czwartek, 29 stycznia 2015

Od Gogo do Kiary

Usiadłam sobie na balkonie kawiarni i obserwowałam miasto pokryte śniegiem.
- Nareszcie spadł ten śnieg...już myślałam że nigdy go nie będzie. - Szepnęłam do siebie. Wtedy zobaczyłam wracających Hiro, Bay'a, Kiarę, Nat'a i Woody'ego. Krzyknęłam do nich: - Siema ludziska! Wchodźcie!
Zeszłam na dół do nich.
- Co tam u was?
- Nic tam...a u ciebie?
- Spoko. Nasze koty śpią.
- Gogo, jak ty to robisz?! .-. Ja nad tymi potworami nie potrafię zapanować a ty?! Naucz mnie .-. - Powiedział z nutką "rozpaczy" w głosie Hiro.
- T.a.l.e.n.t  ziomuś. Talent. A konkretniej ponad 11 lat z hodowcom kotów. xD
- Suuper...
- Tjaaa... *nadajniki pikajo* już myślałam że sobie odpuścili! Idziemy!

---NA MIEJSCU---

- Sjejs, usterka czy jeszcze coś innego? - Spytałam z sarkazmem.
- CO TO JEST?! - Wrzasnął Hiro pokazując na TO COŚ:

Demon - Wariant 4 - Stadium 5.png 

- DA FUK!? Czekajta...no dobra to na bank jakiś eksperyment...bo to nie jest normalne...
- No raczej! Gogo przestań już gadać tylko zróbmy z TYM CZYMŚ coś!
To cuś jednak się wzbiło w powietrze. Pojechałam po ścianie i na niego skoczyłam, ale odepchnął mnie ogonem. Wylądowałam jakieś 20 metrów dalej. Oberwałam mocno.
- Szjet...
- GOGO NIC CI NIE JEST?! (krzyczo bo jeste daleko bardzo xD)
- SPOKO! TYLKO SIĘ ZADRAPAŁAM!
Wstałam i podjechałam do nich.
- Zajmijmy się tym gónwem.

---PO ODSTAWIENIU CUSIA DO LABA---

Udało się. Ale ja byłam cholernie poobijana, bo to ja najmocniej oberwałam. Na chacie opatrzyłam se rany.
- Gogo, na pewno wszystko ok?
- Ba. Nie martw się. Ze mną będzie dobrze. - Wtedy za oknem zauważyłam siedzącego na ławce, smutnego Kamiego i jego siostrę. - Ech...
- Co jest?
- Noo...Dobra powiem...szczerze nigdy nie lubiłam siostry Kamiego, ale on był kiedyś moim kumplem. Ogólnie to znaliśmy się od przedszkola. Zawsze miał uśmiechniętą gębę ZAWSZE. Był słabeuszem i mazgajem ale...strasznie kleił się do matki. Gdy tylko ją widział, uśmiechał się jak nie wiem...do dnia w którym odeszła. Nie poszedł wtedy do przedszkola...szukałam go. Znalazłam nad rzeką, tam gdzie zginęła jego matka. Obok leżał jego plecak. Kręcił się w okół jakby szukał mamy...gdy się zmęczył, siadał na brzegu, a po chwili znowu wstawał i kręcił się w kółko...myślałam że tego nie wytrzymam...serce mi się krajało jak na niego patrzyłam...potem moi rodzice umarli, poznałam Lena a dalej to sam wiesz...a dzisiaj jest rocznica śmierci jego mamy...jak miał dziewięć lat to jeszcze w dodatku umarł jego ojciec...dobra, nienawidzę go za to co mi zrobił (nadal nie zapomniała o pocałunku w policzek by Kami xD) ale w sumie trochę mu współczuje...
- No ja też...
- To zwykła szmata ale też jest człowiekiem... *telefon dzwoni* Uno momento *odbiera* Halo?
- Cześć skarbie!
- No nareszcie dzwonisz Len! Ile można czekać?
- Sorry...ale informuje ci że wracam już.
- WHAT?! Miałeś tam być rok!
- No tak ale koty z hodowli nikomu się nie spodobały, wręcz podpalili wystawę, więc właściciel się wycofał no i wracam.
- SUUUPER! A hajs?
- Nic.
- OOOOOO! *facepalm* -.- Ważne że wracasz. Papatki! *rozłącza się* Ty Lenisław wraca.
- Em...WTF?
- Nooo ja też jestem zdziwiona.

---NEXT DAY, W DRODZE NA PERON---

Szłam po Lenisława. Gdy doszłam na peron...nie było go tam. Widocznie już szedł do domu więc się wróciłam. Ale wtedy, zobaczyłam...leżał w uliczce...zakrwawiony...to Slejs to zrobił...ale...zorientowałam się że umarł...
- Nieee...
Podeszłam do niego. Starałam się powstrzymać łzy. Cichuteńko zaśpiewałam refren jego ukochanej piosenki...

[KLIK]

'Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
If we meet forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals, immortals, immortals, immortals
Immortals...

- Kocham cię...
Nic nie mówiłam więcej...pocałowałam go i odeszłam... 

---W KAWIARNI---

- Hej Gogo! Co to za smutna mina? I gdzie Len?
- On...on nie żyje... - Odwróciłam głowę. Po policzku spłynęła łza.
- Aaaa...Aaa...Ale jak to...?
- Slejs...
- Tak mi przykro...
- Nie użalaj się nade mną...poradzę sobie...

---DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ---

Nadal ubolewałam po śmierci Lena...ale humor mi się poprawił...depresja też mi trochę przeszła. Wyszłam na miasto. Wtedy spotkałam Kiarę.
- Hej Gogo...
- Cześć...
- Ja...słyszałam o Lenie...przykro mi...
- Nie przejmuj się mną. Dam sobie rade. 
Wróciłam do kawiarni.
- Hejka Hiro.
- Hej Gogo. Co tam?
- Nic...a jak tam koty?
- Spoko. Śpią na szczęście...
- Heh... *nadajniki* Co tym razem?

<Hiroł? Taaaaaa jestem zła .-. nienormalna, zła, chora xD Zabiłam go .-.>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz