sobota, 17 stycznia 2015

Od Kiary

Obudziłam się dość późno. Z pokoju słyszałam jak pani Smit przygotowywała śniadanie w kuchni. Szybko się przebrałam w spodnie i buske. Weszłam do salonu, telewizor był już włączony, oczywiście szły lokalne wiadomości. Usiadłam na kanapie. Prezenter mówił coś o spadku na giełdzie jakiś akcji, nic ciekawego. Sprawdziłam program telewizyjny, leciały same nudne rzeczy, postanowiłam nie przełączać. Po chwili w drzwiach salonu stanęła pani Smit z tacą na której była cherbata i talerz z jajecznicą i parę kromek chleba z masłem.
-Proszę oto śniadanie.- uśmiechnęła się.
-Dziękuję.- powiedziałam i zabrałam się do jedzenia. W wiadomościach ciągle nie pokazywano nic ciekawego. W pewnym momęcie słowa prezentera przykuły moją uwagę.
-W pobliskim lesie leśnicy znajdują coraz więcej rozszarpanyh zwierząt. Są to króliki, sarny, lisy, łosie i niedźwiedzie. Często zwierzęta są tak zmasakrowane że trudno jest odróżnić co to za zwierzę. Leśnicy ciągle nie wiedzą jakie zwierzę może to robić.- Chwile myślałam. Mógł by być to Slejs ale jaki miła by u Boga w tym cel. Szybko dokonaczylam śniadanie. Zaniosłam tace do kuchni i wyszłam z domu.

---- W lesie.-----

Chciałam znaleźć jedno z tych zwierząt by sprawdzić czy moje podejrzenia są słuszne. Zmieniłam się w wilka i ruszyłam.truchtem przed siebię. Po paru minutach usłyszałam straszliwy śmiech.
-Witaj.- wtedy zobaczyłam Slejsa.
-A ja żegnam.- zaśmiałam się.
-Masz szczęście że jestem wilkołakiem i cie rozumiem.
-A ja myślę na odwrót.- zmienił się w wilka. Zaatakowałem go. Zaczęliśmy się bić. Pod dość długiej walce, Slejs zmienił się znów w ,,człowieka". Zaczął biec w.ostatnim momęcie wyskoczył w górę. Poczułam lekkie ukłucie w okolicach karku i dłoń Slejsa. Obruciłam się. Slejs znów się zaśmiał i zaczął uciekać. Żuciłam się w pogoń za nim. Po chwili wbiegliśmy na polane. Po środku leżał rozszarpany niedźwiedź. Slejs zniknął w krzakach. Podeszłam bliżej zwierzęcia. To mógł zrobić tylko pies, wilk albo Slejs. Gdy tak z bliska przeglądałam się niedziwedziowi, usłyszałam kroki i głosy trzech ludzi. Z krzaków wyszedł leśniczy z dwoma chyclami.
-To sprawca.- krzyknął leśniczy wskazując na mnie ręką. Nie czekałam ani chwili dłużej i zaczęłam uciekać. Robiłam gwałtowne skręty, nagłe zwroty. Lecz ciągle słyszałam ich za plecami. Mocno przyspieszyłam i zrobiłam gwałtowny skręt w gęste krzaki. Chwilę odpoczełam i postanowiłam się zmienić w człowieka. Spróbowałam... I nic. Spróbowałam znów,.i znów nic. Spróbowałam jeszcze parę razy ale nic z tego nie było. Usłyszałam kroki hycla. Szybko pobiegłam w drugą stronę, ale po paru krokach usłyszałam metaliczny trzask. Zatrzymałam się, byłam w klatce. Hycla przybili piątkę.
-Nie wygląda żeby miał wściekliźnie, ten pies wyglądacałkiem zdrowo.- zamurowało mnie. Ten hycel nazwał mnie psem? Oni chyba na oczy nie wiedzieli wilka. Byłam.tak zdziwiona że nawet nie zuqarzylam gdy zabrali mnie do swojej samochodu i kiedy wyruszyliśmy do schroniska.

---W schronisku----

Wyprowadzili mnie na smyczy do gabinetu weteraryinego. Jakaś pani obejrzała mnie i zbadała.
-Ta suczka jest całkiem zdrowa. Nie trzeba robić badabń krwi.- ostatnie zdanie bardzo mnie ucieszyło. Zabrali mnie do kojca na podwórku. Była tam buda i miska. Położyłam się na ziemi. Po chwili zasnęłam. Obudziły mnie głosy dwójki ludzi. Otworzyłam jedno oko. Obok mojego kojca przechodziła Gogo razem z Lenem i Hiro. Szybko poderwałam się i radośnie szczeknełam.

<ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz