sobota, 31 stycznia 2015

Od Hiro do Gogo

G: Ide do sklepu zaraz wrócę!
H: Spoko...
Po jakichś 15 minutach do chaty wpadł slejs.
H: CO TY TU?!
S: *rechot* witaj Hiro...
Biliśmy się ja i Baymax. Po chwili bijatyki uciekł. Ja leżałem w kuchni na ziemi poobijany a obok mnie Baymax potłuczony i bez powietrza. Usłyszałem drzwi i Gogo ale nie miałem siły się odezwać.
<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

Nie mogłam zasnąć więc do północy a nawet później, siedziałam i czytałam Mangę. Jakoś o czwartej nad ranem przybył Hiro.
- Wreszcie przybył nasz bohater. I jak, powinno już działać?
- Powinno... - Walnął się na kanapę i zasnął a ja siedziałam na pufie nieco niżej i nadal czytałam Bleach'a. O godzinie wpół do piątej (rano xD) wyszłam na dwór żeby się przewietrzyć. To zimne, poranne powietrze...niezastąpione.
- Ach...zima, zima, zima, zima....kocham zimę... i jednocześnie nie cierpię... (nie ma to jak te nasze ukochane dylematy xD)
Wtedy usłyszałam trzask. No i w tym momencie z kosza na śmieci wyskakuje...BRUNO!?
- B...Bruno?! Co ty tu..?!
I wtedy przybiegła Gabi.
- Dobra, co ty tu robisz tak wcześnie? Zawsze przecież śpisz do 12...i co tu do diaska robi Bruno?
- Nooo wyszłam z nim na spacer, he he...
- Co to jest pies?
- No nie ale kupiłam szelki dla kotów...konkretniej dla Munchkinów...
- Oooah... *facepalm* zabiorę już Bruna...
- A co? Len wrócił?
- Nie...
- A kiedy wróci? Za rok ta?
- Ach...on nie żyje Gabi...
- ŻE CO!?
- Długa historia...ale nieważne...zabieram Bruna ty możesz przestać mieszkać w tej norze...przeprowadź się do naszego domu...do zoba.
Wróciłam na chatę o godzinie za pięć szósta. Hiro już się obudził.
- Heja...Co tu robi Bruno?
- Spotkałam Gabi. Była z nim na spacerze bo kupiła kocie szelki dla Munchkinów.
- Ona jest taka głupia?
- Głupia? To nie jest właściwe słowo - tępa jak but. Ale to moja BF. - Walnęłam się pufę i wypuściłam Bruna. - Brunisław nie powinien rozrabiać więc chyba nie będzie ci przeszkadzał nie?
- Jak mi nie zdemoluje chaty jak reszta pchlarzy to nie...
- I dobrze.

<Hiro? No brak weny again nic nie poradzę .-.>

piątek, 30 stycznia 2015

Od Hiro do Gogo

Pobiegliśmy na miejsce.
H: Cholerne żelastwo!
Kopnąłem w nadajnik i nasze przestały pikać.
G: Pfff...
Gdy Gogo odeszła zacząłem prace naprawcze.
H: Dobra skończyłem... jest tu?
B: Chyba nie
H: To come on!
Poleciałem na dach z Baye'm. Zacząłem montować kolejny nadajnik. Wróciłem na chate grubo po północy.
<Gogo?>

czwartek, 29 stycznia 2015

Od Gogo do Kiary

Poszłam się przejść. Wtedy usłyszałam Kiarę. Złapała się gałęzi nad urwiskiem. Już miała spaść, kiedy złapałam ją za łapę.
- SHIT! CZY WILKI SERIO TYLE WAŻĄ?! - Ciągnęłam najmocniej jak mogłam. - SORKI JEŚLI URWĘ CI ŁAPĘ!
Udało się.
- Uffff....
Nic nie mówiąc odeszłam.

<Ktosieły? Brakus wenisławós .-.>

Od Kiary

To było straszne, to co zrobił Slejs. Chodź z drugiej strony to w jego stylu. Nie miałam co robić, Woody i Nat znów zostali wezwani do NocnejZmiany. Postanowiłam przejść się do lasu.
--Po paru godzinach wędrówki spacerkiem do lasu.--
Chodziłam po lesie obserwując przyrodę. Usłyszałam szelest w krzakach. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam jak wychodzi z nich Slejs, zaśmiał się jak to miła w zwyczaju.
-Jak widać za łagodne są moje sposoby pozbycia się ciebie.
-Jak widać.- mruknełam. Slejs żucił się na mnie. Odskoczyłam i zadałem mu ranę moim sztyletem. Zawał z bólu.
-Sztylet z czystego srebra który dostałam od Nata na coś się przydał.- zaśmiałam się.
-Ty małą wredna istoty.- krzyknął. Zaczęłam uciekać. Ścigał mnie bardzo długo. Po bardzo długim biegu, wbiegliśmy na polane. Na moje nie szczęście owa polna była zakończona wysokim klifem. Slejs zaśmiał się
-I co teraz.
-Będę walczyć do końca.
-I dobrze. - powiedziała. Rzucił się na mnie, wyjęła sztylet i zaczęłam odbierać jego ataki. Po chwili byłam już na krawędzi.
-Rzegnaj.- uśmiechnął się
-Nie sądzę.- Warknęłam i chwyciła go za łapy. Trochę się zdziwił, ale po chwili opanował się i zrzucił mnie z klifu. Zaczęłam krzyczeć. W pewnym momęcie złapałam się jakiejś gałęzi. Spojrzałam w dół, wisiał parę metrów od ostrych skał, spojrzałam w górę,.od szczytu dzieliło mnie bardzo wile metrów. Nie wiedziałam co zrobić, gałąź nie wygląda na solidną, a mi po mało brakowało sił.
-HALO JEST TAM KTO!!- krzyknęłam. Nie usłyszałam odpowiedzi, za to usłyszałam trzask łamanej gałęzi.

<ktoś?.brak weny>

Od Gogo do Kiary

Usiadłam sobie na balkonie kawiarni i obserwowałam miasto pokryte śniegiem.
- Nareszcie spadł ten śnieg...już myślałam że nigdy go nie będzie. - Szepnęłam do siebie. Wtedy zobaczyłam wracających Hiro, Bay'a, Kiarę, Nat'a i Woody'ego. Krzyknęłam do nich: - Siema ludziska! Wchodźcie!
Zeszłam na dół do nich.
- Co tam u was?
- Nic tam...a u ciebie?
- Spoko. Nasze koty śpią.
- Gogo, jak ty to robisz?! .-. Ja nad tymi potworami nie potrafię zapanować a ty?! Naucz mnie .-. - Powiedział z nutką "rozpaczy" w głosie Hiro.
- T.a.l.e.n.t  ziomuś. Talent. A konkretniej ponad 11 lat z hodowcom kotów. xD
- Suuper...
- Tjaaa... *nadajniki pikajo* już myślałam że sobie odpuścili! Idziemy!

---NA MIEJSCU---

- Sjejs, usterka czy jeszcze coś innego? - Spytałam z sarkazmem.
- CO TO JEST?! - Wrzasnął Hiro pokazując na TO COŚ:

Demon - Wariant 4 - Stadium 5.png 

- DA FUK!? Czekajta...no dobra to na bank jakiś eksperyment...bo to nie jest normalne...
- No raczej! Gogo przestań już gadać tylko zróbmy z TYM CZYMŚ coś!
To cuś jednak się wzbiło w powietrze. Pojechałam po ścianie i na niego skoczyłam, ale odepchnął mnie ogonem. Wylądowałam jakieś 20 metrów dalej. Oberwałam mocno.
- Szjet...
- GOGO NIC CI NIE JEST?! (krzyczo bo jeste daleko bardzo xD)
- SPOKO! TYLKO SIĘ ZADRAPAŁAM!
Wstałam i podjechałam do nich.
- Zajmijmy się tym gónwem.

---PO ODSTAWIENIU CUSIA DO LABA---

Udało się. Ale ja byłam cholernie poobijana, bo to ja najmocniej oberwałam. Na chacie opatrzyłam se rany.
- Gogo, na pewno wszystko ok?
- Ba. Nie martw się. Ze mną będzie dobrze. - Wtedy za oknem zauważyłam siedzącego na ławce, smutnego Kamiego i jego siostrę. - Ech...
- Co jest?
- Noo...Dobra powiem...szczerze nigdy nie lubiłam siostry Kamiego, ale on był kiedyś moim kumplem. Ogólnie to znaliśmy się od przedszkola. Zawsze miał uśmiechniętą gębę ZAWSZE. Był słabeuszem i mazgajem ale...strasznie kleił się do matki. Gdy tylko ją widział, uśmiechał się jak nie wiem...do dnia w którym odeszła. Nie poszedł wtedy do przedszkola...szukałam go. Znalazłam nad rzeką, tam gdzie zginęła jego matka. Obok leżał jego plecak. Kręcił się w okół jakby szukał mamy...gdy się zmęczył, siadał na brzegu, a po chwili znowu wstawał i kręcił się w kółko...myślałam że tego nie wytrzymam...serce mi się krajało jak na niego patrzyłam...potem moi rodzice umarli, poznałam Lena a dalej to sam wiesz...a dzisiaj jest rocznica śmierci jego mamy...jak miał dziewięć lat to jeszcze w dodatku umarł jego ojciec...dobra, nienawidzę go za to co mi zrobił (nadal nie zapomniała o pocałunku w policzek by Kami xD) ale w sumie trochę mu współczuje...
- No ja też...
- To zwykła szmata ale też jest człowiekiem... *telefon dzwoni* Uno momento *odbiera* Halo?
- Cześć skarbie!
- No nareszcie dzwonisz Len! Ile można czekać?
- Sorry...ale informuje ci że wracam już.
- WHAT?! Miałeś tam być rok!
- No tak ale koty z hodowli nikomu się nie spodobały, wręcz podpalili wystawę, więc właściciel się wycofał no i wracam.
- SUUUPER! A hajs?
- Nic.
- OOOOOO! *facepalm* -.- Ważne że wracasz. Papatki! *rozłącza się* Ty Lenisław wraca.
- Em...WTF?
- Nooo ja też jestem zdziwiona.

---NEXT DAY, W DRODZE NA PERON---

Szłam po Lenisława. Gdy doszłam na peron...nie było go tam. Widocznie już szedł do domu więc się wróciłam. Ale wtedy, zobaczyłam...leżał w uliczce...zakrwawiony...to Slejs to zrobił...ale...zorientowałam się że umarł...
- Nieee...
Podeszłam do niego. Starałam się powstrzymać łzy. Cichuteńko zaśpiewałam refren jego ukochanej piosenki...

[KLIK]

'Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
If we meet forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals, immortals, immortals, immortals
Immortals...

- Kocham cię...
Nic nie mówiłam więcej...pocałowałam go i odeszłam... 

---W KAWIARNI---

- Hej Gogo! Co to za smutna mina? I gdzie Len?
- On...on nie żyje... - Odwróciłam głowę. Po policzku spłynęła łza.
- Aaaa...Aaa...Ale jak to...?
- Slejs...
- Tak mi przykro...
- Nie użalaj się nade mną...poradzę sobie...

---DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ---

Nadal ubolewałam po śmierci Lena...ale humor mi się poprawił...depresja też mi trochę przeszła. Wyszłam na miasto. Wtedy spotkałam Kiarę.
- Hej Gogo...
- Cześć...
- Ja...słyszałam o Lenie...przykro mi...
- Nie przejmuj się mną. Dam sobie rade. 
Wróciłam do kawiarni.
- Hejka Hiro.
- Hej Gogo. Co tam?
- Nic...a jak tam koty?
- Spoko. Śpią na szczęście...
- Heh... *nadajniki* Co tym razem?

<Hiroł? Taaaaaa jestem zła .-. nienormalna, zła, chora xD Zabiłam go .-.>

Od Kiary (NARESZCIE! xD)

Szłam uliczkami w parku.Myślałam o tym że przestępcy i Slejs się ostatnio nie pojawiali. Gdy przechodziłam koło gęstych krzaków usłyszałam warkot i coś wielkiego na mnie skoczyło. Upadła na ziemię, na piersi poczułam ogromny ciężar i zobaczyłam parę złotych ślepi. Leżałam tak przygnieciona wielkim stworzeniem, gdy nagle zwierzę zaczęło mnie lizać.
-Woody!!!- krzyknęłam,wiedziałam że to on bo tylko on tak się wita.
-Przestań, zostaw mnie, zejdź ze mnie.- krzyknęłam i próbowałam go z siebie zepchnąć.
-Kiara już idę.- usłyszałam czyjś głos. Obruciłam głowę w tam tą stronę, Woody również tam spojrzał. Zobaczyłam Baymax'a i Hiro biegnącego w naszą stronę. Hiro wystrzelił w stronę Woode'go sieć. Nie zdążyłam nic powiedzieć gdy Woody leżał splątany na ziemi.
-Co ty zrobiłeś?!- krzyknęłam
-Przecież ten wilkołak cię atakował.- zaprotestował
-Po pierwsze to nie wilkołak tylko Wilken, a po drugie on mnie nie atakował.- Hiro spojrzał zdziwiony na Woode'go, ja podeszłam do niego i zaczęłam przecinać sznury. Po chwili Wilken staną na ziemi.
-Przepraszam.- mrukną Hiro. Woody zmienił się w człowieka, spojrzał na nie go z po de łba.
-Co tu się dzieje.- znów usłyszałam czyjś głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Nata.
-Eeeeem Hiro złapał Woode'go w sieć bo myślał że to wilkołak.- nie zbyt dobrze to zabrzmiało, ale miałam nadzieję że jednak nic złego się nie wydarzy.
-Jak można nie odróżnić Wilkena od wilkołaka.- mrukną Nat.
-Gogo już was poznała ale Hiro jeszcze nie.- uśmiechnęłam się.
-Więc Baymax, Hiro to Woody i Nat, Woody, Nat to Baymax i Hiro.- chłopcy nic nie powiedzieli tylko patrzyli na siebie. Staliśmy tak chwilę gdy ten moment milczenia przerwał Baymax
-Wyczuwam narastające napięcie.- przestraszył się że jeżeli będziemy taj dalej stać to dojdzie do bójki.
-Może pójdziemy do kawiarni, a na mieście spotkamy Gogo albo po nią zajdziemy?

<Ktosieł?>

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Od Gogo do Hiro

- Nie przesadzasz troszkę?
- NIE! TE POTWORY MI DOM ROZWALAJĄ!
- To zrobimy masową adopcje i będzie po kłopocie. Spadam do sklepu, za jakieś 15 minut wrócę.

---15 MINUT PÓŹNIEJ---

Wbiłam do chaty.
- Stary, nie uwierzysz co udało mi się dostać!
- Dajesz.
- Bean Boozled!
Pokazałam mu pudełko:

- Czyli?
- Fasolki we wszystkich smakach. Na przykład: masz pomarańczową fasolkę i to jest albo brzoskwinia albo rzygi. Najlepsze jest to że wyglądają tak samo a zapachu w ogóle nie mają, więc będą niezłe jaja. To jak, robimy Bean Boozled Challange?
- Dobra, raz się żyje. Dawaj te fasole.
Wyciągnęłam fasolki z torby i nasypałam do miski.
- Dobra, to kto zaczyna?
- Mogę ja. - Mówiąc to wyciągnęłam z miski pomarańczowo-czerwoną fasolkę. - To albo brzoskwinia albo...rzygi. Bleee...ale co tam. - Rozgryzłam fasolkę. - Nie wierzę...
- Rzygi?
- Ahaa...o fuuuj...jestem hardcorem i to zjadam. - Jakimś cudem przełknęłam fasolkę. -Bleeeee....
- Hahaaha!
- Baaardzo śmieszne...dobra bierzesz teraz ty.
Wyciągnął czarną fasolkę i rozgryzł.
- To jest albo lukrecja albo...smród skunksa.
- Nie no nie wierzę...
- Hahahahahaha! xD
- Bardzo śmieszne...oooochyyydaaa...fuuuu...
- Dawaj, żryj to.
- Nie nie dam rady...
- Ziom, ja zeżarłam rzygi.
- Bleee... - Przełknął to.
- AHAHAHAHAH! ZJADŁ TO! SERIO TO ZJADŁ! xD
- Ha, ha, ha...twoja kolej.
Wzięłam do ust zieloną fasolkę.
- Limonka albo...skoszona trawa. - Pożułam troszkę tą fasolkę. Na szczęście to nie była trawa (warto wspomnieć że gumy już dawno nie miałam xD) - Limonka. Teraz ty.

---20 MINUT PÓŹNIEJ xD---

- Co twoim zdaniem było najgorsze Hiro?
- Rzygi...bleee...
- Rzygi były po prostu złeeee...
I wtedy na głowę wskoczył mi rudy kocur.
- Mmmmmm.... 
- HAHAHAHHAHA!
- DZIÓB PACANIE! BAYMAX!!!! ZABIERAJ TE KOCURY ODE MNIE!!!
Przybiegł i ściągnął mi kota z głowy.
- JESZCZE RAZ COŚ TAKIEGO TEN KOCUR ZROBI TO RĘKA, NOGA, MÓZG NA ŚCIANIE! -.-
Hiro miał chyba z tego niezły ubaw bo wyglądał jakby miał pęknąć że śmiechu.
- Czego rżysz popaprańcu?!
Olałam go i walnęłam się na pufę. Wzięłam zdjęcie Lena.
- Ech...do dziś pamiętam co grało w radiu zepsutego auta kiedy pierwszy raz zobaczyłam Lena...
Zaczęłam cicho nucić piosenke.


Through the night, to the day
When everything is gone
Carry this soul away from the dry land
In the sun we see, fighting over lives
All our dreams and wishes
We send home for safe keeping
Fighting for what' s right

Calling to the night, to dream
Forgain in the light
Waiting for a storm to rise and
Fell the isolation fleeting
Calling to the night, to be, or not to be fighting here
Leaving without you, leaving my soul behing
Calling to the night, colors of golden crawn fade within time
Calling to the night, for us, for every single life
All the ashes of men remain as a perfect memory
Calling to the night...

But the heart will remain, as a silhouette of time
Here the ringing echos in the spiltting horizon
Calling to the night...

- No ale za rok wróci i będzie spoko. A tak z innej beczki to co Tadashi na ten szpital dla kotów hm?
- Emmm... .-.

<Hiro? POCISK xD>

Od Hiro do Gogo

H: A mamy jakieś wyjście?
------W CHACIE-------
H: AAAAAAAAAAAAAA!!! NIE MOJA SZAFKA PCHLARZE!!!!!!!!!
G: Hahahaha!
B: Sorki Hiro...
H: SORKI?! ONE MI MASAKRUJĄ DOM!!!
B: Uciekły mi...
H: Dość tego!
Złapałem 3 kocury i wsadziłem w łapy Bay'a
H: Albo znajdziesz im dom, albo sie wyprowadzasz!
B: Tak Hiro...
W tedy wyszedł. Gogo popatrzała się na mnie dziwnie po czym powiedziała:
<Gogo? U mnie tez brak weny>

niedziela, 25 stycznia 2015

Od Gogo do Hiro (zapamiętam .-.)

- Wy macie coś nie ten teges z mózgiem...wystarczy im dać jeść, dać jakąś zabawkę i będzie spokój.
Wzięłam kilka miseczek, napełniłam suchą karmą, porozrzucałam po pokoju papierowe i grzechoczące kulki a kociaki przybiegły. Zaczęły zajadać karmę a inne się bawić.
- Niezła agentka jesteś .-.
- Jasne jasne...wystarczyło im dać zabawki i żarcie. Dobra muszę coś...*piszczy jej alarm w telefonie* hm? *pacza na godzinę* Czy mnie coś w mózgu miga czy jest po pietnastej?
- No, a co?
- NO TO CZEGO NIE MÓWICIE BARANY JEDNE! GAZ GAZ GAZ GAZ GAZ!
- GDZIE CI SIĘ TAK ŚPIESZY?!
- Dzisiaj mam wyścig!
- Że what?!
- Dobra...na polibudzie jak budowałam ten "super-szybki rower" to kilku dziewczynom się ten pomysł spodobał. No i dziś o szesnastej się umówiłyśmy na wyścig.
- One też mają te rowery twoje?
- Nom. Założyłyśmy się o kasę i to całkiem sporo. Dobra anyway GO GO GO!

-----W DRODZE W UMÓWIONE MIEJSCE-----

- Oślepłam czy to nie jest KAMI?
Ten cholernik niebieski na mnie spojrzał:
- Kogo widzę! Gogo!
- Ta ta ta WON!
- Wiesz co...nie rozumiem cię - JA jestem szalejącą epidemią romantyczności a ty chcesz wyjść za tego blondasa?!
- Zgodzę się, jesteś szalejącą epidemią, ale idiotyzmu. No spadaj, spadaj.
Olaliśmy go i szliśmy dalej.

----W UMÓWIONYM MIEJSCU----

- Życzcie mi szczęścia. Zresztą i tak wygram i tak.
Za chwilę miał się zacząć wyścig. Zrobiłam ostatnie poprawki w moim rowerze i się ustawiłam. W wyścigu brała udział siostra tego niebieskiego zasrańca - Shain.
- No proszę proszę...Shain Kami.
- No witam Gogo...ile to lat już się nie widziałyśmy! Wiesz że nie masz szans? Wygram to!
- *z kpiną* no chyba nie.
Za 3 sekundy miał się wyścig zacząć. Wtedy wystartowałyśmy. Oczywista oczywistość że to wygrałam. Z uśmiechem na twarzy podeszłam do Shain.
- "Wygram to!" Zapamiętam sobie HAHAHA!
Podeszłam do chłopaków i przybiłam z Hiro piątkę.
- Dobra Kami, dawaj hajs! 
- ŻE CO!?
- W końcu to ty się założyłaś o kasę nie? No czekam.
Coś tam mruknęła pod nosem i dała mi stówkę.
- Spadamy na chatę Hiro?

<Hiro? Sorki ale brakus wenisławós...znowu .-.>

Od Hiro do Gogo

H: ŻE CO?!
B: Znalazłem je w pudle na lodzie (taa jest u nas śnieg)
H: Dobra! Z racji tego że lubie koty te zostaw! Ale następne lądują w schronisku!!!
G: Ja ide do sklepu zaraz wrócę...
------------15 minut później--------------
Gogo weszła do domu a ja leżałem na ziemi cały podrapany i w kocich kłakach.
H: HELP!
W tedy przebiegła po mnie jeszcze ta nowa biała kotka.
B: Wracaj tu Nelly!
G: A to nie jest Luna?
B: Wcale jej tak nie nazwałem a co?
Baymax polazł na górę.
H: Ratuj od tych potworów!!!!
<Gogo? help i nie nazywaj mi więcej kotów!>

sobota, 24 stycznia 2015

Od Gogo do Hiro

Kocica popatrzyła na mnie tymi szafirowymi gałami.
- No piękna jest...jak coś to te małe gluty co się urodzą mogę do domu zabrać, Bruno będzie się miał z kim bawić.
- Spoko...
- W schronisko się Baymax'owi zachciało bawić, heh...
- Ponad 3 koty to już przesada...
- Moja kumpela ma 10 kotów z czego dwa od Lena. Łącznie z Brunem to ma już 11 tych kotełów.
- Czyli Bruno u koleżanki ta?
- Tiaak.
- Jak ona sobie daje rade z 10 kotami?
- Nie pytaj...w sumie sama nie wiem. Dobra to się rozpakuje.

---PO ROZPAKOWANIU SIĘ---

- Powiedz że Bay dał tej piękności jakieś sensowne imię. - Gadałam do Hiro głaszcząc kotkę za uchem.
- Szczerze?
- Ta.
- Jeszcze nie ma imienia.
- To ja proponuje Lune.
- No pasuje do niej Luna.
- To macie Mohera, Genowefe - kocham to imię xD - i Lune. Plus z jakieś 4 kociaki co się niedługo urodzą.
- Tiaaa...masakra kurde jakiś szpital dla kotów...
- Hueh...zauważyłeś że ostatnio tak...cicho?
- Masz na myśli?
- Żadnych bandytów, żadnych klęsk żywiołowych, Slejs też cicho...
- Faktycznie...
Wtedy w drzwiach stanął Bay z 10 kotami w łapach. Spojrzał na nas i powiedział:
- Emm...Hiro pomożesz?

<Hiro? xDDDDD Urządzamy masową sprzedaż kotów chyba xD>

Od Hiro do Gogo

H: I z tego powodu postanowiłaś wpakować mi się na chate?
G: No?
H: Dla mnie spoko.
Nagle usłyszeliśmy na górze trzask.
G: A to co?
H: A mamy ostatnio w domu szpital...
G: A co się stało?
H: Baymax znalazł ciężarną kotkę przy drodze!
G: O... *facepalm*
H: Ta... Kolejne koty...
W tedy zeszła z góry kotka o której mowa.



<Gogo?>

Od Gogo do Hiro

Wróciłam do domu to Len OD RAZU mi się na szyi zawiesił.
- Ok, co się stało jak mnie tu nie było?
- DOSTAŁEM PRACĘ!!!
- Wow...no ładne tempo stary. Gdzie?
- W hodowli.
- No to to wiem ale w jakiej i gdzie?
- Hodowla Gatos Luna.
- Ciekawe...a gdzie?
- I to jest problem...w Hiszpanii.
- Słucham? *pokerface* Na ile tam wyjeżdżasz?
- Wyjeżdżam na rok ale jak wrócę to wiesz ile będziemy mieć hajsu?
- Dawaj.
- DWA MILIONY DOLCÓW!
- Coooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo?
- NO WŁAŚNIE!
- No ale...rok cię nie będzie...będę tęsknić...


---NEXT DAY NA PERONIE---


Przywiozłam walizę pełną różnych gratów.
- Masz tu wszystko co potrzebne. Ach...będę za tobą straszliwie tęsknić...
- Ja też...ale wrócę za rok, obiecuje...
Pocałowaliśmy się po raz ostatni i wsiadł to pociągu.
- Ech...znowu będę sama...
Wróciłam na chatę i się spakowałam, a Bruna oddałam Gabi. Przylazłam do domu Hiro.
- Siema Gogo...po co ci walicha?
- Lenisław wyjechał a w domu sama rok siedzieć nie będę.

<Hiro? Jak za starych dobrych czasów xDDDDD>

piątek, 23 stycznia 2015

Od Hiro do Gogo

B: Mam *podaje listek*
G: Dzięki.
H: A on to wogóle ma inny świat poza Brunem i tobą?
G: A bo ja wiem? *wychodzi*
H: No chińczycy tak chyba mają?
B: Nie wiem.
Usłyszałem pukanie do drzwi.
<Ktoś?>

czwartek, 22 stycznia 2015

Od Gogo

Wlazłam do domu Hiro.
- Masz leki na depresje?
- A co?
- Pomyśl. Lenisław ma załamanie nerwowe do końca życia. Zamknął się w pokoju i nic tylko siedzi pod kołdrą. Daj mi jakieś tapsy na deprechę i spadam.
- Klucha!
- Biegnę! - Bay wywalił się na schodach.
- Brawo...masz jakieś leki na deprechę?

<Hiroł? BRAKUS WENISŁAWÓS .-.>

Od Hiro do Gogo

Len zaczął oddychać i nawet wstał.
H: A teraz jazda do swojego domu...
------------5 DAYS LATER----------
Włączyłem TV.
H: Nuda *przełącza* Nuda *przełącza* reklamy...
----------REKLAMA-------------
Chcesz aby twój kot był zdrowy i wesoły??? Kup mu nową karmę Fancy Feast!


Karma pomaga w regeneracji i dobrze odżywia pupila!
Dostępne w supermarketach i sklepach zoologicznych.
--------------------END--------------------

H: Nuda... ale ta naiwność Lena...
Włączyłem Furry News może będzie coś o hodowli Lena?

-----------TV---------
D (dziennikarz): Zmarł właściciel hodowli Four Paws, pałeczkę przejmuje syn Jack Starfish. Co pan ma w planach?
JS: No cóż najważniejsze są koty!
--------------------------

Wpadł Len.
L: Słyszałeś o zmianie właściciela?!
H: Raczej?
L: Ten typ jest podejżany...
H: Nwm.
Nagle zadzwonił telefon Lena.
L: Halo?
T: Mój kot jest z waszej hodowli i cały czas wypada mu sierść! Nie ma leków  na które by odpuściło!!!
L: Nie wiem *rozłącza sie* spadam na chate!
-------------------Next Day--------------------
Poszedłem do TV
-----------Furry News--------------
D: Koty z hodowli Four Paws zaczynają linieć i nie ma dowodów na nikogo.
---------------------------------------

H: Karma!!!
Pobiegłem do lena.
H: Chyba wiem czemu koty linieją... a raczej łysieją.... kupiłeś nową karmę!
-----------Po 3 dniach nie podawania karmy FF----------
L: Dalej dzwonią... A kociaki dalej....
Wziąłem 1 chrupka i zobaczyłe pod mikroskopem.
G: I?
L: W karmie jest Mikrofiryna od której koty linieją!
Pobiegliśmy do centrum produkcji. Zbadałem to.
G: I co?
H: Nic... TO nie oni....
Badaliśmy tą sprawę.
H: Gogo... ostatnim podejżanym jest właściciel...
L: Że co?!
G: Właściciel?!
H: No nikt inny...
G: Fakt...
Poszliśmy a raczej zakradliśmy się do magazynu. Zobaczyliśmy jak Jack Starfish infekuje karmę.
H: *szept* Ale po co on to robi?
G: Abjwm.. złapmy go!
-------Next day (złapany)------------
Włączyłem TV
------FN---------
D: Koty truł nie kto inny jak Jack Starfish właściciel hodowli. *ppodchodzi do Jacka* Czemu to robiłeś?!
JS: Od dawna nie cierpiłem kocurów a tym bardziej biznesu ojca!
D: Sąd zadecydował o zamknięciu hodowli z niemożliwością odbudowy firmy.
---------------------------------------
W tedy weszła Gogo.
<Gogo?>

środa, 21 stycznia 2015

Od Gogo

Len się ocknął ale ledwo oddychał.
- Boże święty, Lenuś! Nie zamykaj mi tu oczu tylko! Baymax on będzie żył co nie?
- Jest bardzo osłabiony i tyle.
- Bogu dzięki...*nadajniki pikajo* NIE TERAZ NO!

Hiro? Na fonie jezdem i to w szkole .-.

wtorek, 20 stycznia 2015

Od Hiro

H: Baymax!!!!!! CHO NO TY!
B: Biegnę... ooo.... *skan* chyba coś go zaatakowało.
H&G: No co ty nie powiesz?!
H: Pomóż mu!
Baymax cośtam zrobił po lekarsku. Len sie ocknął, ledwie oddychał.
G: Len!
<Gogo?>

Od Gogo

Przylazł Hiro
- To się stało że patałachy ze schroniska kurrna blada pomylili Kiare z psem i zaciągnęli tu.
- Reaalllyy?
- Num. Lenuś spadówa na kwadrat.

--------W DRODZE DO DOMU--------
(informuje że zabije Lena JESTEM ZŁA xD)

Coś usłyszałam w uliczce jakiejś...
- Nie no zabije się suchą bułką...to znowu Slejs...
- No tak...to ja...haahhaha...
Skoczył Lenowi na szyje i się wgryzł.
- NIEEEEEE!!!
Kopnęłam go jak najdalej mogłam.
- Len...Len nie rób mi tego! Nie zostawiaj mnie!
Nie ruszał się, nie oddychał...zaczęłam go ciągnąć do chaty Hiro.

-----PRZED CHATĄ HIRO------

Wlazłam do środka.
- Hiro...p...pomóż...ra...ratuj...Lena... - Byłam cholernie zmęczona i straciłam przytomność. Nie wiedziałam co się dalej działo...

<Hiro?>








KTO JEST MĄDRY TEN WIE ŻE LEN UMARŁ .-.
Jestem zła i perfidna .-.

Od Hiro do Gogo

Lazłem ulicą sobie.
H: Miłość cie w końcu dopadnie... Chyba ją posrało!
w tedy zobaczyłem ich przed schroniskiem.
H: No co tu sie wogóle stało?
<Ktosieł?>

sobota, 17 stycznia 2015

Od Gogo do Kiary

- No to co znowu?
- Dostaliśmy info że Kiara zniknęła.
- Acha czyli to żadna usterka, żaden złoczyńca tylko Kiara zniknęła...no problem...

-------W SCHRONISKU------

Od razu rozpoznałam Kiarę.
- Dobra chłopaki jest tutaj. Te patałachy ze schroniska ją pomylili z psem. Chyba w swoim życiu wilka nie widzieli...
Kiara była wilkiem więc jej nie rozumiałam, ale to szczekanie chyba znaczyło że się cieszy na nasz widok.
- Dobra już zaraz cię wyciągnę.

-------PO "ADOPCJI" KIARY xD----

- Dobra to co się stało że trafiłaś do schroniska?

<Kiara? Brak pomysłów .-.>

Od Kiary

Obudziłam się dość późno. Z pokoju słyszałam jak pani Smit przygotowywała śniadanie w kuchni. Szybko się przebrałam w spodnie i buske. Weszłam do salonu, telewizor był już włączony, oczywiście szły lokalne wiadomości. Usiadłam na kanapie. Prezenter mówił coś o spadku na giełdzie jakiś akcji, nic ciekawego. Sprawdziłam program telewizyjny, leciały same nudne rzeczy, postanowiłam nie przełączać. Po chwili w drzwiach salonu stanęła pani Smit z tacą na której była cherbata i talerz z jajecznicą i parę kromek chleba z masłem.
-Proszę oto śniadanie.- uśmiechnęła się.
-Dziękuję.- powiedziałam i zabrałam się do jedzenia. W wiadomościach ciągle nie pokazywano nic ciekawego. W pewnym momęcie słowa prezentera przykuły moją uwagę.
-W pobliskim lesie leśnicy znajdują coraz więcej rozszarpanyh zwierząt. Są to króliki, sarny, lisy, łosie i niedźwiedzie. Często zwierzęta są tak zmasakrowane że trudno jest odróżnić co to za zwierzę. Leśnicy ciągle nie wiedzą jakie zwierzę może to robić.- Chwile myślałam. Mógł by być to Slejs ale jaki miła by u Boga w tym cel. Szybko dokonaczylam śniadanie. Zaniosłam tace do kuchni i wyszłam z domu.

---- W lesie.-----

Chciałam znaleźć jedno z tych zwierząt by sprawdzić czy moje podejrzenia są słuszne. Zmieniłam się w wilka i ruszyłam.truchtem przed siebię. Po paru minutach usłyszałam straszliwy śmiech.
-Witaj.- wtedy zobaczyłam Slejsa.
-A ja żegnam.- zaśmiałam się.
-Masz szczęście że jestem wilkołakiem i cie rozumiem.
-A ja myślę na odwrót.- zmienił się w wilka. Zaatakowałem go. Zaczęliśmy się bić. Pod dość długiej walce, Slejs zmienił się znów w ,,człowieka". Zaczął biec w.ostatnim momęcie wyskoczył w górę. Poczułam lekkie ukłucie w okolicach karku i dłoń Slejsa. Obruciłam się. Slejs znów się zaśmiał i zaczął uciekać. Żuciłam się w pogoń za nim. Po chwili wbiegliśmy na polane. Po środku leżał rozszarpany niedźwiedź. Slejs zniknął w krzakach. Podeszłam bliżej zwierzęcia. To mógł zrobić tylko pies, wilk albo Slejs. Gdy tak z bliska przeglądałam się niedziwedziowi, usłyszałam kroki i głosy trzech ludzi. Z krzaków wyszedł leśniczy z dwoma chyclami.
-To sprawca.- krzyknął leśniczy wskazując na mnie ręką. Nie czekałam ani chwili dłużej i zaczęłam uciekać. Robiłam gwałtowne skręty, nagłe zwroty. Lecz ciągle słyszałam ich za plecami. Mocno przyspieszyłam i zrobiłam gwałtowny skręt w gęste krzaki. Chwilę odpoczełam i postanowiłam się zmienić w człowieka. Spróbowałam... I nic. Spróbowałam znów,.i znów nic. Spróbowałam jeszcze parę razy ale nic z tego nie było. Usłyszałam kroki hycla. Szybko pobiegłam w drugą stronę, ale po paru krokach usłyszałam metaliczny trzask. Zatrzymałam się, byłam w klatce. Hycla przybili piątkę.
-Nie wygląda żeby miał wściekliźnie, ten pies wyglądacałkiem zdrowo.- zamurowało mnie. Ten hycel nazwał mnie psem? Oni chyba na oczy nie wiedzieli wilka. Byłam.tak zdziwiona że nawet nie zuqarzylam gdy zabrali mnie do swojej samochodu i kiedy wyruszyliśmy do schroniska.

---W schronisku----

Wyprowadzili mnie na smyczy do gabinetu weteraryinego. Jakaś pani obejrzała mnie i zbadała.
-Ta suczka jest całkiem zdrowa. Nie trzeba robić badabń krwi.- ostatnie zdanie bardzo mnie ucieszyło. Zabrali mnie do kojca na podwórku. Była tam buda i miska. Położyłam się na ziemi. Po chwili zasnęłam. Obudziły mnie głosy dwójki ludzi. Otworzyłam jedno oko. Obok mojego kojca przechodziła Gogo razem z Lenem i Hiro. Szybko poderwałam się i radośnie szczeknełam.

<ktoś?>

Od Gogo

- Weź się baranie jeden. Nie wiem...na pewno nie teraz, bo jeszcze trochę za młodzi jesteśmy. (No TROCHĘ xD)
- Aaalee serio bierzecie ślub? AHAHHAHAHAHA!
- No czego rżysz patałachu? Przed miłością nie ma ucieczki NIE MA! Ty też w końcu znajdziesz se dziewczynę.
- JASNE!
- Uwierz mi - prędzej czy później miłość i tak cię dopadnie. Lenisław wypad z baru!
Wróciliśmy do chaty kiedy to nadajnik mi pika.
- SHIT! NIE TERAZ NIE TERAZ! Dobra muszę iść.
Wybiegłam szybko z domu, ubrałam zbrojkę i poleciałam w wyznaczone miejsce.
- Jak to znowu usterka albo ta szmata to potnę się mydłem w płynie...

<Ktosiełki? Czekaj czekaj Hiro w końcu się doczekasz xD>

Od Hiro (to czekam xD)

H: Pff...pff... HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!
B: Zakooochani :3
G: Bardzo śmieszne!
H: Noo troche? *z kpiną* a kiedy wasz ŚLUB? HAHAHAHA!!!
<Gogo? Czekam>

piątek, 16 stycznia 2015

Od Lena (Zabije cię kiedyś wiesz Hiro? .-.)

- A nie interesuj się!
Odszedłem szybkim krokiem.
- Co on taki ciekawski jest...
Wtedy w jednej z uliczek coś usłyszałem...Slejsa oczywiście...nie to mnie zmartwiło - zmartwiło mnie to że tam też była Gogo. Od razu tam pobiegłem. No i miałem racje - był tam i Slejs i Gogo. Ta szmata już się zmieniła w wilka i trzymała pazury przy jej gardle.
- TE SLEJS ZOSTAW JĄ!
Rzuciłem w niego ostrym kijem i wtedy zwiał. Podbiegłem do Gogo.
- Nic ci nie jest?
- Nie spoko...wszystko jest ok...ale jeszcze bliżej by te pazury przyłożył to by tak dobrze nie było...szczęście że tędy przechodziłeś...a po kiego czorta ci garnitur?
- Em...no ten...tego... - "DOBRA ALBO TERAZ ALBO NIGDY!" Złapałem ją za rękę, ukucnąłem i otworzyłem pudełko z pierścionkiem. (jak to na filmach xD) Spojrzałem jej głęboko w oczy i zapytałem: - Wyjdziesz za mnie?
- Ooooaaa...oo... (Gogo nie wie co powiedzieć xD) Ooooow...Len...No co w ogóle za pytanie...oczywiście że tak!
Przytuliliśmy się i założyłem jej na palec pierścionek. No i wtedy przylazł Hiro...

<Hiro? Ja cię zabije przysięgam że kiedyś cię zabije .-.>

Od Hiro

Chodziłem sobie ulicą gdy zobaczyłem Lena w garniturze z pudełkiem z pierścionkiem?!
H: HAHAHA! Do kogo żeś się tak wystroił?!
L: Ciho! Bo ja ide do...
H: Do?
L: No do Gogo! Ale sie nie wygadaj!
H: Spokolokofoko. A po co ci ten pierścionek?
<Len?! Pocisłam>

czwartek, 15 stycznia 2015

Od Gogo

- Eeemmm...tha fuck? .-. Fuksiarz jeden .-.
- BRUNISŁAW! - Len go przytulił.
- Serio? .-. *nadajniki pikajo* CO ZNOWU?!

Hiro? Sorry że takie krótkie jestem w szkole .-.

środa, 14 stycznia 2015

Od Hiro

K (koleś): Nie wydaje mi się!
H: To niech zacznie!
Len sie na niego rzucił. Bili się.
Spojrzeliśmy na siebie z Gogo. Po jakimś czasie koleś kopnął lena a ten upadł metr dalej.
K: Ani kroku!
Przyłożył kotu do gardła nóż. Ale w tedy bruno zadziałał. Odwinął się i zaatakował ziomka. Pobił go i podrapał i przybiegł do Gogo.
K: To jeszcze nie koniec!
Wyskoczył z 20 piętrowego budynku.
H,G&L: ???
W tedy rozwinął zobaczyliśmy łapiący go samolot. W tedy zniknął.
<GołGoł?>

Od Gogo

- Słucham że co?! Niech tylko spróbują! Gdzie oni są!?!
- Nooo...
- NO MÓW!

Na miejscu
~~~~~~~~~~~~

Wbiliśmy do laboratorium.
- ŁAPY PRECZ OD MOJEGO KOTA! - Wrzasnął Lenisław.
- CO WY TU!?
- ODDAWAĆ BRUNISŁAWA PIERWSZEGO!
- Len...serio? .-.
- No co? ODDAWAĆ BRUNA!
- NIE MA MOWY!
Wtedy wbił Hiro z Bay'em.
- A teraz zmieniacie zdanie hm? - Zaśmiałam się złowrogo pod nosem.

<Hiro dokończ xD>

Od Hiro

H: No więc... Wygląda to dziwnie... Bo tu nic nie ma?
G: A nadajniki?!
H: Baymax sprawdzimy wrzystkie stacje nadawcze.
Sprawdzaliśmy każdą stację nadawczą i njedna sie zepsuła.
G: I?
H: Jedna jest trafiona, mam ją tu... Ale to mi nie wygląda na usterkę... Wygląda na celowe zepsucie...
G: A kto to ulicha by robił?!
H: Ktoś... Kto ma do nas problem... Slejs odpada bo to zbyt łagodne... *przeszywa go czarna myśl* Pomyśle!
Uciekłem do garażu.
H: Myśle że to może być ta gazeta... Good Tomorrow może się mścić... ale to nie to mnie przeraża Bay...
B: A co?
H: GT będzie chciało udowodnić a ja myślę że...
W tym momencie wpada Gogo.
G: Ktoś ukradł Bruna!
H: Że kogo?
G: Naszego kota!
H: Tego się obawiałem...
G: Czego?!
H: Good Tomorrow chce udowodnić że to co piszą to prawda... Mogli podjąć się testów genetycznych a żeby się odegrać zrobią to na waszym kocie!
<GołGoł?>

Od Gogo do Hiro

- Dawaj ten papirus!
Wyrwałam mu z łap gazetę i przeczytałam artykuł o hodowli.
- Shit...młody ma racje, serio podali to do sądu.
- YTYDYDYDY...JAK!? DLACZEGO!?
- Zdejmuj skarpetę.
- Ale po co...?
- ZDEJMUJ!
Len zamilknął i zdjął skarpetę. Polazłam gdzieś i napełniłam skarpetę masłem. Wróciłam do chłopaków.
- No to kto napisał ten artykuł?
- Ni jaki John Smith .-.
- Aaa ten...znam gościa...dobra idziemy!

W chacie Johna
~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wbiłam do chaty tego reportera i walnęłam go skarpetą z masłem.
- AŁA! A WY CO TU ROBICIE?!
- Bianco. Ludzie wierzą w to co napisano w gazecie a TU napisano że koty hodowli Lena do niczego się nie nadają! I do tego że są chore! A ja wiem że to nieprawda! Moja przyjaciółka ma dwa koty hodowli Lena i są zdrowe.
- Napisałem tak bo...
- BO!?
- Dostaje za to hajs...
Znowu mu przyfasoliłam.
- Idziesz do sądu i mówisz że to kłamstwo JUŻ! 

Po całej rozprawie
~~~~~~~~~~~~~~~

- Dzięki skarbie.
- No problemo Lenisławo xD
- .-.
- Oj żartuje xD
Wpadliśmy na młodego.
- Siemasz Hiro.
- Siema. Co tam? W gazecie piszą że tego Smitha zwolnili...
- Bo pisał same kłamstwa.
- To wszystko o tych kotach to kłamstwo ta?
- Tiaak. *Nadajniki im pikajo* Coś się dzieje! Lenisław spadamy!
Pobiegliśmy po zbroje i w wyznaczone miejsce.
- No to co tym razem?

<Hiro? Brak pomysłów .-. Kurde mistrz zemsty się znalazł xD>

Od Hiro do Gogo

T: Co jak co ale to jest przesada *śmiech*
H: Wiesz pomógłbym ci ale, nie *szept do Tadashiego* bo popieram gazety!
L: Dzięki wiesz...
H: Nie no bo na nacie pisze że te twoje koty są jakieś chore czy coś... I że wypada im sierść...
L: A ty co tak zapamiętujesz?!
Pokazałem mu gazetę.
L: Pokaż to!
H: Koty z hodowli [jakiejśtam] mają wady genetyczne i min. wypada im sierść, są bardziej podatne na choroby itp. Sprawa została zgłoszona do sądu i zadecydowano o zamknięciu hodowli.
G&L: CO?!
H: Tak tu pisze.
Podałem gazete Lenowi.
L: To niemożliwe... Dla czego ją zamykają?!
Wzruszyłem ramionami.
<Gogo? To za ten widelec!>

wtorek, 13 stycznia 2015

Od Gogo

- Daj se siana...sam se daj. Wracam na chatę.
Jak tylko weszłam do domu usłyszałam dźwięk niszczarki.
- CO DO!?
- A MACIE WY DURNE GAZETY!
- LEN OSZALAŁEŚ?!
- Wyjaśnię to - jakiś durny gość napisał w gazecie że koty mojej hodowli NIE NADAJĄ SIĘ NA WYSTAWY ani w ogóle do niczego! Więc kupiłem niszczarkę, złapałem tyle ile się dało tego tomu i teraz z jego gazetą robię TO! *niszczy kolejną gazetę*
- ILE ZAPŁACIŁEŚ?!
- Tak jakoś...z tysiaka...
- ŻE ILE!?
- Tysiaka...
Pociągnęłam go za ucho do szafy i ubrałam w strój banana.
- IDZIEMY NA MIASTO!
Wyciągnęłam go na miasto. Paradował tak w stroju banana.
- Dlaczego ja muszę tak cierpieć? .-.
- Bo zmarnowałeś tysiaka na miliardy gazet i niszczarkę. Hajsu się tak nie marnuje!
Natknęliśmy się na Hiro, Baymax'a i Tadashi'ego. Hiro miał minę jakby nie wiem...po chwili wybuchł śmiechem i wrzasnął:
- HAHAHAH! CO TO JEST?! HAHAHA!
- To jest kara...Młody błagam cię ratuj .-. Torturuje mnie ta baba .-.

 <Hiro? xD>

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Od Hiro do Gogo

H: A daj se siana!
Wstałem i polazłem do domu.
H: Jak mnie jeszcze raz nazwie młody to ja bende gadał na nią Stara...
<Ktoś?>

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Gogo (BYŁ UBRGADE OPKA xD)

Szłam z Hiro przez miasto kiedy spotkaliśmy jakiegoś faceta. Ale go ominęliśmy. (Palanty ni wiedzą że to Iron Man :D) Szliśmy dalej.
- To co robimy?
- A bo ja wiem...
- No ja też nie wiem... *dzwoni jej telefon* wait a second. *odbiera* Halo?
- *przez telefon* Kociaku wracasz już do domu?
- A co Lenuś? Tak ci się beze mnie nudzi?
- No i to bardzo.
- Dobra to wracam. Pa. *rozłącza się* Dobra Hiro, Lenisław się nudzi to wracam. Pozdrów Tadashi'ego.
- Ok. Nara.
Wróciłam do domu.
- Wróciłam!
- Hej skarbie.
- Czemu ci się tak nudzi beze mnie co?
- Bo mi się nudzi i kuniec :D
- Nigdy cię nie zrozumiem .-. Jak ci się tak nudzi to kupię co kota, mam kumpla który pracuje w schronisku.
- Nie musisz...
- Ale chcę. *dzwoni do tego gościa* Siemasz Zbychu.
- *przez fona* O hej Gogo.
- Słuchaj musisz coś dla mnie załatwić...kota potrzebuje.
- Nie ma opcji po ostatniej akcji!
- Ech...a jak ci kupię browara?
- A to co innego!
- Potrzebuje jakiegokolwiek koteła byle żeby mój facet się nie nudził.
- Spotkajmy się jutro po południu u mnie w schronisku.
- Spoks. Nara. *rozłącza się* Masz kota załatwionego Lenisław.
- Nie musiałaś...
- Za późno już :D

Następnego dnia w schronisku Zbycha :D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Gdzie ten cholerny Zbychu jest..zawsze się spóźnia matoł...
Wtedy wylazł z kotem.
- No wreszcie! Co to za koteł?
- Munckin.
- Dlatego taki kurdupelowaty. Ale cudny jest.
Zabrałam kociaka.
- Masz browara... *daje mu browara*
- Dzięki!
I zniknął. Zabrałam kota do domu.
- Paczaj co ci Len przyniosłam! 
Pokazałam mu kociaka.


Od razu zrobił szklane oczy i wziął kotka na ręce.
- Jaki cudny! To munckin nie?
- Ba.
- Jaka słodka puchata kuleczka!
"Ta a ten od razu go pokochał..."
- Nazwę go...Stefan!
- Cooooooooooooo? *facepalm*
- (jakby co to jest Stefan) Miau... *facepaw*
- Chyba nie lubi tego imienia...
- Em...No to może...Bruno.
- A to już fajne. No to mamy Bruna. *nadajnik pika* O shit coś się na mieście dzieje! Dobra spadam!
Wbiegłam do garażu i założyłam zbrojkę i pobiegłam w wyznaczone miejsce. Reszta już tam była.
- Sorki za spóźnienie! No to co tym razem?
- Znowu Slejs. - Warknęła przez zaciśnięte zęby Kiara.
- Co to już przejść się nie można? - Zachichotał Slejs.
- Em...Niet?
- Dobra to spadam. A jeszcze jedno - ŁAPAJ! - I rzucił z całej siły widelcem a sam uciekł. Widelec wbił się w ramię Hiro.
- AAŁA! W RAMIĘ WBITO MI WIDELEC!
Kiara podeszła do niego i próbowała go wyciągnąć.
- AŁA AŁAŁAŁAŁA!
- Kurcze, naprawdę mocno się wbił!
- Suń się młoda. - Odepchnęłam ją i złapałam widelec. - Uwaga!
- O nie, Gogo nie nie nie!
- CIĄGNĘ! *wyrywa widelec jednym bolesnym ruchem*
- AŁA! MUSISZ BYĆ AŻ TAK BRUTALNA?!
- Mam ci go tam wbić jeszcze raz i wyciągnąć jeszcze bardziej boleśnie?
- Nie!
- Więc się przymknij. Zabandażuj se to ramie i bedzie git.

<Hiro? Hueh hueh xD>

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Tony'iego

Siedziałem sobie z Pepper w moim przecudownym wieżowcu.

http://img2.wikia.nocookie.net/__cb20131122031917/disney/images/c/cb/StarTowerDay-Avengers.png

Nagle wszystko zaczęło się trząść.
- Jarvis (gadający komputer) aktywuj zbroję.
- To nie potrzebne sir. Panna Pots piekła kotlety i jedno z laboratorii wybuchło.
- Pepper? Jak można piec kotlety??
Wzruszyła ramionami. Ja wyszedłem się przejść, a gdzieś na ulicach zobaczyłem jakieś nastolatki.

<Ktosieł?>

Od Gogo

- Ten szczyl zawsze coś kombinuje...
Poleciałam za nimi. Siedzieli na mego wielkim wieżowcu. Paczałam się na nich z dołu i krzyczałam:
- E WY TAM NA GÓRZE! CHODŹTA NO TU NA CHWILĘ!
Jak grochem o ścianę normalnie bo gónwo słyszą...wjechałam do nich po pionowej ścianie. (Tak, tylko Spiderman i Gogo tak umieją xD)
- Można łaskawie wiedzieć co tym razem knujesz?
- J..Ja coś knuć?! No coś ty!
- Z tym kitem to idź gdzie indziej. Gadaj.

<Hiroł?>

Od Hiro

H: Wiesz Baymax nadal umie się bić... A sądząc po waszym wyglądzie ostatnio to lekko nie było.
Gogo straciła zapał do przywalenia mi.
B: Hiro a co z...
H: Zamknij się!
B: DObrze, a kiedy?
H: To my lecimy.
Wylądowaliśmy na wielkim budynku.
H: Ty musisz coś zawsze wygadać hm?
B: Przepraszam.
H: Potem to zrobie nie chce mi się.
Zobaczyłem w dole Gogo lampiącą się na nas.
<GołGoł?>

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Gogo

- Jak tylko "odpierzemy" mu mózgownice, to przypomnijcie mi żebym tego bachora porządnie sprała a potem wrzuciła do kotła ze wrzątkiem -.-
- Przypomnimy ci.
- A teraz zbieramy się!
 Jakoś udało nam się wstać.
- Najjaśniejsza cholera by to trafiła. Trzeba poskładać te opaskę bo go stracimy...forever.

-------PO GODZINACH SKŁADANIA OPASKI-------

- NARESZCIE! Idziemy szukać tego smarkacza...
Schowałam opaskę gdzieś (bez skojarzeń mi tu xD) i wylecieliśmy. 
- Dobra jest!
Zeskoczyłam z Iron Man'a i wsadziłam młodemu na łeb tą opaskę. Po kilku chwilach się ocknął.
- NO W KOŃCU!
Wyciągnęłam też Bay'owi ten chip.
- No to w końcu spokój...to co ja miałam zrobić? Kiara?
- Sprać go porządnie i wrzucić do kotła ze wrzątkiem.
- Zgadza się. To co najpierw? Wrzucić cię najpierw do wrzątku czy sprać? *kosmiczny śmiech Kacpra z "Rodzinki.pl"*

<Hiro? Ewentualnie zwiewaj albo spróbuj wyprać Gogo muzg żeby o tym zapomniała xD>

Od Hiro

IM: Slejs ma szczyla!
K: Hiro nie martw się!
Wsiadłem na Baymaxa w zbroi i Bay wycelował pięścią w Iron Mana i Kiare i Gogo.
K: Co do?
G: Koleś wyprał mu mózg.
S: Hiro załatw ich!
Slejs uciekł. Po paru minutach walki leżeli poobijani na ziemi.
Wyleciałem.
<Ktosiełki? .-.>

Od Gogo

Rozerwał opaskę na pół.
- TY CHOLERNY JEBANY IDIOTO! DLACZEGO TO ROBISZ?!
- Bo mogę. *szyderczy śmiech*
Wtedy wpadła Kiara i Iron Man.
- NO JESTEŚCIE WRESZCIE!

<Iron Man? Kiara? Hiro?>

Od Hiro

Gogo wyszła.
S: Łap ją
Wyskoczyłem z dziury i szczeliłem z nowej broni w nią. Zesztywniała i krzyczała
G: CO MA BYĆ?!!!!
H: Tylko ja.
G: Hiro wyciągnij mnie stąd! Jesteśmy przyjaciółmi!
H: Ta jasne! Moim przyjacielem jest Slejs!
G: Wiem że tego nie pojmiesz ale on ci wyprał muzgownice! To nie ty Hiro!
Dała mi w twarz.
G: Ocknij się!
Zabrałem ją do Slejsa.
S: To da się odwrócić tylko TYM *pokazuje opaskę*
W tedy ją rozerwał na pół.
<Gołgoł?>

Od Gogo do Hiro

- CO TO MIAŁO DO CIĘŻKIEJ CHOLERY BYĆ?! Chwila...Kiara widziałaś te jego gały nie?
- Ta...Slejs nad nim zapanował...
- Kurrrrnna blada...dobra spadajcie ja idę szukać Hiro.
Odjechałam i szukałam po mieście. Wtedy wpadłam do jakiejś nory. No i uderzyłam łbem o ścianę i urwał mi się film. I obudziłam się przywiązana do ściany. Oczywiście zbroja leżała w kącie...

(tak fiem że obrzydlistwo xD)

Hiro stał tam z kluczami do tych kajdan czy co to jest.
- Młody informuje cię tylko o tym, że jak stąd wyjdziemy, to dostaniesz ode mnie po mordzie!
Wtedy pojawił się Slejs.
- Slejs...Psia twoja mać...
Chciał mnie coś założyć na łeb jakąś opaskę czy cuś, ale się kręciłam.
- Spróbuj tylko gadzino to stracisz palucha.
Jak przybliżył rękę do mojej paszczy to go po prostu ugryzłam.
- Mówiłam że stracisz palucha. Wypuść mnie stąd popierdo*ony ciulu spod burdelu i Hiro też wypuść!
I wtedy zauważyłam pod swoją stopą dysk. Podrzuciłam go, wzięłam w paszczę i wyrzuciłam. Udało się! Przerwałam te kajdany. Od razu ubrałam się w zbrojke i szarpnęłam Hiro:
- Chodź!
Odepchnął mnie.
- Hiro?!
- On tu zostaje młoda - wyszedł Slejs
Uciekłam bo nic bym nie zdziałała z Hiro

<Hiro? Możesz ewentualnie zwiewać xD>

Od Hiro

Szedłem sobie sam po mieście a Tadashi został w domu. W sumie to nie sam bo z Baymax'em. I nagle te gały Slejsa.
H: B...Baymax?
B: Widzę.
Akurat gdy Baymax nie ma zbroi to jest ten wariat .-.
S: Proszę proszę...
Próbowaliśmy walczyć ale bez zbroi to gunwo. Urwał mi się film.Obudziłem się tu:

(To czarne to takie uchwyty w ścianie)

H: Baymax?
B: Cześć Hiro.
H: Cześć?! Jesteśmy przywiązani do ściany!
L.S.: Nie na długo...
H: Slejs! Puść nas!
L.S: Ale najpierw... 
Wyjął jakąś opaskę czy coś z czachą i chciał założyć mi na łeb. Odchylałem głowę ale uchwyty mi nie dawały. Założył mi i uchwyty puściły. Widziałem jak zakłada Baymaxowi inny chip ale nagle zakręciło mi się w głowie. Upadłem. Nagle ustało i wstałem.
H: Gdzie ja jestem?...
L.S: W naszej bazie PRZYJACIELU 
H: A to ty...
L.S: Zrobisz dla mnie to *pokazuje plan maszyny*
H: Jasne.
---------15 min potem--------

H: Slejs nie mam 1 części ale jest tylko w okolicy w 1 Muzeum Technologi.
L.S: To idź ją "weź"
H: Bay idziemy.
Przechodząc zobaczyłem w lusterku że mam czerwone oczy. WTF? No nieważne.


------------W Muzeum-----------
Wkradłem się przez okno. Pobiliśmy ochroniarza (wcześniej byli w garażu po zbroje) Wyjąłem część ale najwidoczniej ochroniaż zadzwonił na polizeje bo wpadła tam Gogo i Kiara z Iron Manem. Nie widzieliśmy się bo świecił księżyc i widziałem tylko cienie. Gogo mnie złapała i już miała mi przywalić gdy zorientowała się że to ja.
G: Hiro?!
Wyrwałem się. Spojrzała mi w oczy i zorientowała się że są czerwone. Zmyłem się z Baymaxem że nie zdążyła się skapnęła. Uciekłem do kryjówki Slejsa.
<Gogo? .-.>

niedziela, 4 stycznia 2015

Od Gogo do Hiro

- Dooobra to wypuść może już Kiare co? A ja muszę spadać...No to narazicho!
Zmyłam się do Lena ale go tam nie było.
- Len...?
Kręciłam się chwilę po parku kiedy trafiłam na krwawy ślad...prowadził do całkiem sporej kałuży krwi...

(Tak fiem fiem paskudne xD)

- L...Len...
Leżał w tej kałuży cały zakrwawiony...nie miałam wątpliwości że to Slejs. Jakimś cudem zaciągnęłam go do chaty. Po kilku godzinach się przebudził...
- No nareszcie!
- Jestem w domu?
- Tak. Mów co się tam stało.
- Czekałem na ciebie i zobaczyłem wtedy w najbliższej z uliczek blask tych oczu Slejsa...było ciemno w tej ulicy...potem tylko krew i ciemność...
Wyobraziłam sobie te pomarańczowo-żółte oczy...

(tak wiem przerażające :D)

Wtedy ktoś zapukał do drzwi.

<Ktosieł?>

Od Hiro do Gogo

T: To może pokażesz mi co się zmieniło?
Gogo popatrzała na mnie "Powiedz mu"
H: No dosyć sporo...
Nagle wyszedł ten idiota w zbroi.

B: Tadashi!
T: Czy to jest?...
H: Taaa...
T: A po co mu zbroja?!
H: Bo my uratowaliśmy świat przed Callaghan'em.
T: Przed kim?!
H: Przeżył i ukradł mikroboty... Zrobił raban na pół miasta bo Craigh (nwm jak to sie pisze xD) w testach portalu... w tedy zginęła jego córka i my go powstrzymaliśmy.
T: Seryjnie?!
G: No. Ej pokaż mu?
Poszliśmy do garażu i wyleźliśmy w zbrojach.
T: W O W
Nagle usłyszeliśmy warczenie.
K: Grrrr!
H: Kiara!
T: Co jest?!
G: Wiej Tadashi!!!
T: Ale...
H: Damy rade!
Tadashi pobiegł do garażu i go zamknął. Po jakimś czasie walki związaliśmy Kiarę.
H: Ocknij się!
K: Grrr... co... co się stało?
G: 1 słowo.
H: Slejs
K?: Coś źle zrobi... czy ja widzę duchy?!
T: Nie do końca.
H: To jest Tadashi. Tak żyje i to nie sen.
K: Spoko...
H: A to jest Kiara. Wilken czyli wilk-człowiek.
<Ktooosieły?>

Od Gogo do Hiro

Len zaczął gadać z Kiarą a ja na ulicy zobaczyłam...
- Kotku zaraz wracam...
Podeszłam bliżej...ON SERIO TAM STAŁ!
- T....T...T..TADASHI!?!??!?!?! TO TY ŻYJESZ?!
- No jak widzisz Gogo - Tadashi żyje! - Hiro był szczęśliwy.
- PYTAM SIĘ JAKIM CUDEM!?
Opowiedzieli mi wszystko.
- Kurde ty to masz farta stary. Wszyscy na polibudzie myśleli że jesteś trup.
- Ale żyje.
- Fiem. No to co macie zamiar teraz zrobić?

<Hiro? Kurde ale pomysł kapitalny>

Od Hiro

Szedłem po mieście smutny... To pierwszy nowy rok bez Tadashi'ego... Usiadłem na ławce.
H: To pierwszy sylwester osobno... Wolałbym żeby ostatni osobno... (Bez skojarzeń xD)
Siedziałem chyba godzinę gdy nagle na końcu ulicy... to nie... możliwe... Na ulicy stał... TADASHI?!
H: Ta...da...shi...
T: Hiro? Hiro!
Pobiegłem do niego. Przytuliliśmy się...
H: Ja myślałem że nie żyjesz... Wrzyscy tak myśleli...
T: W sumie to ja też... Ale jednak przeżyłem.
H: Ale jak?...
T: Zobaczyłem jak ogień idący w stronę beczki z gazem. Zacząłem uciekać i w momencie wybuchu wyskoczyłem przez okno, i wpadłem do rowu. Obudziłem się w jakimś domu poza Sanfranoskyo. Tam była jakaś pani która mnie znalazła... Musiałem cię znaleźć ale trochę to trwało.
W szybie zobaczyłem Gogo za nami która stoi jakby ducha zobaczyła.
<Gogo?>

Od Lena

Zaraz po powrocie do domu, Gogo poszła do TV.
- Aż tak ci się nudzi?
- Tiiaaak.
- To może ja pójdę na spacer...
- Dobra ja też pójdę.
Założyłem czapkę i wyszedłem a za mną szła Gogo. Na mieście spotkaliśmy...Kamiego.
- Siemasz Kami.
- K..K...K...KAGAMINE!? TY ŻYJESZ?!
- Em...jak widać.
Wtedy doszła Gogo. Wrzasnęła:
- TO TA SZMATA CO MNIE POCAŁOWAŁA!
- ŻE CO!? ŚMIAŁ CIĘ POCAŁOWAĆ?! Koleś, pałka się przegięła!
- KAGAMINE TO WCALE NIE PRAWDA!
- Jak Gogo mówi że tak było to tak było. Mnie się zdaje że chcesz gościu dostać ode mnie po mordzie.
- DOBRA OK SPADAM!
Zwiał jak tchórz.
- Seeeerio cię pocałował?
- Tiaaak.
- Już ja go dorwę...idziemy do parku?
- Oki.
Poszliśmy do parku i usiedliśmy na ławce. Wtedy zobaczyłem Kiarę.
- Hej Kiara! - Krzyknąłem. Podeszła bliżej. - Siema.
- No hej. Cześć Gogo.
- No hello młoda.
- Dobra...Kiara co tu robisz?
- A tak sobie poszłam na spacer.
- My też. Gogo tak się nudziło że ciągle siedzi przed TV.
- Nie ciągle pacanie -.-
- Ciągle ciągle...Kiara co się właściwie wtedy stało jak nas zaatakowałaś? To Slejs tobą kierował ta?

<Kiara? Ja jak nie pisze dłużej niż godzinę to dostaje załamania nerwowego .-. xD>

sobota, 3 stycznia 2015

Od Gogo do Kiary

Nie wiedziałam co się stało...Kiara się na nas rzuciła. Wszyscy zostali mocno ranni. Bay latał w te i we wte i opatrywał nam rany.
Następnego dnia spotkaliśmy Kiare w parku.
- Kiara...?
Podskoczyła jak jakiś kangur.
- Idźcie! Bo znowu wam zrobię krzywdę!
- Młoda zaczekaj! To nie twoja wina! To Slejs!
- Ale to ja was tak zraniłam...
- To nie jest twoja wina i koniec kropka. Nie martw się. Już jest w porządku.
- Właściwie to ty nadal masz ten teges... - Wtrącił się Hiro.
- Stul dziób.
- ...
- Tak czy siak Kiara, to nie była twoja wina i się już nie martw.
- Mówisz...?
- Mówię. Dobra Lenisław wypad.
- Lenisław serio? .-.
- Ty mówisz Gogosia to ja Lenisław. Oko za oko.
Hiro wyglądał jakby miał wybuchnąć ze śmiechu. Myśmy się zmyli do naszej hacjendy.

<Hiro? Lenisław xD>

Od Kiary

Była noc. Szłam sobie tak mając nadzieję że nie wydarzy się nic niezwykłego. Myliłam się. Na zakręcie spotkałam Slejsa. 
-Jeszcze ci mało?!- krzyknęłam. Miałam go już serdecznie dość. 
-Postanowiłem że nie będę chciał cię zniszczyć, ale zaproponować współpracę- uśmiechnął się. 
-Jeżeli myślisz że do ciebie dołączę to się grubo mylisz.- Chciałam się na niego żucić, ale on złapał mnie za ramiona. Mimowolnie spojrzałam mu w oczy. Poczułam dziwny ból jak by ktoś wchodził w moje ciało. Nie chciałam do tego dopuścić, opierałam się teamu. W pewnym momencie nie dałam już rady, odpuściłam. Poczułam jeszcze większy ból. W końcu ustąpiłam. Slejs puścił mnie. Chwilę stałam nie wiedząc co się dzieje. 
-Chodź moja wspólniczko.- Powiedział Slejs. Chciałam zaprotestować ale nie mogłam. Ruszyłam za Slejsem, próbowałam się zatrzymać, ale nie mogłam. Coś mną ,,Sterowało". Udało mi się spojrzeć w szybę sklepu. Wyglądałam normalnie ale oczy... One miały w sobie coś czego nie umiem opisać ale po nich można było poznać wszytko. Szliśmy dalej. 
-Wiesz co Kiara. Podoba mi się teraz. Na pewno będziesz dobrą wspólniczką.- zaśmiałam się, a ja ... O boż ... Uśmiechnęłam się szyderczo. Minęło parę ładnych minut, długich minut możne nawet godzina gdy Slejs odezwał się ponownie. 
-No, jest nasz cel.- powiedział.- na dość dużym parkingu zobaczyłam Hiro, Gogo, Lena i Baymax'a. 
-Czyń honory.- zaśmiał się. Zaczęłam iść ich stronę. Próbowałam się zatrzymać zawrócić co kolwiek. Dostrzegli mnie. Zdziwili się gdy zobaczyli stojącego Slejsa i mnie idąca w ich stronę nie okazująca żadnych uczuć. Gdy był już bliżej nich nisz Slejsa zdołałam na chwilę się wyzwolić, spojrzałam na nich oczami błagalnymi 
-Uciekajcie.- szepnęłam. Znów poczułam ból, gdy coś wdzierało się do mojego ciała przejmując kontrole. Znów spojrzałam na nich tym razem uśmiechnęłam się szyderczo. Zaczełam iść, zmieniłam się w wilka i zaczęłam biec. 
-Kiara?- spytał Hiro. Chciałam się zatrzymać zmienic w człowieka, ale nie mogłam. Gdy szykowałam się do ataku, straciłam kontakt z żeczywistościął. 
Obudziłam się na tym samym parkingu, ciągle byłam wilkiem. Rozejrzałam się w koło. Nie było nikogo, Slejsa, Hiro, Gogo, Lena ani Baymax'a. Spostrzegłam że mam łapy we krwi, cała byłam we krwi, a wkoło było jej więcej. Na szczęście odzyskałam władzę nad ciałem. Nagle bardzo się przestraszyłam. Szybko pobiegłam do domu Hiro. Gdy już byłam na miejscu zmieniłam się w człowieka. W jednym z okien, firanka była dość odsłonięta że mogłam zobaczyć co się dzieje. Hiro, Gogo i Len byli w fatalnym stanie, ledwo trzymali się na nogach. Ubrania mieli poszarpane i cali byli we krwi i ranach. Baymax przyniósł bandaże i opatrunki. Chciało mi się płakać, ja to im zrobiłam. Zaczęłam biec, do parku. Gdy dobiegłam na miejsce zwolniłam. Stanęłam i patrzyłam w niebo. Nie wiem ile czasu tak stałam, ale w pewnym momencie poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i usłyszałam głos Gogo. 
-Kiar...- odskoczyłam jak oparzona. Byli z nią jeszcze Len i Hiro. Wyglądali tragicznie. 
-Zostawcie mnie! Bo znów was skrzywdzę. - krzyknęłam i zaczęłam uciekać. Biegłam do opuszczonej części parku. Położyłam się na jednej z ławek i zaczęłam płakać. 

<Ktoś?>

czwartek, 1 stycznia 2015

Od Gogo do Hiro

- No i jak się ma nasz Bay? - Powiedziałam zdejmując kurtkę.
- Spoko...całą noc i pół dnia zarwane...
- Biedny jesteś.
- Hm... - Był strasznie śpiący i dosłownie był bliski zaśnięcia na stojąco.
- Weź się prześpij.
- Mówisz?
- Ty umierasz ze zmęczenia jakby nie patrzeć.
- No... *ziew* dobra...
Od razu zasnął. "No to spadam. Dziś sylwester w końcu i trzeba się wyszaleć!"

-----WIECZOREM------

Czekałam w mojej imprezowej kiecce na Lena.
- LEN SZYBCIEJ!
- JUŻ KOTKU CHWILECZKĘ!
- MÓWISZ TAK JUŻ 20 MINUT!
Wtedy wylazł z domu w...kocich uszach i to różowych.
- Co to jest?!
- Moje imprezowe kocie uszy.
- *facepalm* idziemy na sylwestra a nie na bal przebierańców...ale słodko wyglądasz. No to chodźmy już.

------NA IMPREZIE------

Puścili fajną skoczną muzę. 
- Czuje że będzie samba Len.
- No i to rozumiem!

(W minucie od 1:46 do 2:01 uznajcie że śpiewa Gogo xD)

Tańcowaliśmy trochę, śpiewaliśmy, upiliśmy się szampanem (xD) kiedy wreszcie nadszedł ten czas - za 10 sekund nowy rok!
- No nareszcie! 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1...HAPPY NEW YEAR! JUUUUUUUUUHU!
- Nowy rok!
Fajerwerki wystrzeliły jak szalone.

(Wiem, przerażające xD Sama rysowałam)

- NEW YEAR!!!
- OOO YEAH!
Po poskładaniu sobie noworocznych życzeń i tak dalej wróciliśmy do chaty.
- Uuuhu! Ale się działo!
A firework'sy nadal strzelały...Po kolejnym upiciu się szampanem poszliśmy spać...

<Ktosieł? HAPPY NEW YEAR! :D>


Od Hiro do Gogo

H: A bo ja wiem?! Raczej zapytam GDZIE BAYMAX?!
Nagle zobaczyłem leżącego robota na jezdni.
H: Baymax!!!
B: Wylecieliśmy... Przez okn...o...
H: Ale co się stało?!
B: Ciężarówka mnie uderzyła... a potem... uderzyła w ałto...
H: Baymax trzymaj się.
Na szczęście chip miał cały.
H: Idziemy *ciągnie baymaxa* do... domu... ILE TY WAŻYSZ?!
Zaniosłem go do garażu i zacząłem naprawiać.
G: I jak to wygląda?
H: Ma roztrzaskane kamery i połamany szkielet.
Robiłem przy nim całą noc i pół dnia ale się udało. Weszła Gogo.
<Gogo?>