Zmyłam się do Lena ale go tam nie było.
- Len...?
Kręciłam się chwilę po parku kiedy trafiłam na krwawy ślad...prowadził do całkiem sporej kałuży krwi...
(Tak fiem fiem paskudne xD)
- L...Len...
Leżał w tej kałuży cały zakrwawiony...nie miałam wątpliwości że to Slejs. Jakimś cudem zaciągnęłam go do chaty. Po kilku godzinach się przebudził...
- No nareszcie!
- Jestem w domu?
- Tak. Mów co się tam stało.
- Tak. Mów co się tam stało.
- Czekałem na ciebie i zobaczyłem wtedy w najbliższej z uliczek blask tych oczu Slejsa...było ciemno w tej ulicy...potem tylko krew i ciemność...
Wyobraziłam sobie te pomarańczowo-żółte oczy...
(tak wiem przerażające :D)
Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
<Ktosieł?>


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz