To było straszne, to co zrobił Slejs. Chodź z drugiej strony to w jego
stylu. Nie miałam co robić, Woody i Nat znów zostali wezwani do
NocnejZmiany. Postanowiłam przejść się do lasu.
--Po paru godzinach wędrówki spacerkiem do lasu.--
Chodziłam po lesie obserwując przyrodę. Usłyszałam szelest w
krzakach. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam jak wychodzi z nich
Slejs, zaśmiał się jak to miła w zwyczaju.
-Jak widać za łagodne są moje sposoby pozbycia się ciebie.
-Jak widać.- mruknełam. Slejs żucił się na mnie. Odskoczyłam i zadałem mu ranę moim sztyletem. Zawał z bólu.
-Sztylet z czystego srebra który dostałam od Nata na coś się przydał.- zaśmiałam się.
-Ty małą wredna istoty.- krzyknął. Zaczęłam uciekać. Ścigał mnie
bardzo długo. Po bardzo długim biegu, wbiegliśmy na polane. Na moje nie
szczęście owa polna była zakończona wysokim klifem. Slejs zaśmiał się
-I co teraz.
-Będę walczyć do końca.
-I dobrze. - powiedziała. Rzucił się na mnie, wyjęła sztylet i zaczęłam odbierać jego ataki. Po chwili byłam już na krawędzi.
-Rzegnaj.- uśmiechnął się
-Nie sądzę.- Warknęłam i chwyciła go za łapy. Trochę się zdziwił,
ale po chwili opanował się i zrzucił mnie z klifu. Zaczęłam krzyczeć. W
pewnym momęcie złapałam się jakiejś gałęzi. Spojrzałam w dół, wisiał
parę metrów od ostrych skał, spojrzałam w górę,.od szczytu dzieliło mnie
bardzo wile metrów. Nie wiedziałam co zrobić, gałąź nie wygląda na
solidną, a mi po mało brakowało sił.
-HALO JEST TAM KTO!!- krzyknęłam. Nie usłyszałam odpowiedzi, za to usłyszałam trzask łamanej gałęzi.
<ktoś?.brak weny>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz