środa, 10 grudnia 2014

Od Gogo do Hiro i Kiary

Hiro poleciał z Baymaxem do tego żula. Życzę temu debilowi żeby tam zdechł razem ze swoim bratem. Mimo iż rana była poważna, poszłam do parku zaczerpnąć powietrza. Spotkałam tam Kiare.
- Hej Kiara.
- O cześć Gogo. - Spojrzała na mój zakrwawiony bandaż na klacie. - Matko boska! Co ci się stało?
- Długa historia. Widziałaś Hiro?
- Słyszałam go tam. - Pokazała ręką na ciemną uliczkę niedaleko.
- Dzięki. To do zoba.
Poszłam do tej uliczki. Były tam toczone wałki botów. Hiro i Bay wygrali i zarobili masę hajsu. Ale jak Hiro mnie zobaczył to poleciał z Bayem do domu. Też tam wróciłam. Byłam nawet przed nimi. Wskoczyłam do wyrka. Przyszedł Hiro.
- Wróciłem.
- Jak ten menel?
- W pudle.
- No i dobrze.
- Jak się czujesz?
- Bywało lepiej, ale mogło być gorzej. Mogłam zginąć.
- Wiesz...dziękuję.
- Za co?
- Mogłaś tam umrzeć ratując mnie...ja się zachowałem jak świnia a ty prawie oddałaś za mnie życie...
- Od tego się ma przyjaciół. - Uśmiechnęłam się lekko. - Zawsze możesz na mnie liczyć.
Zaczęło się robić ciemno. Wstałam z łóżka.
- Ej gdzie idziesz?
- Do garażu. Właśnie u was w garażu spałam pod jakimiś szmatami. Było tam cieplej niż w kartonie...tak się jakoś skitrałam w kącie w garażu i zasnęłam. No a potem już tam spałam każdej nocy.
- Przecież jesteś ranna! Nie będziesz spała pod szmatami.
- To tylko pieprzona rana, nic mi nie będzie.
- Nie i koniec! Nie pozwolę ci spać w garażu!
- No to gdzie mam spać?
Wyciągnął z szafy śpiwór.
- Ok...lepsze to niż pod szmatami.
Wcisnęłam się do śpiwora. Hiro się ubrał w piżamę i walnął się na wyrko. Po kilku minutach spał. Ja tak naprawdę nie zasnęłam. Gdy tylko młody zasnął, wymknęłam się z domu. Poszłam do opuszczonego garażu, tam gdzie kiedyś spałam w zepsutym wanie. Obok garażu stał również opuszczony dom z balkonem. Weszłam na balkon i obserwowałam miasto nocą. Zimny wiatr uderzał w twarz i muskał moje włosy. Westchnęłam.
- Ach...Tęsknie Len...
Spojrzałam na stojące przy śmietniku kartony...przypomniało mi się jak poznałam Lena...Moją pierwszą i jedyną miłość...

To było dwa dni po mojej ucieczce z domu dziecka. Nie mogłam wtedy wrócić do domu, bo został wystawiony na sprzedaż. Błąkałam się sama po mieście. Trafiłam do tego opuszczonego domu z garażem. Z kartonów przy śmietniku dobiegał jakiś głos, jakby płacz. Siedział tam chłopiec. W moim wieku (a wtedy Gogo miała pięć lat) To był Allen. Spotkało go to samo co mnie...szybko się zaprzyjaźniliśmy. Potem przyjaźń, jak to często bywa przeobraziła się w inne uczucie...byliśmy nierozłączni...zamieszkaliśmy w starym wanie. Na czternaste urodziny, Len podarował mi najwspanialszy prezent - pocałunek...powiedział że to na znak naszej miłości...ale szczęście nie trwało długo. Pewnego dnia wyszedł i już nie wrócił. Martwiłam się jak nigdy. Chodziłam po mieście nawołując go. Błąkałam się samotnie sześć dni i sześć nocy w poszukiwaniu ukochanego. I w końcu go znalazłam. Był nieprzytomny. Cały we krwi..gdy się ocknął, powiedział że jakieś bandziory szukały mnie. Widocznie to był Pit i jego banda. Kiedy tylko się dowiedział że chcą mnie dopaść, zaatakował ich. To oni go tak pobili...zaniosłam go do szpitala ale...zmarł przed wejściem...nie potrafiłam się z tym pogodzić...siedziałam w naszym wanie sama dniami i nocami...Prawie nic nie jadłam, nie spałam...tylko przytulałam nasze zdjęcie...dwa lata potem przyjęto mnie do laboratorium Tadashiego i poznałam Hiro. Nikomu nigdy o Lenie nie mówiłam, bo prawie o nim zapomniałam. Potem ten tragiczny wypadek w którym zginął Tadashi...a potem to już wiecie...Udało mi się zapomnieć o mojej miłości...Ale mimo to, nadal za nim tęsknie...czasami w nocy mam ten koszmar, kiedy Len umiera...wtedy wymykam się tu...bycie tutaj przywołuje wspomnienia...to uspokaja...

Pogrążałam się tak we wspomnieniach kiedy usłyszałam za sobą Hiro:
- Co ty tu robisz?
- Chciałam się przewietrzyć... - Westchnęłam smutno.
- Co jest?
- Nic...

<Hiro?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz