Hiro latał jak szalony za kociczką, Baymax też.
- Chodź tu ty mała! - Już miał ją złapać ale wskoczyła mu na głowę. - Ty mała pchło ty jedna ty!
- O matko...Len.
Len, zawodowy treser kotów, wyciągnął z torby kocimiętkę. Kotka to poczuła i zatrzymała się. Złapałam ją za skórę na karku i wyciągnęłam jej z pyszczka kartkę. Odłożyłam ją na ziemię.
- Masz te swoją kartkę Hiro. A co tam jest? - Mówiłam podając młodemu karteczkę.
- Nic nic!
- Jasne jasne...dobra nie wnikam. - Usiadłam obok Kiary. - Jak siemasz?
- Spoko...bywało lepiej.
- Heh...
Wtedy moją uwagę przykuło to że koc był jakby...we krwi...
- Slejs mocno cię zranił?
- Tak trochę...mam jeszcze jedną ranę na nodze.
- Pokaż ją...
Odsłoniłam koc. Rana wyglądała potwornie.
- O shit...
Hiro gadał z Bay'em:
- Miałeś jej pilnować balonie!
- Nie moja wina.
- A czyja?! Moja?!
"Chryste panie mogliby przestać..." Miałam dość. Krzyknęłam:
- OGAR! Na mnie patrz!
Obrócili głowy.
- No. Powiecie mi co to jest?! - Pokazałam na ranę Kiary. Zrobili wielkie oczy.
- Eem...nie najlepiej to wygląda.
- No co ty nie powiesz? Oaah... *facepalm* dobra zróbcie coś z tym bo nam się młoda zaraz wykrwawi do cholery...
<Hiro? Kiara? Len?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz