Zaczęłam gasić płomienie ale zobaczyłam że Hiro stał jak wryty przed tym ogniem. Chyba wiem dlaczego.
- Nosz szlak! Przecież on się spali! - Pobiegłam po niego i odepchnęłam od ognia. Znowu zaczęłam gasić pożar. Po kilku minutach nie było już ognia. Przyjechała straż pożarna i cała reszta.
- Baymax zabierzmy go do domu.
Młody chyba stracił przytomność albo zasnął...oczy miał zamknięte. Krzyczał przez sen.
- Ma traumę po tym co się stało tamtego dnia...
Bay wziął go na ręce. Poszliśmy z nim do domu. Baymax położył go na łóżku. Nadal krzyczał przez sen.
- Ja też bym się załamała psychicznie gdybym straciła brata. Współczuje mu. Możesz iść Baymax, zostanę z nim.
Bay zszedł po schodach. Zostałam z Hiro sama.
- Dziękuje ci...życie mi uratowałeś. - Mówiłam do niego chociaż i tak pewnie mnie nie słyszał. - Gdyby nie ty i Baymax...wylądowałabym na cmentarzu albo w lesie. Teraz jak ten psychol siedzi w pudle będzie trochę spokojniej.
Minęło kilka godzin a ten nadal się nie obudził. Spędziłam z nim całą noc. Rano przyszedł Baymax.
- Dzień dobry Gogo.
- Cześć Bay.
- Nadal się nie obudził?
- Krzyczał tak całą noc. Nie zmrużyłam oka ale mówi się trudno. W weekend będę odsypiać czas spędzony z wami. A jak tam u ciebie?
- Dobrze. Patrz. - Pokazał mi słoik z motylami. - Złapałem motylki.
- Świetnie...
- Coś się stało?
- Co...? Nie nic się nie stało, wszystko jest ok...
Hiro zaczął w końcu się przebudzać.
- Co...co się stało?
- Spałeś cały dzień.
<Hiro?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz