Obudziłam się dość późno. Z pokoju słyszałam jak pani Smit
przygotowywała śniadanie w kuchni. Szybko się przebrałam w spodnie i
buske. Weszłam do salonu, telewizor był już włączony, oczywiście szły
lokalne wiadomości. Usiadłam na kanapie. Prezenter mówił coś o spadku na
giełdzie jakiś akcji, nic ciekawego. Sprawdziłam program telewizyjny,
leciały same nudne rzeczy, postanowiłam nie przełączać. Po chwili w
drzwiach salonu stanęła pani Smit z tacą na której była cherbata i
talerz z jajecznicą i parę kromek chleba z masłem.
-Proszę oto śniadanie.- uśmiechnęła się.
-Dziękuję.- powiedziałam i zabrałam się do jedzenia. W wiadomościach
ciągle nie pokazywano nic ciekawego. W pewnym momęcie słowa prezentera
przykuły moją uwagę.
-W pobliskim lesie leśnicy znajdują coraz więcej rozszarpanyh
zwierząt. Są to króliki, sarny, lisy, łosie i niedźwiedzie. Często
zwierzęta są tak zmasakrowane że trudno jest odróżnić co to za zwierzę.
Leśnicy ciągle nie wiedzą jakie zwierzę może to robić.- Chwile myślałam.
Mógł by być to Slejs ale jaki miła by u Boga w tym cel. Szybko
dokonaczylam śniadanie. Zaniosłam tace do kuchni i wyszłam z domu.
---- W lesie.-----
Chciałam znaleźć jedno z tych zwierząt by sprawdzić czy moje
podejrzenia są słuszne. Zmieniłam się w wilka i ruszyłam.truchtem przed
siebię. Po paru minutach usłyszałam straszliwy śmiech.
-Witaj.- wtedy zobaczyłam Slejsa.
-A ja żegnam.- zaśmiałam się.
-Masz szczęście że jestem wilkołakiem i cie rozumiem.
-A ja myślę na odwrót.- zmienił się w wilka. Zaatakowałem go.
Zaczęliśmy się bić. Pod dość długiej walce, Slejs zmienił się znów w
,,człowieka". Zaczął biec w.ostatnim momęcie wyskoczył w górę. Poczułam
lekkie ukłucie w okolicach karku i dłoń Slejsa. Obruciłam się. Slejs
znów się zaśmiał i zaczął uciekać. Żuciłam się w pogoń za nim. Po chwili
wbiegliśmy na polane. Po środku leżał rozszarpany niedźwiedź. Slejs
zniknął w krzakach. Podeszłam bliżej zwierzęcia. To mógł zrobić tylko
pies, wilk albo Slejs. Gdy tak z bliska przeglądałam się niedziwedziowi,
usłyszałam kroki i głosy trzech ludzi. Z krzaków wyszedł leśniczy z
dwoma chyclami.
-To sprawca.- krzyknął leśniczy wskazując na mnie ręką. Nie czekałam
ani chwili dłużej i zaczęłam uciekać. Robiłam gwałtowne skręty, nagłe
zwroty. Lecz ciągle słyszałam ich za plecami. Mocno przyspieszyłam i
zrobiłam gwałtowny skręt w gęste krzaki. Chwilę odpoczełam i
postanowiłam się zmienić w człowieka. Spróbowałam... I nic. Spróbowałam
znów,.i znów nic. Spróbowałam jeszcze parę razy ale nic z tego nie było.
Usłyszałam kroki hycla. Szybko pobiegłam w drugą stronę, ale po paru
krokach usłyszałam metaliczny trzask. Zatrzymałam się, byłam w klatce.
Hycla przybili piątkę.
-Nie wygląda żeby miał wściekliźnie, ten pies wyglądacałkiem
zdrowo.- zamurowało mnie. Ten hycel nazwał mnie psem? Oni chyba na oczy
nie wiedzieli wilka. Byłam.tak zdziwiona że nawet nie zuqarzylam gdy
zabrali mnie do swojej samochodu i kiedy wyruszyliśmy do schroniska.
---W schronisku----
Wyprowadzili mnie na smyczy do gabinetu weteraryinego. Jakaś pani obejrzała mnie i zbadała.
-Ta suczka jest całkiem zdrowa. Nie trzeba robić badabń krwi.-
ostatnie zdanie bardzo mnie ucieszyło. Zabrali mnie do kojca na
podwórku. Była tam buda i miska. Położyłam się na ziemi. Po chwili
zasnęłam. Obudziły mnie głosy dwójki ludzi. Otworzyłam jedno oko. Obok
mojego kojca przechodziła Gogo razem z Lenem i Hiro. Szybko poderwałam
się i radośnie szczeknełam.
<ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz