
- I za twoją ciapowatością... - Spojrzałam na mocno zranioną nogę. - Co, to jest?
- A to po tym jak mnie potrąciło.
- ŻE CO ZROBIŁO?! Znaczy że samochód cię potrącił?!
- Tak ale lekko.
- Ej no weź się chociaż trochę wkurz!
- Wkurzać się? Ale dlaczego! Pan kierowca nie zrobił tego specjalnie!
- O bosz... *Facepalm* i za tym jedynie w tobie NIE TĘSKNIŁAM!
Wtedy kątem oka zobaczyłam gościa z niebieskimi włosami. To też mój kumpel.
- Kami!
- Tomago!
Gabi była zdezorientowana.
- Co jak gdzie?
- A sorki...To mój kumpel - Aoi Kami.
Aoi jak tylko spojrzał na Gabi to się chyba zakochał. Usiadł obok niej i zaczął miziać jej włosy...potem te jego drętwe teksty...
- Miło mi cię poznać piękna młoda damo. Zdradzisz mi swoje imię? - I wtedy pocałował ją w rękę. Gabi się zaczerwieniła. Zabrałam go od niej.
- AOI! CZY MASZ POJĘCIE CO WYCZYNIASZ?!
Przekręcił łeb i spojrzał mi w oczy.
- Teraz jak na ciebie patrzę z bliska Gogo, to wydajesz się znacznie piękniejsza.
- CO!?
To co zrobił potem...nie będę o tym mówić. Ale tak się wkurzyłam że wzięłam stojącą tam starą ławkę i nią w niego rzuciłam. Ale zrobił unik.
- TY ŁAJDAKU! JAK MOGŁEŚ TY SZMATOOO!!!! - Znowu próbowałam w niego rzucić. - GIŃ!
- CO U LICHA?! NIE RÓB TAKIEGO RABANU Z POWODU JEDNEGO POCAŁUNKU W POLICZEK!
- STUL PYSK!!!!! - Rzuciłam po raz kolejny ale ten uciekł. Gabi podbiegła do mnie.
- Co się stało? Gdzie on jest?
- DUŻO WAŻNIEJSZE JEST TERAZ TO, ŻE PRZEKLĘTY KAMI JUŻ NIGDY NIE ZAZNA SPOKOJU!!!!!!!!!!!!! ON DOBRZE WIE ŻE W MOIM ŻYCIU BYŁ JEDEN CHŁOPAK I DRUGIEGO NIE BĘDZIE! (Będzie będzie kiedyś KIEDYŚ :D)
- Gogo...
- Sorki za ten wybuch złości...ALE TA SZMATA POCAŁOWAŁA MNIE W POLICZEK DO CHOLERY! Spadam stąd!
Byłam tak wściekła że wyrwałam z ziemi parkometr i zaciągnęłam do chaty Hiro. Jak go zobaczył...
- Czy ty naprawdę wyrwałaś parkometr z ziemi?
- TEN PRZEKLĘTY NIEBIESKO WŁOSY DUPEK MNIE POCAŁOWAŁ!!!!!!!!!!!!!!!

<Hiro? Gogo to demon :D>

wtorek, 16 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro

- Wait...Bay go zeskanował?
- Tak!
- Kurde zajebiście!
- No! A co z tą raną?
- To durne rozcięcie...
Baymax się wtrącił.
- To poważna rana cięta.
- Em...mam to gdzieś? Przeżyłam dźgnięcie mnie nożem w serce. To przeżyje też. Wracając - skoro gość jest zeskanowany to będzie łatwiej nam go rozpracować nie?

<Hiro? NOSZ KURDE WENA MI WYCIEKA! :__:>

Od Hiro do Gogo

B: Masz poważną ranę ciętą.
H: Mam świadka.
G: Zostawcie mnie!
H: Dobra idziemy Baymax
Polecieliśmy do garażu gdzie zabrałem laptopa i notes.
H: Dobra lecimy
Wylądowaliśmy na 5 co do wielkości budynku.
H: Zacznijmy od tego kim był ten koleś.
B: Kosmitą.
H: Wątpię... Prędzej ma bazę w kosmosie...
B: Może.
H: Nic o nim nie wiemy...
B: Ma grupę krwi AB...
H: PRZESKANOWAŁEŚ GO?!
B: Tak.
H: To go mamy!
G: Ależe kogo?
H: AAA! Zawału dostałem! NIE tak sie tyko mówi Baymax!
<Gogo?>

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro

Szybko pobiegłam do Hiro. Widziałam jak spadał ale Bay go złapał. Podbiegłam.
- Wszystko w porządku!?
- Tak, nic mi nie jest.
- Dobra... - podeszłam bliżej do gówienowa. - Słuchaj no mnie ty dupku!
- Cooo?
- Tak ty! Do ciebie mówię! Pytanie pierwsze - CO TO JEST? - Pokazałam na kartę którą trzymał w łapie.
- A nie twój zasmarkany interes smarkulo!
- Dobra ok....pytanie drugie - CZEGO CHCESZ DEBILU!?
- Nie twoja sprawa!
- Jasne spoko...ostatnia sprawa - JESZCZE RAZ COŚ TAKIEGO ZROBISZ TO CI LUDNOŚĆ BĘDZIE STAWIAĆ KWIATKI!
- Boje się ciebie akurat! HAHAHAHAHAHAHAHHAHA!
- Śmiej się śmiej...
Pobiegłam po ścianie i rzuciłam dyskiem.




Dostał w mordę i trochę go zadrapało.
- TY GÓWNIARO JEDNA!
- Jak mnie nazwałeś?
- Dobrze słyszałaś.
- Dość tego!
Wzięłam pierwszy lepszy sznur i chciałam go związać, ale ten mnie czymś walnął i rypłam w ścianę. Nie wiem skąd wzięła się krew.
- O ty chamie...tak mną rzuciłeś że aż mi bok rozciąłeś...POŻAŁUJESZ!
Ledwo udało mi się wstać. Rzuciłam dyskiem i zostawiłam mu duuuużą bliznę na twarzy.
- ARGHH!!! JESZCZE TU WRÓCĘ!
Uciekł. Upadłam i złapałam się za bok.
- Gogo nic ci nie jest?
- Nie to tylko rozcięcie...
- Wygląda poważnie.
- Oj daj spokój Hiro!
Wstałam na nogi.
- Widzisz! Żyje.


<Hiro? Brakus wenisławós total again... :___________________________________________: >

Od Hiro do Gogo

H: Nie wierze że to mówie... Baymax idziemy.
B: Biegnę!
Poszliśmy do garażu. Gdy ubierałem zbroję hełm mi się wyślizgnął i udeżył w bok.
H: sss...aaa... shite!
G: Wrzystko gra młody?
H: Ta... jasne...
B: Odnotowałem mocne obicie na prawym boku.
H: No co ty nie powiesz?! Nie myśl sobie że zapomniałem... IDZIEMY!
Weszłem na Baymax'a. Dogoniliśmy go.
JG: Tego szukasz chłopczyku?
Wysunął czarny chip.
H: A więc to ty!
Zachichotał i wsiadł na latający skuter.
JG: Jak tylko podłoczę TO do twojego robocika to zginiesz!
H: TAK?
Wzlecieliśmy. Walczyliśmy w powietrzu. "Cholera... Ten bok..."
Nagle on podleciał i kopnął mnie w bok. Spadałem. Tuż nad ziemią złapał mnie Baymax.
H: Dzięki...
B: Nie ma sprawy ^.^
Nagle podjechała Gogo.
<Gogo?>

Od Kiary do Gogo

Trochę się zmieszałam.
-Słuchaj to trochę długa historia, i by wszystko zrozumieć będę musiała nie tyko to powiedzieć.- westchnęłam.
-Dobra mów.
-Więc L.S. To skrót od Lucas Scale( czyt. Slejs). Choć wszyscy którzy go znają mówią po prostu Slejs .
-Dobra ale kto to taki i co on takiego robi.
-Pytałaś się tego strażnika co się stało?
-Tak.
-Wiec już wiesz jak wygląda. On razem z pewnym dr. Gruberem prowadził badania nad istotami zmienno kształtnymi czyli likantropami. Ale niestety podczas badań ugryzł go ieden z wilkołaków i aby się nie zmienić wstszykiwał sobie odtrudke a to zaowocowało tym. No ale jego charakter też się zmienił, zaczął mutować geny i sprawił że wilkołaki w wilczej postaci chodziły na dwóch nogach i stały się maszynami do zabijania. Później odkrył pewien gatunek Wilkeny.
-Co to?
-Później powiem teraz słuchaj. Więc Slejs chciał stworzyć chybryde Wilkena i wilkołaka, niestety młode były słabe i odrazy umierały. A żeby pozyskać najlepszy gen Wilkeny tżeba było go pobierać z kory mózgowej. W końcu prawda wyszła na jaw i ja z Netem i Woody'm powstrzymalismy go. Dr. Gruber zginą rozszarpany przez wilkołaki a Slejsa postrzelilismy srebrną kulą w serce, ale on zawarł pkt z diabłem i stał się nieśmiertelny drań jeden.
-Aha, a te Wilkeny.
-Wilkołak to człowiek z umiejętnością zmiany w wilka, a Wilken to wilk z umiejętnością zmiany w człowieka.
-Aaa.
-No a ja Nat i Woody jesteśmy wilkenami.
-Skoro tak do dlaczego nie trzymajcie się razem?- spytała. Zacisnęłam pięści.
-Bo gdy byliśmy razem z jedną z nie licznych watah Wilkenów Slejs zaatakował nas, przez to musieliśmy się rostać.- nagle coś poczułam.
-Ja idę pa Gogo.- i szybko pobiegłam w stronę zapachu. Po jakimś czasie go zgubiłam. Usłyszałam wybuch. Gdy pobiegłam na miejsce zobaczyłam Gogo, Baymax'a trzymającego Hiro na rękach. Postanowiłam że jednak nie będę się mieszać. Podeszłam do rozwalonej sciany. Zobaczyłam że leży tam mały chip. Podniosłam go. Wydawał się normalny ale gdy się bliżej przyjrzałam zobaczyłam symbole L.S. Cicho Warknęłam i schowała chip w kieszeń.
--Po paru minutach spacerowania--
Podeszłam pod dom Hiro. Cicho weszłam do środka. Zobaczyłam Baymax'a
-Gdzie Hiro?
-Na w pokoju razem z Gogo.- westchnęłam. Nieśmiało Weszłam do pokoju.
-Cześć Kiara.- przywitała mnie Gogo.
-Cześć.
-Ci się stało?- spytałam
-Na tym chipe zgadnij kogo inicjały widnieją.
-L.S.
-Brawo.- Hiro patrzył lekko zdezorientowany.
-Gogo wyjaśnij proszę.- Gogo zaczęła wszystko opowiadać.

<Gogo? Hiro? Nowy wróg to Lucas Slejs ;)>

Od Gogo do Hiro

Zostawiłam Hiro samego na zaledwie dwie minuty a ten się drze...
- GOGO!
- CZEGO!?
Weszłam po schodach na górę.
- Czego znowu?!
- Patrz przez okno to się dowiesz!
Zobaczyłam jakiegoś kolesia jak z gwiezdnych wojen.
- Pytanie za sto punktów - Co to za kapitan gówienow?
- A myślisz że wiem?
- A co on ma za kartę w łapie?
- Właśnie nie mam pojęcia!
- Mam mu przywalić czy Bay ma to zrobić? Heh...
- Oj przestań to nie jest śmieszne! On wygląda jak...
- No jak ze Star Wars'ów normalnie!
- No dokładnie.
- To co z tym gónwem robimy?

<Hiro? Nosz kurde cholewka TOTAL BRAKUS WENISŁAWÓS :_________________: >

Od Hiiro do Gogo

H: Postaw na oknie...
Mh: Miau.
H: Cześć MoheAAA!!!
Kot wskoczył mi na brzuch a ja go zepchnąłem. Gogo sie zaśmiała.
G: Widać koty cię lubią.
H: Bardzo śmieszne... Gdyby tobie 2 tonowy robot przywalił to też byś się śmiała?!
Gogo przewróciła oczami i wyszła. Próbowałem jakoś wstać. Nawet mi się udało...
B: Hiro?...
H: Idź sobie.
B: Ale Hiro...
H: Już!
B: Tak Hiro...
Nagle przez okno zobaczyłem kolesia który niósł taką kartę jakby Baya... Tylko czarną z czachą!

(jak coś to tatuaże i kolczyki xD)
Zawołałem Gogo.
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

Wyszłam z pokoju Hiro do tego grubasa.
- Możesz mi łaskawie powiedzieć kto ci wyciągnął ten chip lekarski?
- Nie pamiętam, to się stało tak szybko...
- Dobra. Zrób dla młodego coś do żarcia. Na bank będzie głodny jak się obudzi.
Bay ledwo co utrzymał w łapach nóż.
- *facepalm* dobra ok, sama to zrobię.
Zabrałam mu z łap nóż i odłożyłam na blat.

Po zrobieniu iście epickich kanapek :D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Poszłam z kanapkami na górę.
- Jak się masz młody?
- Spoko...
- Żarcie ci przyniosłam.

Hiro? Brakus wenisławós total :__: 

niedziela, 14 grudnia 2014

Od Hiro do Gogo

H: *drwiący szept* śpiewaczka się znalazła...
B: Zobacz włochata dzidzia na ulicy!
H: Moher! Co ty tam do diaska?!
Zobaczyłem otwarte okno i Genowefe w parku.
H: Mamy prze... BAY?!
Balon biegł przez ulicę. Szukałem go ale na darmo... "Wróci, a jak nie to się go poszuka" Ide na chate. Poszedłem do garażu. Nagle zobaczyłem kotkę.
H: O siema Genowefa... A gdzie Moher?
Gf: Miau?
Nagle usłyszałem huk i zobaczyłem zawalający się budynek.
H: Nie dobrze... Balona nie ma...
Zaprojektowałem na speeda broń do swojej zbroi.
H: Drukuj, drukuj! Ok!
Pobiegłem tam. Gogo już na miejscu ale miała minę... niespokojną...
H: Gogo?
G: To nasz Bay...
H: CO?!
Zobaczyłem balona niszczącego w zbroi miasto.
G: To twoja sprawka?!!?!!!
H: NIE!
Zobaczyłem Chip Lekarza na ziemi. Złapałem go i pobiegłem do Baymaxa. Próbowałem zmieić chip ale mnie udeżył. Chciał to powtórzyć.
H: Baymax NIE!
Poczułem ból w boku.
H: *ledwo* Bay...max...
Ostatkiem sił zerwałem się na nogi i zamieniłem chipy. Potem złapałem się za bok i upadłem... Zamknąłem oczy. Słyszałem tylko:
G: BAYMAX!!!
B: Co się stało?
G: IDIOTO!!! COŚ TY NAROBIŁ!!!
Poczułem jak balon bierze mnie w łapy. Po jakimś czasie położył mnie na łóżko. "Wstań... dalej... no dawaj..." Nie mogłem. "Wstawaj! WSTAWAJ!" Otworzyłem oczy. Byłem sam w pokoju.
<Ktosieły? Zapowiada się na nowego superwroga>

Od Gogo do Kiary

Co to znaczy że ten pchlarz uciekł...poszłam z Kiarą.
- Kiara, zaczekaj.
- Zostaw mnie.
- Słuchaj, jeżeli wiesz kto pomógł temu wilkołakowi uciec - powiedz. Zajmiemy się nim.
- On was zamorduje.
- No coś ty? Hiro ma Baymaxa a ja biegam szybciej niż światło. Nikt nie ma z nami szans.
- A powiesz mi co ci się stało że masz tą ranę?
- Być może. - Na mojej twarzy pojawił się dyskretny uśmiech.
- Dobra...To L.S mu pomógł...na 100%.
- Co za L.S?
- To już nie istotne...
- A co do rany to... - "Cholera, wstyd się przyznać...ale nie mam wyjścia." - Aby przeżyć sprzedawałam narkotyki jakimś menelom z pod mostu i ostatnio jeden o mało nie zabił mnie. Ale spoko, już siedzi.
- Acha...ok nie wnikam.
- Ale...kto to jest ten cały L.S?
- Ech...
- No mów.

<Kiara? Sorry że krótkie, brakus wenisławós :__:>

Od Kiary

Szłam ulicą do domu pani Smit. Stanęłam przed sporym parterowy domem z o wiele większym ogródkiem. Weszłam przez bramkę, od razu powstało mnie radosne szczekanie. Zobaczyłam dużego owczarka niemieckiego.
-Cześć Laki.- podrapałam psa za uchem. Laki zaczął Szczekać.
-Sory nie jestem wilkiem i nic nie rozumiem. A tak apropo gdzie jest pani Smit?- pies pobiegł za dom. Gdy szłam na ogród spotkałam dwa koty: Mgłę i Darjana. Ogród był wielki. Mieścił się tam staw z domkiem dla kaczek i gęsi, kurnik z dużym wybiegam dla kur, starania dla dwóch koni, pomieszczenie dla krów, pomieszczenie dla świń z wybiegiem, pomieszczenie dla owiec i kóz z pastwiskiem, i duże pastwisko. Oprócz tego była też szklarnia i ogród kwiatowy, oraz dużo wolnego miejsca. Pani Smit pielęgnowała kwiaty.
-Już jestem.- powiedziałam.
-To dobrze, w kuchni czeka herbata i cistaka.- weszłam do domu. Wnętrze wogóle nie przypomina domu z zewnątrz. Dom w środku był nie zwykle nowoczesny i bogato umeblowany. Wzięłam kubek i talerz z ciastkami. Weszłam do salonu wziąłem pilot i wyłączyłam TV. Akurat były lokalne wiadomości. Postanowiłam obejrzeć bo nie chciało mi się przełączać.
-Z ostatniej chwili wściekłe zwierzę atakuje przechodnia. Tu cytuję: Zwierzę wyglądem przypominało wilka ale było większe, było czarne i okropnie smierdziało. Koniec cytatu. A teraz wywiad na żywo z ofiarą ataku.- obraz na ekranie zmienił się. Rozpoznałam miejsce, było to nie daleko więzienia w którym zamkneliśmy tego wilkołaka.
-Szłam sobie ulicą gdy zobaczyłam wielkie zwierzę nad biegające z naprzeciwka. Oczy świeciły mu pomarańczowo tak jak by miał w nich roztopioną magme. Gdy był bliżej zobaczyłam że to wilk tylko był większy i strasznie śmierdział. Był straszny.- kobieta miała łamiących się głos. W jednej chwili znów pojawił się prezenter.
-N.. N.. Nie.- szepnęłam. Ktoś może pomyśleć że to był zwyczajny bez domeny pies ale kobieta donosi że owy stwór zaśmiał się piekielnie. - Pilot wypadł mi z ręki. Usłyszałm kroki pani Smit. Podniosłam pilot i jak by nigdy nic zaczęłam pić cherbate.
-Będziesz wychodzić?- spytała gdy weszła do salonu.
-Raczej tak...- odparłam.
-Dobrze to ja nie zamykam drzwi.- powiedziała i wyszła. Wypiłam do końca cherbate, wyłączyłam telewizor, odniosłam kubek i talerz z ciastkami do kuchni, szybko nałożyłam kurtkę i trampki i wyszłam. Poszłam od razu na miejsce wywiadu. Pani już nie było Zobaczyłam tylko odjeżdżającą ciężarówkę. Podeszłam na miejsce całego zdarzenia. Nagle usłyszałam wybuch w okolicy. Jak Strzała pobiegła w kierunku wybuchu. Gdy przebiegałam koło więzienia w którym siedział wilkołak zobaczyłam dziurę w miejscu w którym powinny być drzwi. Weszłam do środka zobaczyłam strażnika siedzącego pod ścianą.
-Co się stało?- spytałam.
-Był człowiek ale taki dziwny. Śmierdzał okropnie. Miał uszu i ogon wilka. Ręce i nogi miał też jak wilk. Skórę miał siną z żółtymi i zielonymi plamami, gdzie nie gdzie miał futro. Oczy miał pomarańczowe.- powiedział.
-Czu coś do pana mówił?
-Tak gdy wszedł powiedział ,,Dzień dobry" i gdy wychodził powiedział ,,Dziękuję, dowodzenia".
-Nic się panu nie stało?- nic nie odpowiedział. Wyjęła telefon i
zadzwoniłam po karetkę. Później przeszłam do drugiego Pomieszczenia gdzie mieściła się cela wilkołaka. Zobaczyłam zniszczoną kratę, była rozerwana. Między odłamkami zobaczyłam kartkę, wzięłam ją było tam napisane ,,Dla pewnej Białej Wilczycy: długi się nie widzieliśmy i nie rozmawialiśmy, nie martw się nie długi się spotkamy. L.S.". Zgniotłam kartkę i rzuciłam ją o ścianę. W tym momęcie usłyszałam sygnał karetki i głos Hiro.
-To tu.- powiedział. Gdy wszedł trochę się zdziwił
-O Kiara już jesteś?- spytała Gogo.
-Tak.
-Co się stało?- spytał Hiro. Wskazałam na rozwaloną kratę.
-Wilkołak uciekł.
-Ale sam?- spytał
-Nie ktoś mu pomógł.
-Ale kto?- spytała Gogo.
-Ktoś.- Warknęłam.
-Kiara ty wiesz?- spytał znów Hiro.
-Nie chce o tym mówić.- Warknęłam. Wychodząc z pomieszczenia kopnełam kartkę papieru, nie wiem gdzie poleciała, nie obchodziło mnie to, nic mnie nie obchodziło. Wyszłam z więzienia, podeszłam trochę ale usłyszałam czyjś głos.

<Ktoś?>

Od Gogo

- No czekam na odpowiedź.
Młody jakby się zamyślił. Po paru minutach się otrząsnął.
- Jak z nim na co dzień wytrzymuje...sam nie wiem ale nie mam innego wyjścia.
- Hm...Idę się przejść.
Założyłam kurtkę, zapakowałam zbroje do torby (na wszelki wypadek :D) i wyszłam.
- Nareszcie przestało wiać.
Szłam sobie przez uliczki. W jednej z nich coś usłyszałam. Podeszłam tam dyskretnie, żeby się nie zdradzić. Widziałam czterech facetów, tak na oko jakieś 18-19 lat. Zobaczyłam też przewrócony wazon z kwiatami. Od razu wiedziałam co się stało. Założyłam zbrojkę, zrobiłam z mej iście zarąbistej gumy balona i do nich podeszłam.
- Spadajcie stąd menele.
- Słyszeliście gówniarę?! Każę nam spadać! HAHAHA! Życie ci się znudziło?
Milczałam.
- Odpowiedź ty su...
Kopnęłam go i przycisnęłam twarz do ziemi.
- O Fuck...załatwiła Tishiego...
- Jeszcze nie widziałem żeby ktoś był tak brutalny!
- To wariatka...
- Zamknąć się i w lewo patrz! - Pokazałam ręką na przewrócony wazon. - Pytanie pierwsze - Co to jest? Ty w środku odpowiedź! - Powiedziałam do stojącego w środku ich szeregu gościa.
- Ja? To...te kwiatki to chyba dlatego że ktoś tu umarł tak...
- BRAWO STO PUNKTÓW!
Powaliłam go na ziemię.
- Pytanie drugie - Dlaczego wazon z kwiatkami leży zamiast ładnie stać?
- No bo...jeździliśmy na deskach i go...przewróciliśmy...
- ZNOWU DOBRZE! JESZCZE RAZ SIĘ COŚ TAKIEGO POWTÓRZY TO WAM BĘDĄ LUDZIE STAWIAĆ KWIATKI! USZANUJCIE ZMARŁEGO KRETYNI!
- AAAAAAAAAAAA! PRZEPRASZAMY, PRZEPRASZAMY!
Uciekli.
- Chyba się konkretnie wystraszyli. - Ustawiłam wazon tak jak miał stać. - I pięknie. W tych czasach tacy idioci nie potrafią uszanować zmarłego naprawdę...
Wsadziłam moją zbroję z powrotem do torby. Poszłam dalej. W okolicach działek na których mieszkało sporo bezdomnych, usłyszałam jakichś hałas. To jakiś menel se puścił mega głośno muzę i do tego darł mordę. Podeszłam tam i wyłączyłam mu radio.
- Przymkniesz się czy ja mam ci zamknąć tą japę?
- Ja ci dam kurrna smarkulo! - Chciał mnie kopnąć, ale wskoczyłam mu na nogę, potem na głowę i kopnęłam.
- Wytłumaczę ci mój problem tak, że nawet taki debil jak ty łatwo to zrozumie - niektórzy tutaj chcą spać! Proste? Proste. Więc łaskawie ZAMKNIJ MORDĘ!
Zabrałam radio i wrzuciłam do ścieku.
- Ty suko...
- Mam ci to narysować? Tu chcą spać bezdomni a ty zakłócasz spokój! Jest po 23 idioto! Ok, lubię muzykę ale...PO 22 JEST CISZA NOCNA I TO SIĘ TYCZY TEŻ CIEBIE!
Kopnęłam go w ryj i poszłam sobie.
- Zachowuje się jak jakaś wolontariuszka. No ale co poradzę...dużo w życiu przeżyłam i chcę aby nikt w tym mieście nie musiał przeżywać tego co ja.
Wróciłam do chaty. Hiro już spał. Ja też zresztą zasnęłam. Gdy rano się obudziłam, wyciągnęłam z torby gitarę. (czego to laski nie mają w swoich torbach :D) Poszłam do garażu. Zaczęłam sobie grać i śpiewać moją i Lena ulubioną piosenkę.

(Wyobraźcie sobie że to śpiewa dziewczyna :D)

They say we are what we are
But we don’t have to be
I'm bad behavior but I do it in the best way
I’ll be the watcher of the eternal flame
I’ll be the guard dog of all your fever dreams

I am the sand, bottom half of the hourglass. (glass, glass...)
I’ll try to picture me without you but I can’t

'Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
If we meet forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals, immortals, immortals, immortals
Immortals...


Sometimes the only payoff for having any faith
Is when it’s tested again and again everyday
I’m still comparing your past to my future
It might be over, but they’re not sutures

I am the sand, bottom half of the hourglass. (glass, glass...)
I’ll try to picture me without you but I can’t

'Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
If we meet forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals, immortals
Immortals...

And if we meet forever now, pull the blackout curtains down
We could be immortals, immortals
Just not for long, for long
We could be immortals, immortals, immortals, immortals

Immortals...
Wtedy wlazł do środka Hiro z Bay'em.

<HIro?>

piątek, 12 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro

- Super, prąd wysiadł. Coś z tym zrobię.
Pobiegłam szybko do garażu. Korki siadły. Krzyknęłam do Hiro:
- Korki wysiadły! Masz zapasowe?!
- Ta! Są gdzieś w garażu!
Chwilkę to zajęło ale znalazłam zapasowe. Prąd wrócił. Weszłam do chaty.
- No i jak, działa?
Młody odpalił grę.
- Działa.
Usiadł i pykał w te swoje quady. Ja wyciągnęłam z mojej torby mangę "Bleach, Trylogia Śmierci: Śmierć i Truskawka" (xD)

 

 Otworzyłam na czwartym rozdziale "Why do you eat it?":

 

 Zaczęłam sobie czytać. Nawet nie wiem kiedy czytałam to na głos.
- Em...Gogo, możesz przestać czytać na głos?
Olewałam to. Byłam tak zaczytana że zapomniałam o całym świecie.
- PRZESTANIESZ?!
- ŁAAAAAAA!
Podskoczyłam.
- S...S..Słyszał mnie kto tak straszyć?!
- Ja tu próbuje grać a ty czytasz na głos jakieś durne mangi!
- Durne? Phi...Jak dla ciebie!
- Tak, jak dla mnie!
- Sam sobie kiedyś przeczytasz to to odwołasz!
- Mam czytać mangi?
- Nie musisz ale mógłbyś dla odmiany raz od świętego dzwonu, odłożyć te głupie gry i coś przeczytać!
- JA CI DAM GŁUPIE!
Złapałam go za łapę i przekręciłam na kanapę. (I rymuje i tego nie czuje)
- Dobra ok ok ok...już się nie czepiam twoich mang...
- Dziękuje. To ja się nie czepiam twoich gierek.
Ten wrócił do gry a ja dalej sobie czytałam ale już nie na głos. Wtedy na kolana wskoczyła mi Genowefa.
- Cześć kiciu. - Pomiziałam ją pod bródką. - Już chyba wiem czemu tak miauczała wcześniej. Chciała żeby ktoś ją pomiział.
Kotka zasnęła na moich kolanach. Wróciłam do czytania, jedną ręka głaszcząc kociaka po głowie. Gdy już przeczytałam kolejny rozdział, wstałam, założyłam kurtkę i otworzyłam drzwi.
- Ej gdzie idziesz?
- Przewietrzyć się trochę.
Jak wyszłam to tak mi wiatr walnął w twarz że aż upadłam.
- Albo może jednak nie.
Szybko zamknęłam drzwi.
- Zimno na dworze jak nie wiem gdzie.
- Fakt.
- Baymax, mam twoją włochatą dzidzie!
Balon zbiegł po schodach. Podałam mu Genowefe.
- Włochata dzidzia ^-^
- Bosz...jak ty z nim na co dzień wytrzymujesz?

<Hiro?>

Od Hiro do Gogo

H: A i jeszcze 1 sprawa: one NIE SĄ moje!
G: A czyje?
H: Bo ja wiem? Uuu... mamy 714.
Po jakimś czasie walki był spowrotem w kosmosie a my w domu. Gogo usiadła do gry.
H: Ej! Daj mi teraz!
G: A ty to se możesz 24 na dobę grać?!
H: Przypominam ci że to MÓJ dom! MÓJ Xbox i MOJE gry!
Gogo w tedy zeszła z konsoli i  się opamientała. Wrzuciłem na konsolę Mad Riders.
Gf: MIAUUUU!!!
H: Bay, opanuj Genowefe...
B: Idę dziudziu!
Nagle urwali nam prąd.
H: No pięknie!
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

- A ten 1000 to jakiś hardcorowy?
- I to bardzo.
- Acham ok. Jak ta durna rana się zagoi to wracam do akcji.
Wróciliśmy do chaty. Trochę mi się nudziło więc szperałam w szafce Hiro w poszukiwaniu jakichś fajnych gierek. Zauważyłam jedną z moich ulubionych.
- Te Hiro.
- Hm?
- Grałeś w Tomb Raidera?
- Raz sobie włączyłem.
- Mogę zagrać?
- Jasne.
Wskoczyłam na kanapę z padem i włączyłam grę.
- Bosz, jak ja chciałam w to zagrać.
Po obejrzeniu intra zaczęłam prawdziwą rozgrywkę. Szybko przeszłam na trzeci level.
- Ej może już wystarczy manioku?
- Ty możesz 24 godziny na dobę pykać w te swoje quady, to ja mogę 24 godziny być Larą Croft.
Wtedy coś usłyszałam. Jakiś ryk.
- To kolejny z tych twoich eksperymentów?
- Raczej tak.
Wyłączyłam grę i pobiegłam po zbroje.
- To lecimy nie? Czy będziemy tu stać jak te kołki?

Hiro? No niestety jestem tego boleśnie świadoma ;__; Ale coś z tym zrobię.

Od Hiro do Gogo

H: Ktoś musi... Poza tym nie każdy umie walczyć z potworem z prędkością światła.
G: Oh, Przestań...
B: Hiro, czemu tam się zawalają domy?
H: WTF?!
Polecieliśmy tam.



H: Czas przetestować nową zbroję Bay!
Pokonaliśmy go i wysłaliśmy do kosmosu.
B: Papa potworku!
H: Bay proszę cie *facepaw*
G: To było... dziwne...
H: 615, bardziej obawiałbym się 1000, widocznie ten ktoś czeka na odpowiednią chwilę...
<Gogo? Zdecydowanie rozpuściłaś Gogo. Gdzie ta twardzielka???>

czwartek, 11 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro

- No fakt, ci meneli siedzą...Ej czekaj...Nie no to ci ochroniarze!
- Co?
- Jak zwiałam za pierwszym razem to mnie szukali. Teraz też mnie szukają. Takie durne zasady. Dopóki się nie skończy osiemnastki a jest się taką sierotą jak ja to trzeba siedzieć w tym pieprzonym domu dziecka.
- Aaaa oni są groźni ci ochroniarze?
- Tylko dla tych którzy zwiali. Dla was są nieszkodliwi bo wy macie rodzinę... - Posmutniałam trochę.
- A co robią takim co zwiali?
- Wolisz tego nie wiedzieć.
- No dobra...
- Mogę się schować u ciebie w garażu?
- Spoko.
- Dzięks.
Wybiegłam do garażu i się tam skitrałam. Czekałam tam kilkanaście minut. Ci faceci ominęli chatę Hiro i poszli dalej. Weszłam znowu do środka.
- Nie widzieli mnie?
- Raczej nie.
- Tych pacanów łatwo wykiwać. Ostatnim razem ich tak wykiwałam jak miałam...pięć lat. To są goście mocni w gębie a tak to są tępawi. Wiesz co Hiro...chyba sprowadzam na ciebie za dużo kłopotów. Powinnam się wynieść.
- Znajdą cię i znowu zamkną.
- Ci palanci mnie znajdą? Serio? Tak myślisz?
- No...
- No właśnie.
- Ale co zrobisz jak cie znajdą?
- A czemu się tak o mnie martwisz?

<Hiro? Weno wróć ;________; >

Od Hiro do Kiary

H: No więc co się stało?
Powiedziałem zaspany.
K: Szukają Gogo!
G: Że mnie?
K: Tak! 2 faceci!
H: Ale Pit i jego brat są w pudle... Gogo masz mi coś do powiedzenia?!
<Gogo?>

Od KIary

Szłam sobie ulicą, wieczór był ciepły. Przechodziłam właśnie koło domu dziecka, wyszli z niego jacyś dwaj mężczyźni. 
-Musimy ją znaleźć. 
-Nie mogła odejść daleko. 
-Czekaj jak ona miła na imię? 
-Coś na G... G... G...G... Już wiem Gogo. 
-Tak, dobra szukajmy jej.- mężczyźni poszli sobie. 
-,,Musze ostrzeć Gogo."- pomyślałam. Weszłam do ciemnejuliczki. Oczywiście przed wejściem sprawdziłam czy nikogo tam nie ma( ciągle miałam w głowie ten sen). Zmieniłam się w wilka i zaczęłam biec do domu Hiro. 
-Złapie cie ty kundlu.- usłyszałam za sobą. Ni pięknie jeszcze chycel. Przyspieszyłam i zaczęłam biec slalomem. Po paru minutach zgubiłam go. Dobiegła do domu Hiro. Na ulicy było mnóstwo ludzi. Nie mogłam zmienić się w człowieka.-Mam nadzieje że Hiro się nie pogniewa.- pomyślał i zaczęłam lekko drapać w drzwi domu. 
-Tu jesteś.- usłyszałam. 
-POSPIESZ SIĘ.- krzyknęłam. Oczywiście ludzi słyszeli to jako głośne szczeknięcie, i zaczęłam mocniej drapać w drzwi. Nagle owe drzwi się otworzyły i wpadłam do środka. 

<Hiro? Gogo?>

Od Hiro do Gogo

B: Cześć Hiro.
H: Co tam u Genowefy?
Powiedziałem rzucając się na pufę z padem.
B: Śpi.
Włączyłem sobie grę ,,MadRiders"
G: Ty znowu w te quady?
H: Nie podoba się to wyjdź.
Gdy Gogo trochę przysnęła wymknąłem się do garażu. Zacząłem projektować zbroję dla Baymaxa. Tamta leży na dnie morza... Ok. 12 w nocy zabrałem go do przymiarki.
H: Idealnie.
B: Uuu nowe stalowe ciuszki ^.^
H: Bardzo ś m i e s z n e... O jezus całą noc zarwaną...
Zawlokłem się do sypialni i rzuciłem na łóżko w ciuchach.

Od Gogo do Hiro

Genowefa...lepszego imienia być nie mogło. A nie jednak mogło.
- Powinna się nazywać Matylda. (xD)
- Jeszcze lepiej...
- Coś ci nie pasuje?
- Nie nie nie...
- Ej takie kity to komu innemu wciskaj! Jak ci się nie podoba to powiedz. Ej a co powiecie na Raven?
- A gdzie ci ona czarna?
- Pręgi ma czarne.
- Pfruuu...
- No co? A może Misty?
- No to już bardziej pasuje. Takie to to srebrzyste jak mgiełka. Ale to Bay'a kot i to on jej wybrał imię.
- Dobra już się nie czepiam. - Pomiziałam kociaka za uszkiem. - Taka mechata kuleczka.
- Fakt futerko ma milutkie.
- W swoim życiu widziałam setki bezdomnych kociaków, ale ta wygląda na zadbaną. Bay, znalazłeś ją samą na dworze tak?
- Tak.
- Dziwne...taki zadbany i zdrowy kociak...co by robiła sama na ulicy? Nie jest wychudzona, pcheł raczej też nie ma....
- Ej, będziemy teraz prowadzić śledztwo skąd wziął się tu kociak?
- Oj dobra młody...idę na spacer.
Wyszłam z domu i spacerowałam sobie po uliczkach. Usiadłam sobie na ławce w parku. Byłam zmęczona i urwał mi się film. Jak się obudziłam, byłam...Pokryta śniegiem. Zarąbiście - spadł śnieg! Aczkolwiek było go niewiele ale jednak. Było mi tak cholernie zimno że nie da się tego opisać. Ledwo udało mi się wstać. Doczłapałam jakoś do najbliższej uliczki. Nie dałam rady i upadłam. Na szczęście był tam koc. Trochę poszarpany ale jakaś jednak ulga. Przykryłam się. Było mi odrobinkę cieplej. Jednak straciłam przytomność. Obudziłam się wtedy jak...zabierali mnie do szpitala...widocznie ktoś mnie znalazł i wezwał pogotowie. No genialnie, lepiej być nie mogło! Skapnęłam się że ta uliczka była niedaleko domu Hiro...wszystko zobaczył i wybiegł na zewnątrz. Podbiegł do lekarzy którzy mnie zabierali.
- Gdzie ją zabieracie?!
- A ty chłopcze ją znasz?
- To moja przyjaciółka!
- Musisz zadzwonić do jej rodziców.
- Ale jest problem...ona...
"No tak zajebiście, wygada się i zabiorą mnie do domu dziecka...ZNOWU! No ale w sumie to co ma powiedzieć? Taka prawda..."
- No jaki to problem?
- Ona nie ma rodziców...
- A ktoś inny z rodziny?
- Ona w ogóle nie ma rodziny...
- Jest pełnoletnia?
- No prawie...
- To w takim razie musimy zawiadomić opiekę społeczną.
- Nie róbcie jej tego! Jak ją zabiorą do domu dziecka to ona się tam zabije! Już raz uciekła bo nie chciała tam mieszkać...jak ją tam zawieziecie, zabijecie ją!
"Młody dobrze gada. Nie wytrzymam PIĘCIU SEKUND w tym pieprzonym domu dziecka!"
- Takie jest prawo, nie mamy wyboru. - Załadowywali mnie do karetki.
- Jadę z wami!
- Nie jesteś z rodziny, nie możemy cię wziąć.
- No ale jak to!?
- Tak to.
Zamknęli drzwi karetki i Hiro zniknął mi z oczu, które były i tak ledwo otwarte.
"E tam i tak tam poleci szczaw jeden...nawet fajnie, nie będę tam sama..."

W szpitalu
~~~~~~~~

Nie wiem po jaką cholerę, ale załadowali mnie na OIOM. Miałam ochotę wyrwać sobie te pieprzone kroplówki i po prostu wyjść. Na salę wszedł Hiro.
- No siema młody.
- Cześć...
- Wiedziałam od początku że zasypianie na ławce to zły pomysł...
- Mogłem coś zrobić...
- A czemu mnie nawet nie szukałeś?
- Jesteś twarda, myślałem ze sobie poradzisz. Gdybym wtedy wyszedł, to Bay by cie ogrzał a teraz cie znowu zabiorą do tego domu dziecka...
- Raz uciekłam - Ucieknę drugi. Co lepsze, pierwszy raz uciekłam jak miałam PIĘĆ LAT. A teraz mam szesnaście więc ucieczka to będzie PIKUŚ. Dobrze tam wtedy gadałeś - zabierając mnie do tego domu dziecka, zabili by mnie. Ale spoko zwieje im po raz drugi.

Dwa dni później, dom dziecka, noc
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wszyscy spali. Ja otworzyłam okno, wyskoczyłam i nawiałam najszybciej jak potrafiłam. Zapukałam do chaty Hiro.
- Gogo! Tak szybko uciekłaś?
- Sam wiesz że nie dam rady tam wytrzymać dłużej niż pięć sekund.
Weszłam do środka.
- Dziś się kimnę na kanapie. Tylko potrzebuje jakiegoś koca i będzie spoko.

<Hiro? Kurde, wena mi siada to po pierwsze. Po drugie, wydaje mi się że zepsułam zajebistość Gogo ;__;>

Od Hiro do Gogo

B: Hiro! Hiro! Zobacz co znalazłem!
W łapach trzymał kociaka

H: Taa? Gdzie go znalazłeś?
B: Na dworze. Zatrzymamy go?
H: O nie... mamy już 1 włochatą dzidzię!
Baymax puścił kotka a on wskoczył mi na kolana i zaczął mruczeć.
G: Miej że litość
Powiedziała Gogo ze śmiechem w głosie.
H: No dobra! Ale ty Bay o nią dbasz!
B: Będzie się nazywać... hmm... Genowefa!
H: Seryjnie?
B: Coś nie tak z imieniem?
H: Nie no skąd...
Powiedziałem drwiąco.
B: Jej!
H: No to mamy Genowefe...
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

Po powrocie do domu i podłączeniu Baya do ładowarki, Hiro walnął się na łóżko.
- Co ja mam z tym klocem...
- To co widzisz. - Usiadłam na krześle. - Ech...nuuuuuuuuuuuuuuuuuudyyy...ten potwór i banda Pita - Pikuś. Chcę się wreszcie porządnie wyszaleć! Tak jak ostatnio z tym szaleńcem...wtedy to była jazda.
- No, porządna. Ale ciesz się że nie ma na razie żadnego prawdziwego wroga.
- Ta, ciesze się i to bardzo...
- A sorki że zapytam - opowiesz mi więcej o tym swoim Lenie?
- A co cię tak interesuje moje życie hm?
- Uratowałaś mnie ostatnio. Może mógłbym ci jakoś pomóc...pocieszyć albo co...
- Ech...poznałam go jak mieliśmy po pięć lat. Przeżył dokładnie to samo co ja. Zamieszkaliśmy w starym wanie i zaprzyjaźniliśmy. A potem to...nasza przyjaźń zmieniła się w inne uczucie...chyba dobrze wiesz jakie. Na czternaste urodziny dał mi prezent...najwspanialszy jaki mogłam dostać...
- Pocałunek ta?
- Bingo.
- A jak wyglądał?
- Pamiętam go dokładnie...wysoki blondyn z szafirowymi oczami...cudownie grał na hiszpańskiej gitarze i śpiewał...
- I co było dalej?
- Wyszedł któregoś dnia żeby skombinować nam coś do jedzenia i już nie wrócił. Szukałam go sześć dni i sześć nocy. Znalazłam go na skraju lasu, zakrwawionego i nieprzytomnego...to banda Pita go tak pobiła. Byłam im winna marihuae a Len spotkał ich przypadkiem. Podsłuchał ich rozmowę. Chcieli mnie dopaść za to że im nie dałam zioła. Więc Len ich zaatakował. Pobili go do nieprzytomności i sześć dni potem go znalazłam...zaniosłam go do szpitala...i wtedy...zmarł tuż przed wejściem...dniami i nocami siedziałam samotnie w naszym wanie, prawie nic nie jadłam, nie spałam...płakałam bezustannie...gdy przytulałam nasze zdjęcie, czułam że on jest ze mną...to mi pomagało się uspokoić. Od czasu do czasu brzdąkałam sobie na jego hiszpańskiej gitarze i nuciłam nasze ulubione duetowe piosenki...Potem sam wiesz co się stało...przyjęli mnie do laba, poznałam ciebie a potem...
- ...
- Dzisiaj byłam u tego mordercy w kiciu. Powiedziałam mu prosto w twarz czym jest.
- Pocisnęłaś go bardzo?
- Zacytować?
- Dajesz.
- Na pewno tego chcesz?
- No dawaj!
- Więc cytuje to co mu krzyknęłam w ryj: " JESTEŚ METROSEKSUALNĄ GLIZDĄ LUDZKĄ! POTWOREM! MORDERCĄ! BEZ UCZUCIOWYM ŻULEM Z POD BURDELU!"
- Wow. Niezły pocisk.
- Wiem.

<Hiro? Brakus wenisławós mnie nawiedził ;__;>