- Dzięks młody.
- Nie ma problema. Ale serio masz porąbane przyjaźnie.
- Jakiś masz z tym problem?
- No nie...
- Więc się nie czepiaj. I jeszcze raz dzięki. Ale i tak pójdę mu przywalić w ryj.
Pobiegłam do tego żula.
- Witaj zboku.
- Zostaw mnie!
- Jak ci przywalę. - Złapałam go za koszulę i przyłożyłam mu w mordę. - Teraz dam ci spokój.
Kopnęłam tylko jeszcze w niego starą puszką i sobie poszłam.
- Szmata...dobrze wiedział że w moim życiu był tylko Len. Nie będzie drugiego faceta... (Kiedyś będzie :D Z naciskiem na KIEDYŚ XD)
Przechodziłam akurat blisko uliczki w której to nie zaliczyłam mało zgona...i wtedy coś mi zatkało usta i pociągnęło do tyłu. Potem jakby ktoś mnie walnął patelnią w łeb czy czymś...obudziłam się w pustej sali z nogą przywiązaną łańcuchem do ściany. Nie miałam na sobie zbroi.
- Cholera...Gdzie ja jestem...?
- Witam. - Ktoś się odezwał. To ten gówienow co mi rozrypał bok! - Jak się czujesz?
- A ty to kto możesz mi powiedzieć łaskawie?!
- Nie twoja sprawa gówniaro.
- Sukinsyn...
- Dla twojej informacji - ta blizna którą mi zostawiłaś, w moich stronach jest uznawana za hańbę! Zwłaszcza że taka smarkula jak ty zostawiła mi taką bliznę...to upokorzenie i hańba! Straciłem honor!
- Em...jaki honor gówniaku?
- Ty suko...jest jeden sposób żeby zmazać te plamę...
- Mianowicie?
- Zabić cię.
- Dziękuje ale nie skorzystam. I tak się ciebie nie boje.
Jakby łańcuch przywiązany do mojej giry pękł. Chciałam uciec ale... Wtedy urwał mi się film. Obudziłam się znowu w tej sali i znowu z tym durnym łańcuchem na nodze.
- Ty skurwysynu...wypuść mnie!
- Nie.
- Ty ku*wo...
- Dobra daruje ci tą śmierć.
- Dziękuje.
- Najpierw cię po torturuje.
- TY SOBIE CHYBA JAJA ROBISZ NIE?
- Hm...nie.
- Dobra chcę mieć to z bańki...a co tam wiele w życiu swym przeżyłam dawaj no!
Po 24 godzinach makabrycznych tortur .-.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oprócz odniesionych potwornych ran to moja psychika została nienaruszona. Byłam prawie cała zakrwawiona i obolała. Oddychałam też z wielkim trudem.
- Dobra...to teraz mnie wypuść...
- Jedyny sposób by zmazać plamę na honorze...- Którego i tak nie miałeś...
- ...to cię zabić już mówiłem.
- Błagam zlituj się...
- Żeby było zabawniej to zrobię to na oczach tego szczeniaka.
- Co...? Ty bezduszny draniu...
Tą swoją wielką zimną łapą złapał mnie za szyje. Praktycznie nie mogłam oddychać.
- Ty...cholerniku...
Nie mogłam już prawie oddychać więc nic nie mówiłam żeby oszczędzać tlen. Ten gówien mnie zawlókł do chaty Hiro. Młody chyba się o mnie martwił bo jak tylko mnie zobaczył to wybiegł przed dom. Ale nie był tak szczęśliwy jak zobaczył tego gówienowa...
- No witaj szczeniaku.
- Puszczaj ją!
- Hm...nie...ta blizna którą zostawiła mi na twarzy to hańba! Więc teraz musi zginąć.
- Baymax...
Pojawił się Bay w zbroi.
- Ani kroku dalej bo dziewczyna zaliczy zgona!
Hiro stanął w miejscu i się nie ruszył.
"W co ja się wpakowałam...ta cholera mnie zabije na bank...no to chyba koniec..."
W jednej chwili wizja się zamazała a ja nie mogłam oddychać. Wtedy ten durny gówien dostał czymś w ryj i mnie puścił a sam zniknął. Ledwo oddychałam...upadłam na ziemie i straciłam przytomność.
<Hiro? Bosz ja jestem jakaś chora psychicznie .-.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz