poniedziałek, 8 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro

Zaczęłam gasić płomienie ale zobaczyłam że Hiro stał jak wryty przed tym ogniem. Chyba wiem dlaczego. 
- Nosz szlak! Przecież on się spali! - Pobiegłam po niego i odepchnęłam od ognia. Znowu zaczęłam gasić pożar. Po kilku minutach nie było już ognia. Przyjechała straż pożarna i cała reszta. 
- Baymax zabierzmy go do domu. 
Młody chyba stracił przytomność albo zasnął...oczy miał zamknięte. Krzyczał przez sen. 
- Ma traumę po tym co się stało tamtego dnia... 
Bay wziął go na ręce. Poszliśmy z nim do domu. Baymax położył go na łóżku. Nadal krzyczał przez sen. 
- Ja też bym się załamała psychicznie gdybym straciła brata. Współczuje mu. Możesz iść Baymax, zostanę z nim. 
Bay zszedł po schodach. Zostałam z Hiro sama. 
- Dziękuje ci...życie mi uratowałeś. - Mówiłam do niego chociaż i tak pewnie mnie nie słyszał. - Gdyby nie ty i Baymax...wylądowałabym na cmentarzu albo w lesie. Teraz jak ten psychol siedzi w pudle będzie trochę spokojniej. 
Minęło kilka godzin a ten nadal się nie obudził. Spędziłam z nim całą noc. Rano przyszedł Baymax. 
- Dzień dobry Gogo. 
- Cześć Bay. 
- Nadal się nie obudził? 
- Krzyczał tak całą noc. Nie zmrużyłam oka ale mówi się trudno. W weekend będę odsypiać czas spędzony z wami. A jak tam u ciebie? 
- Dobrze. Patrz. - Pokazał mi słoik z motylami. - Złapałem motylki. 
- Świetnie... 
- Coś się stało? 
- Co...? Nie nic się nie stało, wszystko jest ok... 
Hiro zaczął w końcu się przebudzać. 
- Co...co się stało? 
- Spałeś cały dzień. 

<Hiro?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz